- Uuuuu! Miło mi cię poznać panno Chester - brwi poszły w ruch.
- Ugh...
Wadera skrzywiła się i pacnęła łapą w czoło.
- Ja natomiast jestem Ethan. I nie nie mów mi Edzio - wyszczerzyłem się.
- W porządku Edzio - puściła do mnie kolejne oczko. - nie zapomnę.
Wstała i machając ogonem na boki odeszła. Długo jeszcze widziałem jej
uszy wystające ponad wysoką trawę. Siedziałem tam gdzie siedziałem,
przesuwając delikatnie ogonem po ziemi i rozważając jedną propozycję.
Iśc za nią? Cóż, nie miałem nic lepszego do roboty, a ta wadera była nad
wyraz ciekawą osobą. W błękitnych oczach widniał u niej łobuzerski
błysk. Takie błyski to ja lubię. Uśmiechnąłem się pod nosem, chyba sam
do siebie i nie czekając dłużej pobiegłem za waderą.
Łapy uderzały miarowo, jakby ze stałym rytmem. Zaśmiałem się w duszy.
Uwielbiałem biegać. Gdy wiatr tarmosił moje futro a oddech przygody
czającej się gdzieś daleko łaskotał w nos, czułem, że jestem całkowicie
wolny. Mógłbym biegać i biegać i nadal mieć energię. Myślę sobie, że
latanie też byłoby fantastyczne. Zawsze jako mały szczeniak chciałem
nauczyć się latać. Cóż, zazwyczaj próby wzlecenia w niebo, kończyły się
zmiażdżonym czołem i siniakami. Ile ja bym dał za parę skrzydeł.
Westchnąłem i omal nie przywaliłem w rudą postać przede mną, która do
tego momentu szła spacerkiem przed siebie. Wbiłem przednie łapy w
ziemię, co spowodowało nagłe wypie*dolenie się na pysk.
Cheshire wybuchła śmiechem na widok mnie uwalonego po uszy ziemią.
Wyplułem obrzydlistwo i spojrzałem na waderę. Wyglądała jakby miała ze
śmiechu wyzionąć ducha i paść trupem na ziemie przedemną.
- Ha-Ha-Ha. Bardzo śmieszne - wystawiłem język.
- Owszem! Gdybyś widział swoją mordę podczas zetknięcia z ziemią! To
było najpiękniejsze pięć sekund w moim życiu - Cheshire otarła
wyimaginowaną łzę spod oka.
- Cóż, miło, że się cieszysz - wzruszyłem ramionami i podniosłem się z ziemi.
Odwróciłem głowę aby przyjrzeć się swojej sierści. Na szczęście ziemią uwalnony miałem tylko mój krzywy ryj.
- No to pięknie - stwierdziłem z uśmiechem odwracając głowę na dawne miejsce.
- Wiedziałam, że za mną pójdziesz - oznajmiła z dumą Chester.
- Uhm... - kiwnąłem delikatnie łbem. - kontynuuj.
- Niet.
Pokręciła głową i odwróciła się. Ruszyła truchtem w las. Co miałem
robić? Dotrzymałem jej kroku i spojrzałem w jej oczy, z których ziała
radocha.
- Gdzie leziesz? - zapytałem unosząc brwi.
- Nie wiem - odpowiedziałą z satysfakcją - ale się dowiem jak tam dotrę.
- Aha, to zrozumiałe - odparłem tonem filozofa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz