Oblizałem pysk zbierając przy okazji cieknącą ślinę na myśl o uroczym
białym króliczku. Wpatrywałem się w niego już od jakiegoś czasu i
czekałem na odpowiedni moment by móc pobiec po dzisiejsze śniadanie.
Czekałem aż mały straci czujność i spokojnie, niczego nie podejrzewając
zacznie wżerać świeżą trawkę, czy co tam zwykle jadają króliki. Siedząc
tak w ukryciu, przypatrując się ruchom swojego dzisiejszego śniadania
poczułem czyjąś obecność. Oprócz lekkich stópek króliczka, w pobliżu
pojawiły się ciężkie łapy innego wilka. Zacząłem zerkać na boki by
zobaczyć kto usiłuje podebrać mi pożywienie, ale zobaczyłem tylko wesoło
podrygujący ogon między drzewami pół metra dalej. Na moje nieszczęście
wilk zatrzymał się i ruszył w stronę mojego królika i tak jak ja
przypatrywał się mu. Nie mogłem czekać, aż jakiś tam wilczek rzuci się
na niego zamiast mnie i zgarnie moje śniadanie, więc nie namyślając się
długo opuściłem swoją kryjówkę i skoczyłem w stronę zwierzątka.
Króliczek po kilku sekundach zorientował się, co się dzieje i zaczął
uciekać. Nie dałem za wygraną i pobiegłem za nim, czując, że
przyglądający się wszystkiemu wilk biegnie niedaleko mnie. Warknąłem
cicho dając mu do zrozumienia by się odczepił, ale nic to nie dało.
Byłem już blisko złapania swojego śniadania, ale nagle zupełnie znikąd,
przede mną pojawiło się drzewo. Mógłbym przysiąc, że przed chwilą go tam
nie było… w każdym razie nie zdążyłem się zatrzymać i siłą rozpędu
przywaliłem w pień głową i można powiedzieć, że trochę odfrunąłem. W
sensie, że odleciałem, zemdlałem, KAPUT! Jedyne co pamiętam to cichy
śmiech niedaleko mnie. Potem jakoś tak przestałem się wszystkim
przejmować i zasnąłem.
Obudził mnie czyjś oddech przy moim pysku. Na początku nie wiedziałem o
co chodzi, a potem przypomniałem sobie wszystko. Polowanie, wilka
złodzieja i drzewo, które ni stąd ni zowąd znalazło się przede mną.
Otworzyłem gwałtownie oczy i spojrzałem w rozbawione niebieskie oczy
wadery stojącej nade mną. Zmarszczyłem nos i warknąłem cicho, żeby się
odsunęła. Wilczyca nic sobie z tego nie zrobiła, tylko uśmiechnęła się i
parsknęła jakby wszystko co robiłem było dla niej zabawne.
- Nieźle przywaliłeś. Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz i będę
musiała cię pogrzebać. W sumie to mogłaby być fajna zabawa! – Spojrzałem
na nią znowu i przeturlałem się, żeby spokojnie wstać. Otrzepałem się z
niewidzialnego kurzu i podszedłem do strumienia, który płynął obok.
Cała ta sytuacja trochę mnie irytowała. Myślałem, że jak będę ignorował
rudą śmieszkę to sobie pójdzie, ale niestety jak odwróciłem się z mokrym
od wody pyskiem ona nadal stała tam gdzie wcześniej. Jęknąłem cicho i
przewróciłem oczami.
- Kim jesteś? – zapytała zupełnie nie zwracając uwagi na moją
frustracje. – Czemu przede mną uciekałeś? Fajne masz znaczki na pysku,
mam podobne widzisz? Może jesteśmy spokrewnieni? A może jesteś moim
zaginionym bratem? Ale by było super! Moglibyśmy robić tyle rzeczy
razem! A wiesz, że… – Słowotok napływał mi do uszu i równie szybko z
nich wypadał. Po minucie słuchania jej głosu miałem już dość, ale
stwierdziłem, że nie będę się odzywał to może w końcu jej się znudzi.
- Nie jesteś zbyt rozmowny co? – zapytała na koniec swojego monologu i spojrzała na mnie pytająco. A więc teraz mogę mówić?
- Nie chciałem ci przerywać wyobrażeń na temat zaginionego brata… I mogę
ci powiedzieć, że na 100% nie jesteśmy spokrewnieni. Nikt w mojej
rodzinie nie jest narwanym pseudo lisem, więc przykro mi, ale twoje
marzenia się nie spełnią. – Położyłem się na trawie i przeturlałem na
grzbiet. W górę od razu wyleciały tysiące latających zwierzątek w tym
parę motyli.
- O… To szkoda. – szepnęła wadera po czym spojrzała co robię. Kiedy jej
wzrok spoczął na odlatującym skrzydlatym stworzeniu jej postawa zrobiła
się bardziej… Nie potrafię tego opisać… Wyglądało to tak jakby sama
zaraz miała odlecieć. Zaczęła podskakiwać w kółko jak sarenka patrząc na
kolejne motyle i ruszając za nimi gdy któryś podleciał bliżej. Po
chwili zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem nie ja namąciłem jej
coś w głowie, żeby zaczęła zachowywać się jak napalona idiotka, ale od
razu wiedziałem, że to nie to. Wilczyca chyba po prostu miała swoje
chwile szaleństwa, ale mogłem jej to wybaczyć… sam też czasami znajduje
sobie głupie zabawy. Tylko, że moje zabawy zwykle coś, ale kogoś ranią.
Mniejsza.
- E! Ruda! Przestań podskakiwać jak ostro nawalony konik Pony i chociaż
powiedz mi jak się nazywasz. – Wadera spojrzała na mnie jakby zapomniała
o moim istnieniu, co z resztą jest możliwe, po czym uśmiechnęła się
szeroko.
<Cheshire?>
A spróbuj tylko tknąć Cheshire to ci Ethan uszy odgryzie >.<
OdpowiedzUsuńXD
Andżeju ni tak ostro
Usuń