W pewnym momencie zwiedzania terenów, namierzyłam zagubioną młodą sarnę. Samica niespokojnie strzygła uszami, stojąc na środku małej kotlinki. Ja sama, siedziałam na pagórku i obserwowałam zwierzę. W słońcu połyskiwało złotą sierścią. Rozglądało się niespokojnie, odłączyła się od stada. Sarna "zaszczekała kilka razy" po czym kręcąc głową ruszyła do przodu. Śledziłam ją, choć byłam najedzona. Robiłam to dla zachcianki.
W końcu zwierzę dostrzegło mnie i ruszyło pędzem przez polanę. Z uśmiechem przyklejonym do pyska, gnałam za nią. Coraz szybciej przebierając łapami skęciłam w prawo i zbiegłam po zboczu. W końcu natrafiłam na ten sam to co sarna, a teraz jej kopyta prawie uderzały mnie w pysk. Przyspieszyłam jeszcze raz i zrównałam się z sarną. Tamta wydała wz siebie wystraszony pisk i skręciła. Zrobiłam to samo. Mignęłam jak strzała i teraz to ona biegła za mną. Przez chwilę była zdezorientowana, lecz prawie natychmiast zawróciła.
Ze śmiechem zrobiłam to samo. Jak ja lubię wyścigi.
W oczach sarny dostrzegałam panikę. Nie miała się czego bać, przecież nie miałam złych zamiarów.
Nagle jednak zwierzę zaczynało się męczyć. I tak już czułam dla niej podziw, że umiała wytrzymać taki długi dystans.
Nagle mignął przed moim pyskiem jakiś zygzak i już po chwili sarnę przygniótł inny wilk. Przywaliłabym w niego z niesamowitą prędkością, gdyby nie to, że w porę wbiłąm łapy w ziemię. Zatrzymałam się strasznie blisko.
Basior siedział na sarnie, ale sam był oszołomiony moją osobą. Zwierzę leżało przywalone i wyglądało na martwe. Szkoda, bowiem zaczynałam już tę sarnę lubić.
Teraz zdałam sobie sprawę, jak długo biegłam bez zatrzymania. Mój oddech stał się nierówny a w łapach poczułam silny ból.
- Uh! Emm... chyba podprowadziłem ci zwierzynę - zakłopotał się obcy.
Złapałam oddech i wysiliłam się na odpowiedź.
- Oh... Umm... To było... niespodziewane - przełknęłam ślinę - wyskoczyłeś tak nagle... eee... długo tam byłeś? - zapytałam, chociaż nawet nie wiedziałam gdzie przedtem wilk stał.
- Niezbyt... Ahhh... ta sarna... - wyciągnął pazury z ofiary i powoli wstał.
Teraz dostrzegłam długie ślady na złotym boku sarny i przegryzione gardło.
- Cóż... to ty ją upolowałeś - oznajmiłam siląc się na uśmiech.
- No... chyba tak - on też się uśmiechnął. - mogę poznać twoje imię? Może kiedyś ci się zrekompensuję.
- Arcadia, ale nie trzeba, naprawdę. Nawet nie miałam zamiaru tej sarny...umm... -zawachałam się. - skrzywdzić.
- Ee... doprawdy? - uniósł "brew".
- Cóż... - omiotłam wzrokiem pocharataną kopytami ziemię. - wydaje się, że bawiłam się z sarną w wyścigi.
Otworzył pysk i zaraz go zamknął. Zrobił niezrozumiały gest łapą.
- No ten... zjesz ze mną? Bo chyba...
Zaśmiałam się.
- Zrobiło się dosyć niezręcznie nieprawdaż? No cóż, nie chcę ci przeszkadzać w "uczcie", jedz sam, to twoja zdobycz.
Owinęłam się ogonem i zmierzyłam wzrokiem wilka. Ze zdziwieniem stwierdziłam, iż miał podobne umaszczenie do mojego. Może inne ułożenie plam, ale ich barwa była identyczna jak moja. Może byliśy spokrewnieni? Możliwe. Uśmiechnęłam się pod nosem.
< Daniel James Christopher? Wybacz, że takie krótkie ;___; >
niedziela, 24 maja 2015
czwartek, 21 maja 2015
Przypomnienie (KSW)
Chciałabym przypomnieć o pisaniu opowiadań! Od żadnego członka nie dostałam nieobecności... Więc.... Osoby, które nie piszą opowiadań to:
Dark Soul
Hinshi
Oraz proszę o napisanie pierwszego opowiadania:
Arcadie
Daje wam tydzień!
~Nightmare
Od Ogórka Cd. Nightmare
Pobiegłem szukać sobie jaskini. Biegłem tak kilka godzin, aż zauważyłem wspaniałą jaskinię. Była tak piękna, wręcz idealna. Do tego ten piękny zapach, taki kuszący, taki intensywny, taki... idealny. Powolutku wstałem i przedłużając tę chwilę, jak tylko mogłem. W końcu weszłem do tej wspaniałej jaskini. Odkąd tylko się w niej znalazłem wiedziałem, że żaden wilk w niej nie mieszkał. Zdziwiło mnie to. Od razu przystąpiłem do oglądania jaskini. Idealnie odpowiadała moim potrzebą. W małej wnęce było źrudełko pitnej wody. W ścianie przeciwległej do ściany ze źrudełkiem, były jakby półki, wykute w skale. Pomyślałem, że przydałoby się zrobić jakieś posłanie. Powąchałem tylko ścianę na pożegnanie i pobiwgłem szukać jakiejś zwierzyny. Biegałem tak przez pół godziny, zanim tafiłem na trop jeleni. Ruszyłem tropem i po chwili znalazłem okazałe stado. Nie czekając na nic, rzuciłem się od razu na największego jelenia. Stado się spłoszyło, a ja pognałem jak tęczowa strzała za nim. W końcu dopadłem do jelenia. Powaliłem go kilkoma kłapnięciami szczęk. Zaciągnęłem truchło do jaskini. Zostawiłem go tam i z zamiarem odpoczynku, posłałem spojrzenie na skalne "półki". W tym momęcie przypomniałem sobie straszną rzecz. Po rozmowie z tamtą waderą zapomniałem wziąść moich słoików! Wybiegłem galopem z jaskini i ruszyłem w stronę miejsca rozmowy. Parę godzin mi zajęło zanim je odnalazłem. Szybko przeliczyłem wszystkie słoiki i ze zgrozą, zauważyłem, że jednej brakuje. Prawie załamałe, się nerwowo, jednak dojrzałem ją, pod kamieniem. Odetchnęłem z ulgą i wzięłem ją w łapy. Nagle zza krzaków wyszła ta sama wadera. Wyglądała na zdziwioną moim widokiem.
- Yyy... Nie mogłeś znaleźć sobie jaskini? - spytała
- Nie. Znalazłem i jest wspaniała! Chodź zobacz! - pociągnęłem ją za łapę
<Nightmare?>
- Yyy... Nie mogłeś znaleźć sobie jaskini? - spytała
- Nie. Znalazłem i jest wspaniała! Chodź zobacz! - pociągnęłem ją za łapę
<Nightmare?>
wtorek, 19 maja 2015
Od Vox'a CD. historii Demeter
Szliśmy przez las szukając jakiejkolwiek zwierzyny. Nagle Demeter
pobiegła jak szalona przed siebie, ja specjalnie nie wiedząc co robić
rzuciłem się za nią. Wadera zręcznie omijała każde drzewo, patrzyłem na
to pełen podziwu. Mi pomagały przy nagłych skrętach pióra, a Alfa dobrze
radziła sobie bez nich. Widać było w jej ruchach umiejętności rodu, z
którego się wywodziła... Przez te całe rozmyślanie prawie wpadłem na
drzewo. Prawie, bo w porę odbiłem się od ziemi i "wbiegłem" na
przeszkodę. Demeter zatrzymała się i podeszła do drzewa.
- Zawsze tak często masz wypadki, czy to ja przynoszę pecha?- zaśmiała się.
- Ani to, ani to- odparłem z uśmiechem.- Widzę coś! Dokładniej stadko jeleni niedaleko.
Zeskoczyłem z drzewa i ruszyłem w stronę stada. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Stadko było dość duże, więc mieliśmy z czego wybierać. Ja ustanowiłem za cel pewną łanię spokojnie jedzącą trawę. Demeter ukryła się w krzakach obok, lecz gdy tylko miała wyskakiwać na swoją ofiarę, coś się stało i wilczyca padła jak długa na trawę. Jelenie oczywiście spłoszyły się i uciekły.
- Wybacz- mruknęła Alfa, kiedy wstała.
- Nic nie szkodzi- uśmiechnąłem się.- Znajdziemy coś innego.
Po chwili faktycznie naszym łupem stało się kilka zajęcy. Usiedliśmy pod wielkim drzewem i zaczęliśmy zajadać się.
- Vox, a czy ktoś opowiadał ci o smokach, które dawniej żyły tutaj?- zapytała Demeter po chwili ciszy.
- Hmm... Tak, przypominam sobie! Żyły tu kiedyś klany, prawda?- wadera przytaknęła.- Mój dziadek opowiadał mi o tym kiedyś. Ponoć miałem tam przodka, ale to tylko legenda. Pamiętam, że dziadek mówił o smokach. Wielkie, potężne, majestatyczne. Po wojnie zostało ich tylko niewiele, a potem wyginęły doszczętnie...
Demeter? :3
- Zawsze tak często masz wypadki, czy to ja przynoszę pecha?- zaśmiała się.
- Ani to, ani to- odparłem z uśmiechem.- Widzę coś! Dokładniej stadko jeleni niedaleko.
Zeskoczyłem z drzewa i ruszyłem w stronę stada. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Stadko było dość duże, więc mieliśmy z czego wybierać. Ja ustanowiłem za cel pewną łanię spokojnie jedzącą trawę. Demeter ukryła się w krzakach obok, lecz gdy tylko miała wyskakiwać na swoją ofiarę, coś się stało i wilczyca padła jak długa na trawę. Jelenie oczywiście spłoszyły się i uciekły.
- Wybacz- mruknęła Alfa, kiedy wstała.
- Nic nie szkodzi- uśmiechnąłem się.- Znajdziemy coś innego.
Po chwili faktycznie naszym łupem stało się kilka zajęcy. Usiedliśmy pod wielkim drzewem i zaczęliśmy zajadać się.
- Vox, a czy ktoś opowiadał ci o smokach, które dawniej żyły tutaj?- zapytała Demeter po chwili ciszy.
- Hmm... Tak, przypominam sobie! Żyły tu kiedyś klany, prawda?- wadera przytaknęła.- Mój dziadek opowiadał mi o tym kiedyś. Ponoć miałem tam przodka, ale to tylko legenda. Pamiętam, że dziadek mówił o smokach. Wielkie, potężne, majestatyczne. Po wojnie zostało ich tylko niewiele, a potem wyginęły doszczętnie...
Demeter? :3
Od Nightmare Cd. Ogórka
On był bardzo, bardzo DZIWNY. Nie chciało mi się z nim gadać...
- Może... - zaczęłam powoli. - Dołączyć do mojej watahy?
- Pewnie - odparł.
- To możesz znaleźć sobie jaskinię - powiedziałam.
- Dzięki za zezwolenie - zaśmiał się i odszedł.
Miałam akurat jeszcze parę spraw do załatwienia więc i ja odeszłam.
(Ogórek? sorki, brak weny)
- Może... - zaczęłam powoli. - Dołączyć do mojej watahy?
- Pewnie - odparł.
- To możesz znaleźć sobie jaskinię - powiedziałam.
- Dzięki za zezwolenie - zaśmiał się i odszedł.
Miałam akurat jeszcze parę spraw do załatwienia więc i ja odeszłam.
(Ogórek? sorki, brak weny)
Nowy członek! (KSW)
Powitajmy nowego członka!
"Czy wykonując wyrok na mordercy nie popadamy w błąd, jak dziecko, co bije krzesło, o które się uderzyło? "
Arcadia
(można się do niej zwracać Thalia)
Arcadia
(można się do niej zwracać Thalia)
Płeć: Oczywiście, że wadera!
Klan: Klan Szklanych Wodospadów
Klan: Klan Szklanych Wodospadów
Stanowisko: Medyczka oraz opiekunka szczeniąt.
Właściciel: Bigby
Powiedzenia,
~Nightmare
sobota, 16 maja 2015
Od Magnusa
Oblizałem pysk zbierając przy okazji cieknącą ślinę na myśl o uroczym
białym króliczku. Wpatrywałem się w niego już od jakiegoś czasu i
czekałem na odpowiedni moment by móc pobiec po dzisiejsze śniadanie.
Czekałem aż mały straci czujność i spokojnie, niczego nie podejrzewając
zacznie wżerać świeżą trawkę, czy co tam zwykle jadają króliki. Siedząc
tak w ukryciu, przypatrując się ruchom swojego dzisiejszego śniadania
poczułem czyjąś obecność. Oprócz lekkich stópek króliczka, w pobliżu
pojawiły się ciężkie łapy innego wilka. Zacząłem zerkać na boki by
zobaczyć kto usiłuje podebrać mi pożywienie, ale zobaczyłem tylko wesoło
podrygujący ogon między drzewami pół metra dalej. Na moje nieszczęście
wilk zatrzymał się i ruszył w stronę mojego królika i tak jak ja
przypatrywał się mu. Nie mogłem czekać, aż jakiś tam wilczek rzuci się
na niego zamiast mnie i zgarnie moje śniadanie, więc nie namyślając się
długo opuściłem swoją kryjówkę i skoczyłem w stronę zwierzątka.
Króliczek po kilku sekundach zorientował się, co się dzieje i zaczął
uciekać. Nie dałem za wygraną i pobiegłem za nim, czując, że
przyglądający się wszystkiemu wilk biegnie niedaleko mnie. Warknąłem
cicho dając mu do zrozumienia by się odczepił, ale nic to nie dało.
Byłem już blisko złapania swojego śniadania, ale nagle zupełnie znikąd,
przede mną pojawiło się drzewo. Mógłbym przysiąc, że przed chwilą go tam
nie było… w każdym razie nie zdążyłem się zatrzymać i siłą rozpędu
przywaliłem w pień głową i można powiedzieć, że trochę odfrunąłem. W
sensie, że odleciałem, zemdlałem, KAPUT! Jedyne co pamiętam to cichy
śmiech niedaleko mnie. Potem jakoś tak przestałem się wszystkim
przejmować i zasnąłem.
Obudził mnie czyjś oddech przy moim pysku. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, a potem przypomniałem sobie wszystko. Polowanie, wilka złodzieja i drzewo, które ni stąd ni zowąd znalazło się przede mną. Otworzyłem gwałtownie oczy i spojrzałem w rozbawione niebieskie oczy wadery stojącej nade mną. Zmarszczyłem nos i warknąłem cicho, żeby się odsunęła. Wilczyca nic sobie z tego nie zrobiła, tylko uśmiechnęła się i parsknęła jakby wszystko co robiłem było dla niej zabawne.
- Nieźle przywaliłeś. Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz i będę musiała cię pogrzebać. W sumie to mogłaby być fajna zabawa! – Spojrzałem na nią znowu i przeturlałem się, żeby spokojnie wstać. Otrzepałem się z niewidzialnego kurzu i podszedłem do strumienia, który płynął obok. Cała ta sytuacja trochę mnie irytowała. Myślałem, że jak będę ignorował rudą śmieszkę to sobie pójdzie, ale niestety jak odwróciłem się z mokrym od wody pyskiem ona nadal stała tam gdzie wcześniej. Jęknąłem cicho i przewróciłem oczami.
- Kim jesteś? – zapytała zupełnie nie zwracając uwagi na moją frustracje. – Czemu przede mną uciekałeś? Fajne masz znaczki na pysku, mam podobne widzisz? Może jesteśmy spokrewnieni? A może jesteś moim zaginionym bratem? Ale by było super! Moglibyśmy robić tyle rzeczy razem! A wiesz, że… – Słowotok napływał mi do uszu i równie szybko z nich wypadał. Po minucie słuchania jej głosu miałem już dość, ale stwierdziłem, że nie będę się odzywał to może w końcu jej się znudzi.
- Nie jesteś zbyt rozmowny co? – zapytała na koniec swojego monologu i spojrzała na mnie pytająco. A więc teraz mogę mówić?
- Nie chciałem ci przerywać wyobrażeń na temat zaginionego brata… I mogę ci powiedzieć, że na 100% nie jesteśmy spokrewnieni. Nikt w mojej rodzinie nie jest narwanym pseudo lisem, więc przykro mi, ale twoje marzenia się nie spełnią. – Położyłem się na trawie i przeturlałem na grzbiet. W górę od razu wyleciały tysiące latających zwierzątek w tym parę motyli.
- O… To szkoda. – szepnęła wadera po czym spojrzała co robię. Kiedy jej wzrok spoczął na odlatującym skrzydlatym stworzeniu jej postawa zrobiła się bardziej… Nie potrafię tego opisać… Wyglądało to tak jakby sama zaraz miała odlecieć. Zaczęła podskakiwać w kółko jak sarenka patrząc na kolejne motyle i ruszając za nimi gdy któryś podleciał bliżej. Po chwili zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem nie ja namąciłem jej coś w głowie, żeby zaczęła zachowywać się jak napalona idiotka, ale od razu wiedziałem, że to nie to. Wilczyca chyba po prostu miała swoje chwile szaleństwa, ale mogłem jej to wybaczyć… sam też czasami znajduje sobie głupie zabawy. Tylko, że moje zabawy zwykle coś, ale kogoś ranią. Mniejsza.
- E! Ruda! Przestań podskakiwać jak ostro nawalony konik Pony i chociaż powiedz mi jak się nazywasz. – Wadera spojrzała na mnie jakby zapomniała o moim istnieniu, co z resztą jest możliwe, po czym uśmiechnęła się szeroko.
<Cheshire?>
Obudził mnie czyjś oddech przy moim pysku. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, a potem przypomniałem sobie wszystko. Polowanie, wilka złodzieja i drzewo, które ni stąd ni zowąd znalazło się przede mną. Otworzyłem gwałtownie oczy i spojrzałem w rozbawione niebieskie oczy wadery stojącej nade mną. Zmarszczyłem nos i warknąłem cicho, żeby się odsunęła. Wilczyca nic sobie z tego nie zrobiła, tylko uśmiechnęła się i parsknęła jakby wszystko co robiłem było dla niej zabawne.
- Nieźle przywaliłeś. Myślałam, że już nigdy się nie obudzisz i będę musiała cię pogrzebać. W sumie to mogłaby być fajna zabawa! – Spojrzałem na nią znowu i przeturlałem się, żeby spokojnie wstać. Otrzepałem się z niewidzialnego kurzu i podszedłem do strumienia, który płynął obok. Cała ta sytuacja trochę mnie irytowała. Myślałem, że jak będę ignorował rudą śmieszkę to sobie pójdzie, ale niestety jak odwróciłem się z mokrym od wody pyskiem ona nadal stała tam gdzie wcześniej. Jęknąłem cicho i przewróciłem oczami.
- Kim jesteś? – zapytała zupełnie nie zwracając uwagi na moją frustracje. – Czemu przede mną uciekałeś? Fajne masz znaczki na pysku, mam podobne widzisz? Może jesteśmy spokrewnieni? A może jesteś moim zaginionym bratem? Ale by było super! Moglibyśmy robić tyle rzeczy razem! A wiesz, że… – Słowotok napływał mi do uszu i równie szybko z nich wypadał. Po minucie słuchania jej głosu miałem już dość, ale stwierdziłem, że nie będę się odzywał to może w końcu jej się znudzi.
- Nie jesteś zbyt rozmowny co? – zapytała na koniec swojego monologu i spojrzała na mnie pytająco. A więc teraz mogę mówić?
- Nie chciałem ci przerywać wyobrażeń na temat zaginionego brata… I mogę ci powiedzieć, że na 100% nie jesteśmy spokrewnieni. Nikt w mojej rodzinie nie jest narwanym pseudo lisem, więc przykro mi, ale twoje marzenia się nie spełnią. – Położyłem się na trawie i przeturlałem na grzbiet. W górę od razu wyleciały tysiące latających zwierzątek w tym parę motyli.
- O… To szkoda. – szepnęła wadera po czym spojrzała co robię. Kiedy jej wzrok spoczął na odlatującym skrzydlatym stworzeniu jej postawa zrobiła się bardziej… Nie potrafię tego opisać… Wyglądało to tak jakby sama zaraz miała odlecieć. Zaczęła podskakiwać w kółko jak sarenka patrząc na kolejne motyle i ruszając za nimi gdy któryś podleciał bliżej. Po chwili zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem nie ja namąciłem jej coś w głowie, żeby zaczęła zachowywać się jak napalona idiotka, ale od razu wiedziałem, że to nie to. Wilczyca chyba po prostu miała swoje chwile szaleństwa, ale mogłem jej to wybaczyć… sam też czasami znajduje sobie głupie zabawy. Tylko, że moje zabawy zwykle coś, ale kogoś ranią. Mniejsza.
- E! Ruda! Przestań podskakiwać jak ostro nawalony konik Pony i chociaż powiedz mi jak się nazywasz. – Wadera spojrzała na mnie jakby zapomniała o moim istnieniu, co z resztą jest możliwe, po czym uśmiechnęła się szeroko.
<Cheshire?>
Od Yatoshi CD Ethana
Nie miałam pojęcia jak zareagować - śmiać się czy płakać? Spoglądałam
tylko z niemym zaciekawieniem na tarzającego się wilka, zastanawiając
się czy nie dostał padaczki mózgu.
- Przepraszam, ale co to jest bigos? - wybąkałam. Wilk rzucił mi szalone i psychiczne spojrzenie. Skuliłam się karcąc się za niewiedzę.
- Bigos... - spojrzał w niebo, jakby oczekiwał na deszcz majonezu z keczupem. - ...To Bóg.
Uniosłam zaciekawiona uszy. Wiedząc już jak mam zareagować, odwróciłam tabliczkę na drugą stronę i wybazgrałam:
"Bigos - tutejsze bóstwo."
Może powinnam zapytać o ich religię i wyznawstwo? Jednak to zdawało się być nie na miejscu. Ethan wznowił swoje dzikie dęsy na trawie. Nie wiedząc co mam zrobić, zaczęłam się zbierać, obawiając się o swoje życie. Wsadziłam tabliczkę w szczękę. Ethan podniósł uszy.
- Idziesz już?
- Em...... Tag jabgy.... - wycedziłam przez zaciśnięte kły na drewnie.
- Chętnie cię odprowadzę! - zaproponował, a ja nie potrafiłam odmówić. Spiętym krokiem ruszyłam leśną śnieżką, kiedy basior podskakiwał od drzewa do drzewa łapiąc przypadkowe przedmioty i wykrzykując losowe słowa.
Sądzę, że powodem jego zachowania jest negatywne oddziaływania czynników zewnętrznych.
Kiedy magicznym cudem, ścieżka się skończyła ukazując rozwidlenie, zatrzymałam się.
- No, to już tutaj - wybąkałam. Ethan rozejrzał się ciekawie po okolicy, wybijając rytmy ogonem.
- Okey. To ja wracam do siebie. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy? - rzucił mi spojrzenie pełne nadziei, a ja odniosłam przyjemne wrażenie, że chłopak mnie polubił.
- Watashi.. So, pewnie tak... - wyrzuciłam, starając się przywrócić pewność głosowi. Ethan uśmiechnął się.
- No to cześć!
Odchodząc rzucił jeszcze.
- Niech bigos będzie z Tobą!
Chcąc, aby odpowiedzią na ten okrzyk nie było moje milczenie, zawołałam bezmyślnie.
- Nawzajem!
Odprowadziłam Ethana wzrokiem, po czym odwróciłam się w stronę polany na której znajdowała się jaskinia moja i Daniela.
Na moje nieszczęście właśnie tam stał.
- Coś ty taka czerwona? Zakochałaś się w kimś czy co? - rzucił słabym żartem, a ja odpowiedziałam mu morderczym spojrzeniem. - Zwiedziłaś tereny? Poznałaś kogoś?
- Tak... I nie.- urwałam. Daniel uniósł pytająco brew, dając mi znać, że mam kontynuować. Wzięłam głęboki oddech.
- Zwiedziłam tereny. Są naprawdę piękne. Znalazłam fajną polanę. Zrobiłam jej rozprawkę, patrz! - pokazałam mu dumnie tabliczkę, na którą nawet nie spojrzał. - I... poznałam chłopaka.
Daniel zagwizdał, a ja powstrzymałam się od odruchu przywalenia mu w twarz.
- Który to? Z jakiego klanu? I faajny? - dopytywał się, a ja jako potulna siostra odparłam.
- Ethan. Nie wiem. Zdaje się być spoko... Tylko trochę ma... rozwiniętą wyobraźnię. - ujęłam.
Daniel zaśmiał się.
- Ah on - odparł jakby to wszystko wyjaśniało.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Wal.
- Kim jest Bigos?
Brat dostał ataku śmiechu, a ja obrażona faktem, że moje prawo do pytania zostało obśmiane i zlekceważone, odeszłam, czekając na następny dzień.
<Eth? ^^>
- Przepraszam, ale co to jest bigos? - wybąkałam. Wilk rzucił mi szalone i psychiczne spojrzenie. Skuliłam się karcąc się za niewiedzę.
- Bigos... - spojrzał w niebo, jakby oczekiwał na deszcz majonezu z keczupem. - ...To Bóg.
Uniosłam zaciekawiona uszy. Wiedząc już jak mam zareagować, odwróciłam tabliczkę na drugą stronę i wybazgrałam:
"Bigos - tutejsze bóstwo."
Może powinnam zapytać o ich religię i wyznawstwo? Jednak to zdawało się być nie na miejscu. Ethan wznowił swoje dzikie dęsy na trawie. Nie wiedząc co mam zrobić, zaczęłam się zbierać, obawiając się o swoje życie. Wsadziłam tabliczkę w szczękę. Ethan podniósł uszy.
- Idziesz już?
- Em...... Tag jabgy.... - wycedziłam przez zaciśnięte kły na drewnie.
- Chętnie cię odprowadzę! - zaproponował, a ja nie potrafiłam odmówić. Spiętym krokiem ruszyłam leśną śnieżką, kiedy basior podskakiwał od drzewa do drzewa łapiąc przypadkowe przedmioty i wykrzykując losowe słowa.
Sądzę, że powodem jego zachowania jest negatywne oddziaływania czynników zewnętrznych.
Kiedy magicznym cudem, ścieżka się skończyła ukazując rozwidlenie, zatrzymałam się.
- No, to już tutaj - wybąkałam. Ethan rozejrzał się ciekawie po okolicy, wybijając rytmy ogonem.
- Okey. To ja wracam do siebie. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy? - rzucił mi spojrzenie pełne nadziei, a ja odniosłam przyjemne wrażenie, że chłopak mnie polubił.
- Watashi.. So, pewnie tak... - wyrzuciłam, starając się przywrócić pewność głosowi. Ethan uśmiechnął się.
- No to cześć!
Odchodząc rzucił jeszcze.
- Niech bigos będzie z Tobą!
Chcąc, aby odpowiedzią na ten okrzyk nie było moje milczenie, zawołałam bezmyślnie.
- Nawzajem!
Odprowadziłam Ethana wzrokiem, po czym odwróciłam się w stronę polany na której znajdowała się jaskinia moja i Daniela.
Na moje nieszczęście właśnie tam stał.
- Coś ty taka czerwona? Zakochałaś się w kimś czy co? - rzucił słabym żartem, a ja odpowiedziałam mu morderczym spojrzeniem. - Zwiedziłaś tereny? Poznałaś kogoś?
- Tak... I nie.- urwałam. Daniel uniósł pytająco brew, dając mi znać, że mam kontynuować. Wzięłam głęboki oddech.
- Zwiedziłam tereny. Są naprawdę piękne. Znalazłam fajną polanę. Zrobiłam jej rozprawkę, patrz! - pokazałam mu dumnie tabliczkę, na którą nawet nie spojrzał. - I... poznałam chłopaka.
Daniel zagwizdał, a ja powstrzymałam się od odruchu przywalenia mu w twarz.
- Który to? Z jakiego klanu? I faajny? - dopytywał się, a ja jako potulna siostra odparłam.
- Ethan. Nie wiem. Zdaje się być spoko... Tylko trochę ma... rozwiniętą wyobraźnię. - ujęłam.
Daniel zaśmiał się.
- Ah on - odparł jakby to wszystko wyjaśniało.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Wal.
- Kim jest Bigos?
Brat dostał ataku śmiechu, a ja obrażona faktem, że moje prawo do pytania zostało obśmiane i zlekceważone, odeszłam, czekając na następny dzień.
<Eth? ^^>
piątek, 15 maja 2015
Od Ethan'a Cd. Yatoshi
Pokiwałem głową z uznaniem.
- UUuUUuuuu... to umiesz szprechać w innych językach? - zaciekawiłem się.
- Szprecha się tylko w języku niemieckim.
- Tak czy siak to to samo - wywaliłem jęzor na wierzch.
Wilczyca nie odpowiedziała. Zaczęła dalej skrobać na swojej tabliczce. Jakieś kreski, kreski i jeszcze więcej kresek. Ziewnąłem, ale zaraz się zreflektowałem, czując na sobie jej karcące spojrzenie.
Wbiłem wzrok w tabliczkę.
- To nie na mój baniak - stwierdziłęm - za tępy ze mnie kołek.
- Um... no... chyba nie powinienieś tak o sobie mówić - speszyła się.
Wzruszyłem ,,ramionami".
- O sobie mogę. Twierdzę iż ze mnie filozof nie wyrośnie - puknąłem się w łepetynę.
- Umm...
Wstałem. Yatoshi uniosła głowę w górę i spojrzała na mnie pytająco.
- Rób co robisz - uśmiechnąłem się.
Przez chwilę patrzyła na mnie zmieszana ale po chwili wróciła do ,,roboty". Odwróciłem się i zacząłem zrywać kwiaty. No co? muszę mieć jakieś zajęcie.
Gdy uzbierałem ich już tak dużo, że nie mieściły mi się ani w pysku ani w łapach, podbiegłem do Yatoshi i z szalonym okrzykiem ,, BIGOS" obsypałem ją roślinkami. Następnie zacząłem skakać naookoło zszokowanej wadery.
Lubię siać anarchię.
- C-co!? - Yatashi wysunęła głowę spod kolorowych płatków.
- WIOSNAAAA! - zaryczałem i rzuciłem się w trawę.
< Yatoshi? Ogarnij Ethan'a bo ma zawał spojówek ;_; >
Od Yatoshi CD Ethana
Przełknęłam nerwowo ślinę, mój pysk pokrył się dorodnym rumieńcem.
Zawsze tak reagowało moje ciało, gdy rozmawiałam z płcią przeciwną.
Mieszałam się w słowach. niewidzialna ręka ściskała mnie za gardło,
byłam spięta. Opuściłam uszy, starając się opanować.
- Jasne, spoko. - wiedziałam, że te słowa nie miały sensu, ale nie mogłam znaleźć innej odpowiedzi. Ethan wydawał się być równie zmieszany, ale nie okazywał tego tak bardzo. Nastała kolejna niezręczna cisza. Wbiłam łapy w ziemię, aby pozbyć się uczucia bezrobocia. W głowie zaczęłam szukać przeróżnych pretekstów, którymi mogłabym się uwolnić z tego niezręcznego momentu.
- Okeeej.. Czy mogłabym wrócić do swojej rozprawki? - zapytałam nieśmiało,wbijając wzrok w ziemię. Ethan zamerdał ogonem z ulgą, ciesząc się ze złamania napiętej atmosfery.
- Jaasne. Właściwie, na czym to polega? - rzucił łakome spojrzenie na moją sfatygowaną tabliczkę,
- Oh, to... emm.. - zaczęłam używać gestykulacji aby pomóc sobie się wysłowić. - To...no...
Ethan ułożył łapy w geście oznaczającym "Spokojnie!"
- Nie martw się, słonko, po prostu sobie popatrzę! - wyszczerzył zęby. Opuściłam uszy.
- Oh... Okey.. - nastała kolejna cisza,a ja nie wiedząc co powinnam teraz zrobić, niezdarnie sięgnęłam po tabliczkę, i usadowiłam się w tym samym miejscu skąd mnie wyrwano.
Ethan wymościł się kilka kroków nade mną, i zaglądnął mi przez ramię. Czułam jego obecność nad sobą, co rozpraszało moje zmysły. Nie mogłam się skupić. Zmieszałam się. Aby zrobić cokolwiek, rzuciłam spojrzenie na otaczające mnie wzgórza, starając się zanalizować teren. Niezdarnie wydłubałam na tabliczce kreskę, myląc się w kaligrafii.
- Co to za chińskie znaki? - zapytał Ethan gwałtownie.
Nabrałam odwagi.
- Nie chińskie, tylko japońskie - odparłam z lekką wyrozumiałością. - Służą mi do zapisków obserwacji.
- Czyli inaczej sztuczna pamięć dla leniwych? - zgadywał wilk. Nie do końca o to chodziło,ale chciałam być miła więc odparłam:
- So, mniej więcej o to chodzi.
Spojrzał na mnie niezrozumiale, trawiąc pierwszą sylabę jaką wypowiedziałam. Zupełnie zapomniałam, że tutejsze wilki nie znają japońskiego.
- Oh, to oznacza "tak" - wymówiłam to słowo niezgrabnie. Wolałam jednak mówić po japońsku, wychodziło to owiele płynniej.
< Ethan? Wybacz, za ilość,ale siostra zatruwa mi życie, stojąc nade mną i dostając padaczki>
- Jasne, spoko. - wiedziałam, że te słowa nie miały sensu, ale nie mogłam znaleźć innej odpowiedzi. Ethan wydawał się być równie zmieszany, ale nie okazywał tego tak bardzo. Nastała kolejna niezręczna cisza. Wbiłam łapy w ziemię, aby pozbyć się uczucia bezrobocia. W głowie zaczęłam szukać przeróżnych pretekstów, którymi mogłabym się uwolnić z tego niezręcznego momentu.
- Okeeej.. Czy mogłabym wrócić do swojej rozprawki? - zapytałam nieśmiało,wbijając wzrok w ziemię. Ethan zamerdał ogonem z ulgą, ciesząc się ze złamania napiętej atmosfery.
- Jaasne. Właściwie, na czym to polega? - rzucił łakome spojrzenie na moją sfatygowaną tabliczkę,
- Oh, to... emm.. - zaczęłam używać gestykulacji aby pomóc sobie się wysłowić. - To...no...
Ethan ułożył łapy w geście oznaczającym "Spokojnie!"
- Nie martw się, słonko, po prostu sobie popatrzę! - wyszczerzył zęby. Opuściłam uszy.
- Oh... Okey.. - nastała kolejna cisza,a ja nie wiedząc co powinnam teraz zrobić, niezdarnie sięgnęłam po tabliczkę, i usadowiłam się w tym samym miejscu skąd mnie wyrwano.
Ethan wymościł się kilka kroków nade mną, i zaglądnął mi przez ramię. Czułam jego obecność nad sobą, co rozpraszało moje zmysły. Nie mogłam się skupić. Zmieszałam się. Aby zrobić cokolwiek, rzuciłam spojrzenie na otaczające mnie wzgórza, starając się zanalizować teren. Niezdarnie wydłubałam na tabliczce kreskę, myląc się w kaligrafii.
- Co to za chińskie znaki? - zapytał Ethan gwałtownie.
Nabrałam odwagi.
- Nie chińskie, tylko japońskie - odparłam z lekką wyrozumiałością. - Służą mi do zapisków obserwacji.
- Czyli inaczej sztuczna pamięć dla leniwych? - zgadywał wilk. Nie do końca o to chodziło,ale chciałam być miła więc odparłam:
- So, mniej więcej o to chodzi.
Spojrzał na mnie niezrozumiale, trawiąc pierwszą sylabę jaką wypowiedziałam. Zupełnie zapomniałam, że tutejsze wilki nie znają japońskiego.
- Oh, to oznacza "tak" - wymówiłam to słowo niezgrabnie. Wolałam jednak mówić po japońsku, wychodziło to owiele płynniej.
< Ethan? Wybacz, za ilość,ale siostra zatruwa mi życie, stojąc nade mną i dostając padaczki>
Od Bigby'ego
- Więc... Jak się nazywasz? - alfa uniosła brew. Widać było, że jest
potomkiem Ametyst. Miała podobny pysk, z charakteru też była podobna.
Westchnąłem.
- Bigby Wolf.
- Umm... To nazwisko? - uniosła brwi jeszcze wyżej. Westchnąłem po raz kolejny. Wilczyca szybko się zreflektowała i zadała kolejne pytanie. - Twierdzisz, że należałeś do Three Ways of Life już wcześniej... przed ,,reaktywacją'?
- Owszem.
- Ciekawe. No ale dobrze, nie zagłębiajmy się w ten temat.
Okrążyła mnie kilka razy, przypatrując się mi dokładniej. Obecnie byłem trochę wyższy od niej, można by rzec, że sięgała mi do szyi. Usiadłem na zadzie czekając cierpliwie aż skończy. Po obejrzeniu mnie podeszła do drugiej alfy siedzącej nieopodal. Obca przyglądała się nam cały czas i uważnie słuchała. Miała czarne umaszczenie, poprzetykane błękitem i piórami. Z oczu patrzyło jej dobrze, była chyba moją osobą zaciekawiona. Skinąłem do niej głową na co odpowiedziała delikatnym uśmiechem. Zwróciłem głowę przed siebie, patrząc w las, gdyż wiedziałem, że obydwie wadery patrzą na mnie i rozmawiają na temat ,,wziąć go czy nie?".
W końcu obydwie podeszły, potomkini Ametyst odrobinę bliżej od drugiej alfy, która trzymała się nadal z tyłu.
- Hmm... Nadajesz się na wojownika, atakującego, obrońcę albo... mordercę.
Dla pewności okrążyła mnie jeszcze jeden raz.
- Mógłbym zostać wojownikiem - stwierdziłem beznamiętnie.
- Dobrze. Zapamiętam. Pozostaje jeszcze pytanie, a mianowicie - do którego klanu chcesz należeć?
Odwróciłem głowę w jej stronę.
- Mamy tu trzy klany: Saltantem cum vita - gdzie alfą jestem ja. Właśnie, nie przedstawiłam się. Me imię brzmi Demeter.
- Miło mi - skinąłem głową.
Demeter posłała mi uśmiech po czym kontynuowała:
- Drugi klan to klan Szklanych Wodospadów, którego alfą jest Nightmere. Wskazała łapą na drugą alfę, właśnie tę, która siedziała bardziej z tyłu. Mamy też trzeci klan. Cóż... są to Wolne Wilki.
- Wolne Wilki? - zainteresowałem się.
- Właśnie tak - westchnęła Nightmere tym samym włączając się do rozmowy. - Te wilki przybyły tu znacznie później, nie chciały dołączyć do naszych klanów. Cóż, zrobiłyśmy im ich własny klan - zachichotała.
Skinąłem głową na znak, że rozumiem.
- Chyba dołączę do Wolnych Wilków.
- Ale... twoje stanowisko! - oburzyła się Demeter.
- Gdy zajdzie potrzebna oczywiście, że będę walczył. Za całą watahę! Jednak mam za sobą dużo i... hmm... - zdziwiłem się sam na dźwięk moich słów. - potrzebuję chyba odpoczynku. Nie wiem czy jest szansa, ale może kiedyś zmieniłbym klan.
Demeter wzruszyła obojętnie ,,ramionami".
- Hmm... sam zbadasz tereny? - zapytała Nightmere.
- Poradzę sobie, nie musi się o mnie alfa martwić - uśmiechnąłem się.
Wadera o ciemnym umaszczeniu odwzajemniła uśmiech.
Na raziewszystko szło dobrze.
Wstałem, skinąłem alfom na pożegnanie i odwróciłem się. Nasze małe spotkanie trwało na polanie. Otaczał ją las, gdzieniegdzie rosły brzozy. Przez chwilę miałem ochote się odwrócić, ale to by tylko zdziałało tyle, iż alfy myślałyby, że nie jestem niezdecydowany a do tego potrzebuję pomocy w obczajaniu terenów watahy. Parsknąłem cicho i zagłębiłem się w gąszcz.
Przez chwilę moje oczy nic nie widziały, zbyt długo siedziałem na odkrytej przestrzeni, gdzie światło słoneczne waliło po oczach. W końcu źrenice przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia i teraz widziałem już zieloną ściółkę, liczne patyki i kłody leżące na ziemi oraz cienki strumyczek wijący się niczym wąż między długimi źdźbłami trawy. Do mych uszu dobiegło śpiewanie leśnych ptaków. rozpoznałem między innymi kukułkę, sójkę oraz skowronka. Do koncertu dołączył także dzięcioł. Zaciągnąłem się świeżym, leśnym powietrzem. Jak ja kocham las. Mógłbym się rozciągnąć na ściółce i leżeć tak do zimy. Miesiąc przed wyruszeniem z terenów dawnego Three Ways of Life urządziłem sobie miesięczną wycieczkę do miasta. Hmm... tak. Zmieniłem się w człowieka, bo wydawało mi się, że powinienem znów powrócić do życia między ludźmi.
Oczywiście wtedy powtórzyło się motto " Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta". Pamiętam, że gdy wróciłem z hałaśliwego miasta, w lesie poczułem się jak w raju. Jak w ojczystym domu.
Obudziłem się, powracając do rzeczywistości.
Słyszałem rozmowy. Wyłoniłem się na chwilę z gąszczu na kolejną polanę. Ta była większa, wyglądała jakby tu właśnie działy się rozprawy i ogłoszenia prowadzone przez alfy. zebrała się tu grupa wilków, dyskutująca o czymś zajadle. Wolałem nie wnikać, więc znów powróciłęm w gąszcz.
Z spokojnego chodu przeszedłem w trucht. Zapach lasu uderzył mi do głowy. Był zdrowy, żwieży, orzeźwiający!!! Tylko tego mi trzeba!
Przeskoczyłem sporą kłodę, tym samym przechodząc do biegu. Wykręcałem na ostrych zakrętach, wspinałem się po nielicznych głazach lub przeskakiwałem strumienie.
W końcu zatrzymałem się na ogormnej polanie. Południowa granica jak mniemam. Odetchnąłem głęboko i rozejrzałem się czy ktoś mnie obserwuje. Nikogo nie widziałem. Wciągnąłem powietrze do nozdrzy i począłem węszyć. No tak, czuć było wilkami, w końcu to wataha. Zamknąłem oczy i dałem się ponieść. Tak... teraz wszystko widziałem. Zapachy. Widziałem zapachy. Cóż... godzinę wcześniej przebiegło tędy stado jeleni, po czym przekroczyło południową granicę. Szkoda żarcia. Przeszły tędy dwa wilki... wadery... może to te alfy? Hmm... a teraz tędy szłem ja. A tam?! Ktoś tam jest...
Otworzyłemoczy. Faktycznie... Zmrużyłem oczy. Dalej w lesie majaczyła sylwetka jakiegoś wilka. Z tej odległości nie byłem w stanie powiedzieć czy to basior czy wadera, w każdym razie szedł w inną stronę. Może będę miał spokój.
Udeptałem sobie miejsce na soczyście zielonej trawie w cieniu sporego krzaka. Ułożyłem łeb na wyciągniętych przed siebie przednich łapach. Ziewnąłem cicho i zapadłem w drzemkę.
< Kto odpisze? ;_; któraś z alf? jakieś inne wilki? >
Westchnąłem.
- Bigby Wolf.
- Umm... To nazwisko? - uniosła brwi jeszcze wyżej. Westchnąłem po raz kolejny. Wilczyca szybko się zreflektowała i zadała kolejne pytanie. - Twierdzisz, że należałeś do Three Ways of Life już wcześniej... przed ,,reaktywacją'?
- Owszem.
- Ciekawe. No ale dobrze, nie zagłębiajmy się w ten temat.
Okrążyła mnie kilka razy, przypatrując się mi dokładniej. Obecnie byłem trochę wyższy od niej, można by rzec, że sięgała mi do szyi. Usiadłem na zadzie czekając cierpliwie aż skończy. Po obejrzeniu mnie podeszła do drugiej alfy siedzącej nieopodal. Obca przyglądała się nam cały czas i uważnie słuchała. Miała czarne umaszczenie, poprzetykane błękitem i piórami. Z oczu patrzyło jej dobrze, była chyba moją osobą zaciekawiona. Skinąłem do niej głową na co odpowiedziała delikatnym uśmiechem. Zwróciłem głowę przed siebie, patrząc w las, gdyż wiedziałem, że obydwie wadery patrzą na mnie i rozmawiają na temat ,,wziąć go czy nie?".
W końcu obydwie podeszły, potomkini Ametyst odrobinę bliżej od drugiej alfy, która trzymała się nadal z tyłu.
- Hmm... Nadajesz się na wojownika, atakującego, obrońcę albo... mordercę.
Dla pewności okrążyła mnie jeszcze jeden raz.
- Mógłbym zostać wojownikiem - stwierdziłem beznamiętnie.
- Dobrze. Zapamiętam. Pozostaje jeszcze pytanie, a mianowicie - do którego klanu chcesz należeć?
Odwróciłem głowę w jej stronę.
- Mamy tu trzy klany: Saltantem cum vita - gdzie alfą jestem ja. Właśnie, nie przedstawiłam się. Me imię brzmi Demeter.
- Miło mi - skinąłem głową.
Demeter posłała mi uśmiech po czym kontynuowała:
- Drugi klan to klan Szklanych Wodospadów, którego alfą jest Nightmere. Wskazała łapą na drugą alfę, właśnie tę, która siedziała bardziej z tyłu. Mamy też trzeci klan. Cóż... są to Wolne Wilki.
- Wolne Wilki? - zainteresowałem się.
- Właśnie tak - westchnęła Nightmere tym samym włączając się do rozmowy. - Te wilki przybyły tu znacznie później, nie chciały dołączyć do naszych klanów. Cóż, zrobiłyśmy im ich własny klan - zachichotała.
Skinąłem głową na znak, że rozumiem.
- Chyba dołączę do Wolnych Wilków.
- Ale... twoje stanowisko! - oburzyła się Demeter.
- Gdy zajdzie potrzebna oczywiście, że będę walczył. Za całą watahę! Jednak mam za sobą dużo i... hmm... - zdziwiłem się sam na dźwięk moich słów. - potrzebuję chyba odpoczynku. Nie wiem czy jest szansa, ale może kiedyś zmieniłbym klan.
Demeter wzruszyła obojętnie ,,ramionami".
- Hmm... sam zbadasz tereny? - zapytała Nightmere.
- Poradzę sobie, nie musi się o mnie alfa martwić - uśmiechnąłem się.
Wadera o ciemnym umaszczeniu odwzajemniła uśmiech.
Na raziewszystko szło dobrze.
Wstałem, skinąłem alfom na pożegnanie i odwróciłem się. Nasze małe spotkanie trwało na polanie. Otaczał ją las, gdzieniegdzie rosły brzozy. Przez chwilę miałem ochote się odwrócić, ale to by tylko zdziałało tyle, iż alfy myślałyby, że nie jestem niezdecydowany a do tego potrzebuję pomocy w obczajaniu terenów watahy. Parsknąłem cicho i zagłębiłem się w gąszcz.
Przez chwilę moje oczy nic nie widziały, zbyt długo siedziałem na odkrytej przestrzeni, gdzie światło słoneczne waliło po oczach. W końcu źrenice przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia i teraz widziałem już zieloną ściółkę, liczne patyki i kłody leżące na ziemi oraz cienki strumyczek wijący się niczym wąż między długimi źdźbłami trawy. Do mych uszu dobiegło śpiewanie leśnych ptaków. rozpoznałem między innymi kukułkę, sójkę oraz skowronka. Do koncertu dołączył także dzięcioł. Zaciągnąłem się świeżym, leśnym powietrzem. Jak ja kocham las. Mógłbym się rozciągnąć na ściółce i leżeć tak do zimy. Miesiąc przed wyruszeniem z terenów dawnego Three Ways of Life urządziłem sobie miesięczną wycieczkę do miasta. Hmm... tak. Zmieniłem się w człowieka, bo wydawało mi się, że powinienem znów powrócić do życia między ludźmi.
Oczywiście wtedy powtórzyło się motto " Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta". Pamiętam, że gdy wróciłem z hałaśliwego miasta, w lesie poczułem się jak w raju. Jak w ojczystym domu.
Obudziłem się, powracając do rzeczywistości.
Słyszałem rozmowy. Wyłoniłem się na chwilę z gąszczu na kolejną polanę. Ta była większa, wyglądała jakby tu właśnie działy się rozprawy i ogłoszenia prowadzone przez alfy. zebrała się tu grupa wilków, dyskutująca o czymś zajadle. Wolałem nie wnikać, więc znów powróciłęm w gąszcz.
Z spokojnego chodu przeszedłem w trucht. Zapach lasu uderzył mi do głowy. Był zdrowy, żwieży, orzeźwiający!!! Tylko tego mi trzeba!
Przeskoczyłem sporą kłodę, tym samym przechodząc do biegu. Wykręcałem na ostrych zakrętach, wspinałem się po nielicznych głazach lub przeskakiwałem strumienie.
W końcu zatrzymałem się na ogormnej polanie. Południowa granica jak mniemam. Odetchnąłem głęboko i rozejrzałem się czy ktoś mnie obserwuje. Nikogo nie widziałem. Wciągnąłem powietrze do nozdrzy i począłem węszyć. No tak, czuć było wilkami, w końcu to wataha. Zamknąłem oczy i dałem się ponieść. Tak... teraz wszystko widziałem. Zapachy. Widziałem zapachy. Cóż... godzinę wcześniej przebiegło tędy stado jeleni, po czym przekroczyło południową granicę. Szkoda żarcia. Przeszły tędy dwa wilki... wadery... może to te alfy? Hmm... a teraz tędy szłem ja. A tam?! Ktoś tam jest...
Otworzyłemoczy. Faktycznie... Zmrużyłem oczy. Dalej w lesie majaczyła sylwetka jakiegoś wilka. Z tej odległości nie byłem w stanie powiedzieć czy to basior czy wadera, w każdym razie szedł w inną stronę. Może będę miał spokój.
Udeptałem sobie miejsce na soczyście zielonej trawie w cieniu sporego krzaka. Ułożyłem łeb na wyciągniętych przed siebie przednich łapach. Ziewnąłem cicho i zapadłem w drzemkę.
< Kto odpisze? ;_; któraś z alf? jakieś inne wilki? >
Od Ethan'a Cd. Yatoshi
- Co ten tego? - zacmokałem.
- N...ni...umm...eee...
- Uhm - kiwnąłem łbem.
Nastała długa cisza, którą przerywało tylko ćwierkanie ptaków. Zastrzygłem uszami. NIE-NAWIDZĘ-CISZY.
- To... mówiłaś, że jak się nazywasz? - zaszczebiotałem.
Zamerdałem zachęcająco ogonem i posłałem wilczycy uśmiech. Wadera siedziała lekko przygarbiona z nisko usadowioną głową. Na dźwięk mojego głosu drgnęła lekko. Rzuciła w moją stronę niepewne spojrzenie po czym znów zwróciła je na osobę małego kwiatka napastowanego przez przczołę.
- Y...Yatoshi - przedstawiła się cicho.
Kiwnąłem głową potwierdzająco.
- Hmm... Ciekawe imię, nie zaprzeczę. Me imie brzmi mniej majestatycznie, tudzeż Ethan - wyszczerzyłem się.
Kiwnęła głową i spuściła wzrok. Co jest nie tak? Coś palnąłem? Znowu? A z resztą.
- No no! Eź mi tu nie smutaj! Naprawdę przepraszam za to, ze se na tobie troszkę usiadłem! Bo wiesz, to było niechcący! Zobaczyłem uszka to se pomyślałem a co mi tam!? Usiądę se i będzie git! - skapnąłem się, że zacząłem znowu paplać o czym popadnie. Szybko się poprawiłem. - Uh! Wybacz mi tak często konewka odwala i napitalam o byle czym! -Nonaprzykładwtedygdytakajednawaderazapytałacodzisiajrobiłemtozacząłemjej
opowiadaćcożarłemnaśniadanieicokurdewidziałemprzedspaniem! Aonasięstraszniewystraszyła!
Gdy zróciłem pysk w stronę Yatoshi zobaczyłem jej zdumione spojrzenie. Odwróciłem się i machinalnie podeszłem do kłody leżącej nieopodal po czym uderzyłem w nią rytmicznie z dziesięć razy łepetyną. Następnie wróciłem na dawne miejsce. Yatoshi patrzyła na mnie wystraszona, chyba stwierdziła u mnie epilepsję kolan.
- Ja pierniczę! Znowu! Sorry moja droga często tak robię, to moja natura.
< Yatoshi? D >
Od Demeter CD historii Idesa
Z pozycji siedzącej przeszłam do leżenia. Wydawał się być miły i...hm...jakiś taki skromny i nieśmiały. Uśmiechnęłam się by dodać mu odwagi.
- Tak mieszkam tu. Mam własną watahę, a bardziej klan. Może masz ochotę dołączyć?- spytałam. Nie wiedziałam czy basior posiada własne miejsce na ziemi, więc zaoferowałam mu kawałek mojego. Basior skrzywił pysk i przysiadł koło mnie.
- Nie zbyt....ja wolę być....no wiesz. Nie mieć zobowiązań- wyjaśniał okrężnie. Trochę mnie to zasmuciło, jednak była taka możliwość i byłam na to przygotowana.
- Rozumiem- wstałam i to chyba naprawdę go zmieszało, gdyż skulił się trochę i położył uszy- więc będziesz wolny.
- Ja mogę się stąd zabrać, jeśli chcesz....-powoli zaczął się wycofywać.
- Nie, nie! Możesz tu zostać! Istnieje takie coś jak...wolne wilki- zaczęłam opowiadać- przybyły tu znacznie później niż moi przodkowie, ale zawsze są mile widziani, znaczy przez mnie....nie wiem jak moje plemię...ugh...no tak.
- Czyli zostać mogę?- spytał podnosząc uszy co w skutek wyszło naprawdę słodko.
- Pewnie! Jestem bardzo otwarta na nowe przyjaźnie- odpowiedziałam. I nastała niezręczna cisza. Siadłam na trawie i spojrzałam na piękny, czerwony mak. Siadł na nim motyl z tak soczystymi kolorami na skrzydłach, że aż można było pomyśleć o nich jak o innych stworzonkach. Gdy motyl odleciał ciepły wiatr stargał me futro. Spojrzałam na basiora i podrapałam ziemię pazurami. Uspokoiłam oddech i po chwili znów zaczęłam rozmowę.
- Może pokazać ci tereny, co?
- Hm? Nie, nie dam sobie sam radę- odparł z uśmiechem ewidentnie wyrwany z zamyślenia. Mruknęłam coś miło i znów wpatrzyłam się w przyrodę. Tym razem spojrzałam na niebo. Zamknęłam oczy i wciągnęłam wiosenne powietrze. Poczułam jak łodygi kwiatów oplatają mi łapy. Jeden nawet dostał mi się za ucho. Wysunęłam z ziemi kilka diamentów i porozbijałam je łapami tworząc pył który porwał wiatr.
- Bardzo ciekawe moce- powiedział nagle Ides a ja wręcz krzyknęłam. Zapomniałam o nim.
- Tak dzięki...a ty jakieś masz?- moje pytanie zabrzmiało banalnie i wręcz wyzywająco.
- Pewnie! Jednak są ściśle związane z nocą....i wiesz...nie wiem czy chcesz zobaczyć....- mówił, lecz ja wlepiałam w niego wzrok jak zaczarowana. Po chwili westchnął i po upływie kilku chwil na niebie pojawiła się piękna zorza. Patrzyłam na to zjawisko z wielkim podziwem. Niesamowite jak niektórzy umieli panować nad niezwykłymi rzeczami, a ja? Ledwo umiałam panować nad swoimi...poczułam smutek który zaczął mną szargać. Westchnęłam i nagle wielki jasny kryształ wystrzelił z ziemi koło mojego pyska.
- JASNA CHOLERO!- wrzasnęłam i odskoczyłam. Mój towarzysz zrobił to samo, chodź siedział daleko. Podeszłam i obejrzałam kamień. Po praz pierwszy udało mi się wywołać coś tak....wielkiego!
- Co to za kryształ?- spytał zaciekawiony też podchodząc.
-Wulfenit...rzadki jak cholera, skąd...jak ja to...?- nie wiedziałam co powiedzieć. To dla mnie nowość by coś takiego zrobić.
- No widzę, że też czasem nie panujesz nad tym- zaśmiał się przyjaźnie a ja to odwzajemniłam.
<<Ides? :3>>
- Tak mieszkam tu. Mam własną watahę, a bardziej klan. Może masz ochotę dołączyć?- spytałam. Nie wiedziałam czy basior posiada własne miejsce na ziemi, więc zaoferowałam mu kawałek mojego. Basior skrzywił pysk i przysiadł koło mnie.
- Nie zbyt....ja wolę być....no wiesz. Nie mieć zobowiązań- wyjaśniał okrężnie. Trochę mnie to zasmuciło, jednak była taka możliwość i byłam na to przygotowana.
- Rozumiem- wstałam i to chyba naprawdę go zmieszało, gdyż skulił się trochę i położył uszy- więc będziesz wolny.
- Ja mogę się stąd zabrać, jeśli chcesz....-powoli zaczął się wycofywać.
- Nie, nie! Możesz tu zostać! Istnieje takie coś jak...wolne wilki- zaczęłam opowiadać- przybyły tu znacznie później niż moi przodkowie, ale zawsze są mile widziani, znaczy przez mnie....nie wiem jak moje plemię...ugh...no tak.
- Czyli zostać mogę?- spytał podnosząc uszy co w skutek wyszło naprawdę słodko.
- Pewnie! Jestem bardzo otwarta na nowe przyjaźnie- odpowiedziałam. I nastała niezręczna cisza. Siadłam na trawie i spojrzałam na piękny, czerwony mak. Siadł na nim motyl z tak soczystymi kolorami na skrzydłach, że aż można było pomyśleć o nich jak o innych stworzonkach. Gdy motyl odleciał ciepły wiatr stargał me futro. Spojrzałam na basiora i podrapałam ziemię pazurami. Uspokoiłam oddech i po chwili znów zaczęłam rozmowę.
- Może pokazać ci tereny, co?
- Hm? Nie, nie dam sobie sam radę- odparł z uśmiechem ewidentnie wyrwany z zamyślenia. Mruknęłam coś miło i znów wpatrzyłam się w przyrodę. Tym razem spojrzałam na niebo. Zamknęłam oczy i wciągnęłam wiosenne powietrze. Poczułam jak łodygi kwiatów oplatają mi łapy. Jeden nawet dostał mi się za ucho. Wysunęłam z ziemi kilka diamentów i porozbijałam je łapami tworząc pył który porwał wiatr.
- Bardzo ciekawe moce- powiedział nagle Ides a ja wręcz krzyknęłam. Zapomniałam o nim.
- Tak dzięki...a ty jakieś masz?- moje pytanie zabrzmiało banalnie i wręcz wyzywająco.
- Pewnie! Jednak są ściśle związane z nocą....i wiesz...nie wiem czy chcesz zobaczyć....- mówił, lecz ja wlepiałam w niego wzrok jak zaczarowana. Po chwili westchnął i po upływie kilku chwil na niebie pojawiła się piękna zorza. Patrzyłam na to zjawisko z wielkim podziwem. Niesamowite jak niektórzy umieli panować nad niezwykłymi rzeczami, a ja? Ledwo umiałam panować nad swoimi...poczułam smutek który zaczął mną szargać. Westchnęłam i nagle wielki jasny kryształ wystrzelił z ziemi koło mojego pyska.
- JASNA CHOLERO!- wrzasnęłam i odskoczyłam. Mój towarzysz zrobił to samo, chodź siedział daleko. Podeszłam i obejrzałam kamień. Po praz pierwszy udało mi się wywołać coś tak....wielkiego!
- Co to za kryształ?- spytał zaciekawiony też podchodząc.
-Wulfenit...rzadki jak cholera, skąd...jak ja to...?- nie wiedziałam co powiedzieć. To dla mnie nowość by coś takiego zrobić.
- No widzę, że też czasem nie panujesz nad tym- zaśmiał się przyjaźnie a ja to odwzajemniłam.
<<Ides? :3>>
Od Ethan'a cd. Cheshire
- Uuuuu! Miło mi cię poznać panno Chester - brwi poszły w ruch.
- Ugh...
Wadera skrzywiła się i pacnęła łapą w czoło.
- Ja natomiast jestem Ethan. I nie nie mów mi Edzio - wyszczerzyłem się.
- W porządku Edzio - puściła do mnie kolejne oczko. - nie zapomnę.
Wstała i machając ogonem na boki odeszła. Długo jeszcze widziałem jej uszy wystające ponad wysoką trawę. Siedziałem tam gdzie siedziałem, przesuwając delikatnie ogonem po ziemi i rozważając jedną propozycję. Iśc za nią? Cóż, nie miałem nic lepszego do roboty, a ta wadera była nad wyraz ciekawą osobą. W błękitnych oczach widniał u niej łobuzerski błysk. Takie błyski to ja lubię. Uśmiechnąłem się pod nosem, chyba sam do siebie i nie czekając dłużej pobiegłem za waderą.
Łapy uderzały miarowo, jakby ze stałym rytmem. Zaśmiałem się w duszy. Uwielbiałem biegać. Gdy wiatr tarmosił moje futro a oddech przygody czającej się gdzieś daleko łaskotał w nos, czułem, że jestem całkowicie wolny. Mógłbym biegać i biegać i nadal mieć energię. Myślę sobie, że latanie też byłoby fantastyczne. Zawsze jako mały szczeniak chciałem nauczyć się latać. Cóż, zazwyczaj próby wzlecenia w niebo, kończyły się zmiażdżonym czołem i siniakami. Ile ja bym dał za parę skrzydeł.
Westchnąłem i omal nie przywaliłem w rudą postać przede mną, która do tego momentu szła spacerkiem przed siebie. Wbiłem przednie łapy w ziemię, co spowodowało nagłe wypie*dolenie się na pysk.
Cheshire wybuchła śmiechem na widok mnie uwalonego po uszy ziemią. Wyplułem obrzydlistwo i spojrzałem na waderę. Wyglądała jakby miała ze śmiechu wyzionąć ducha i paść trupem na ziemie przedemną.
- Ha-Ha-Ha. Bardzo śmieszne - wystawiłem język.
- Owszem! Gdybyś widział swoją mordę podczas zetknięcia z ziemią! To było najpiękniejsze pięć sekund w moim życiu - Cheshire otarła wyimaginowaną łzę spod oka.
- Cóż, miło, że się cieszysz - wzruszyłem ramionami i podniosłem się z ziemi.
Odwróciłem głowę aby przyjrzeć się swojej sierści. Na szczęście ziemią uwalnony miałem tylko mój krzywy ryj.
- No to pięknie - stwierdziłem z uśmiechem odwracając głowę na dawne miejsce.
- Wiedziałam, że za mną pójdziesz - oznajmiła z dumą Chester.
- Uhm... - kiwnąłem delikatnie łbem. - kontynuuj.
- Niet.
Pokręciła głową i odwróciła się. Ruszyła truchtem w las. Co miałem robić? Dotrzymałem jej kroku i spojrzałem w jej oczy, z których ziała radocha.
- Gdzie leziesz? - zapytałem unosząc brwi.
- Nie wiem - odpowiedziałą z satysfakcją - ale się dowiem jak tam dotrę.
- Aha, to zrozumiałe - odparłem tonem filozofa.
- Ugh...
Wadera skrzywiła się i pacnęła łapą w czoło.
- Ja natomiast jestem Ethan. I nie nie mów mi Edzio - wyszczerzyłem się.
- W porządku Edzio - puściła do mnie kolejne oczko. - nie zapomnę.
Wstała i machając ogonem na boki odeszła. Długo jeszcze widziałem jej uszy wystające ponad wysoką trawę. Siedziałem tam gdzie siedziałem, przesuwając delikatnie ogonem po ziemi i rozważając jedną propozycję. Iśc za nią? Cóż, nie miałem nic lepszego do roboty, a ta wadera była nad wyraz ciekawą osobą. W błękitnych oczach widniał u niej łobuzerski błysk. Takie błyski to ja lubię. Uśmiechnąłem się pod nosem, chyba sam do siebie i nie czekając dłużej pobiegłem za waderą.
Łapy uderzały miarowo, jakby ze stałym rytmem. Zaśmiałem się w duszy. Uwielbiałem biegać. Gdy wiatr tarmosił moje futro a oddech przygody czającej się gdzieś daleko łaskotał w nos, czułem, że jestem całkowicie wolny. Mógłbym biegać i biegać i nadal mieć energię. Myślę sobie, że latanie też byłoby fantastyczne. Zawsze jako mały szczeniak chciałem nauczyć się latać. Cóż, zazwyczaj próby wzlecenia w niebo, kończyły się zmiażdżonym czołem i siniakami. Ile ja bym dał za parę skrzydeł.
Westchnąłem i omal nie przywaliłem w rudą postać przede mną, która do tego momentu szła spacerkiem przed siebie. Wbiłem przednie łapy w ziemię, co spowodowało nagłe wypie*dolenie się na pysk.
Cheshire wybuchła śmiechem na widok mnie uwalonego po uszy ziemią. Wyplułem obrzydlistwo i spojrzałem na waderę. Wyglądała jakby miała ze śmiechu wyzionąć ducha i paść trupem na ziemie przedemną.
- Ha-Ha-Ha. Bardzo śmieszne - wystawiłem język.
- Owszem! Gdybyś widział swoją mordę podczas zetknięcia z ziemią! To było najpiękniejsze pięć sekund w moim życiu - Cheshire otarła wyimaginowaną łzę spod oka.
- Cóż, miło, że się cieszysz - wzruszyłem ramionami i podniosłem się z ziemi.
Odwróciłem głowę aby przyjrzeć się swojej sierści. Na szczęście ziemią uwalnony miałem tylko mój krzywy ryj.
- No to pięknie - stwierdziłem z uśmiechem odwracając głowę na dawne miejsce.
- Wiedziałam, że za mną pójdziesz - oznajmiła z dumą Chester.
- Uhm... - kiwnąłem delikatnie łbem. - kontynuuj.
- Niet.
Pokręciła głową i odwróciła się. Ruszyła truchtem w las. Co miałem robić? Dotrzymałem jej kroku i spojrzałem w jej oczy, z których ziała radocha.
- Gdzie leziesz? - zapytałem unosząc brwi.
- Nie wiem - odpowiedziałą z satysfakcją - ale się dowiem jak tam dotrę.
- Aha, to zrozumiałe - odparłem tonem filozofa.
Od Demeter CD historii Vox'a
Basior intrygował mnie. Miał bardzo rozległy ród, co znaczyło, że może pamiętał czasy smoków....z opowieści rzecz jasna. Okrążyłam go nie spuszczając zeń oczu. Basior chyba poczuł się skrępowany tym moim obchodem.
- A więc co cię tu sprowadza? Los, przeznaczenie a może coś innego?- w końcu skończyłam moją przechadzkę i usiadłam przed nim. Jego zielone oczy spojrzały wprost na mnie.
- Nie zbyt. Bardziej przywiały mnie tu...eh...wilki. Strażnicy dokładniej. Ale no cóż...ten tego no tu jestem- powiedział wymijająco. Ewidentnie nie miał ochoty o tym gadać. Kiwnęłam łbem.
- Widziałeś już tereny czy nie?- zapytałam. Vox pokręcił przecząco łbem.
- Nie zbyt. Byłem zbyt skupiony na biegu, jak chcesz to możesz mi je pokazać- odparł i wstał a jego, hm, ,,pióra" załopotały. Również podniosłam zadek i ruszyłam przodem.
- To co najpierw las? Czy może jakieś granice?- dopytywałam się odwracając się co rusz by spojrzeć na towarzysza.
- Może granice, bym wiedział gdzie mam nie wybiegać- powiedział przyjaźnie i uśmiechnął się równając ze mną krok. Zaśmiałam się. Vox był naprawdę miłym i przyjacielskim wilkiem. Na pierwszy rzut oka wydawał się groźny, lecz widać, że to tylko pozory. Praktycznie z miejsca ruszyłam biegiem omijając drzewa. Vox doganiał mnie, ale z niego szybki basior! Mało kto mógł mnie dogonić. Ciut urażona faktem, że ktoś mnie dogania przywołałam konary po których się wspięłam. Teraz biegłam przed siebie po drodze którą wytyczałam. Byłam trochę wyżej niż Vox co dało mi przewagę w rozpoznawaniu terenu. Biegliśmy tak zanim trafiliśmy na urwisko. Biedny basior prawie spadł na dół gdyby nie to, że złapałam go pnączem.
- hah szybki bilu uważaj!- krzyknęłam wciąż trzymając wilka w uścisku pnączy- tu jest granica wschodnia. Jak spadniesz, to nie wrócisz.
- Dobrze. Postawisz mnie?- zapytał uśmiechając się trochę już zdenerwowany. Postawiłam go i wróciłam na ziemię.
- To co inne granice?- spytałam przyjacielsko. Vox pokręcił głową.
- Obawiam się, że inne też są zakończone urwiskami. Co ty na to by coś zjeść?- opowiedział pytaniem na pytanie. Kiwnęłam łbem i poszłam za nim do lasu. No ciekawe co upolujemy. Znając moje potykające się łapy to co najwyżej kilka guzów.
<<Vox? :3>>
- A więc co cię tu sprowadza? Los, przeznaczenie a może coś innego?- w końcu skończyłam moją przechadzkę i usiadłam przed nim. Jego zielone oczy spojrzały wprost na mnie.
- Nie zbyt. Bardziej przywiały mnie tu...eh...wilki. Strażnicy dokładniej. Ale no cóż...ten tego no tu jestem- powiedział wymijająco. Ewidentnie nie miał ochoty o tym gadać. Kiwnęłam łbem.
- Widziałeś już tereny czy nie?- zapytałam. Vox pokręcił przecząco łbem.
- Nie zbyt. Byłem zbyt skupiony na biegu, jak chcesz to możesz mi je pokazać- odparł i wstał a jego, hm, ,,pióra" załopotały. Również podniosłam zadek i ruszyłam przodem.
- To co najpierw las? Czy może jakieś granice?- dopytywałam się odwracając się co rusz by spojrzeć na towarzysza.
- Może granice, bym wiedział gdzie mam nie wybiegać- powiedział przyjaźnie i uśmiechnął się równając ze mną krok. Zaśmiałam się. Vox był naprawdę miłym i przyjacielskim wilkiem. Na pierwszy rzut oka wydawał się groźny, lecz widać, że to tylko pozory. Praktycznie z miejsca ruszyłam biegiem omijając drzewa. Vox doganiał mnie, ale z niego szybki basior! Mało kto mógł mnie dogonić. Ciut urażona faktem, że ktoś mnie dogania przywołałam konary po których się wspięłam. Teraz biegłam przed siebie po drodze którą wytyczałam. Byłam trochę wyżej niż Vox co dało mi przewagę w rozpoznawaniu terenu. Biegliśmy tak zanim trafiliśmy na urwisko. Biedny basior prawie spadł na dół gdyby nie to, że złapałam go pnączem.
- hah szybki bilu uważaj!- krzyknęłam wciąż trzymając wilka w uścisku pnączy- tu jest granica wschodnia. Jak spadniesz, to nie wrócisz.
- Dobrze. Postawisz mnie?- zapytał uśmiechając się trochę już zdenerwowany. Postawiłam go i wróciłam na ziemię.
- To co inne granice?- spytałam przyjacielsko. Vox pokręcił głową.
- Obawiam się, że inne też są zakończone urwiskami. Co ty na to by coś zjeść?- opowiedział pytaniem na pytanie. Kiwnęłam łbem i poszłam za nim do lasu. No ciekawe co upolujemy. Znając moje potykające się łapy to co najwyżej kilka guzów.
<<Vox? :3>>
środa, 13 maja 2015
Od Ogórka
To był słoneczny (fakt spadania deszczu, odłóżmy na potem) i zapowiadający się dobrze dzień. Dobrze ponieważ, jeszcze ani razu nie dostałem jednego z moich słynnych napadów, pewnie jeszcze słynniejszej choroby. Szedłem więc miarowym krokiem w nieznane, ciągnąc za sobą spory worek wypchany słoikami po majonezie.Co jakiś czas, zerknąłem na mój dobytek, aby po chwili zatrzymać się, wziąć jeden ze słoików i napawać się tym pięknym widokiem lśniącego w słońcu szkła. Kiedy tak obracałem w łapach jedną z nich, siedząc akurat na wielkim głazie, zauważyłem wspaniały zapach ścian jaskini.
*'Co za cudowny dzień!' pomyślałem. Nie dość, że mam przy sobie dokładnie 240 umytych, zrobionych z kolorowego szkła słoików, to jeszcze za chwilę będę mógł powąchać ściany jaskini! Och, jak ja kocham ich zapach. Lekka woń wapna, zmieszana z mchem i kości to coś, za co mógłby skoczyć w ogień, a nawet rzucić się na Kolektora (mógłbym to zrobić i bez tego, ale to szczegół), chociaż ten pomiot piekielny, zasługuje na znacznie większą karę, za swe niegodziwe czyny!
Szybko otrząsnąłem się z niepotrzebnych myśli i zacząłem węszyć.
Kiedy już udało ustalić mi się kierunek skąd dochodziła ta cudna woń, pobiegłem w jego stronę niczym tęczowa strzała. Czułem jak mnie wzywa, jak właśnie spełnia się moje
najskrytsze pragnienie, a zarazem przeznaczenie. Powąchać ściany.
Maksymalnie przyśpieszyłem, aż iskry w kolorze najbardziej tęczowej tęczy, zaczęły się sypać za moją pędzącą postacią. Po tych kilku chwilach szaleńczego biegu, znalazłem się na skraju lasu. W mojej głowie, zaczęły kłębić się nowe myśli.
'A co jeśli to wapienna jaskinia?!' Moje źrenice zwiększyły się do rozmiarów dorodnej pięciogroszówki, a z pyska zaczęła kapać ślina. Nie, na pewno nie. Nie jestem godzien dostąpić takiego zaszczytu i to w jeszcze jednym dniu! Moje serce biło jak oszalałe. Postanowiłem wreszcie ukrócić całą tą niepewność i wejść do jaskini.
No cóż, miałem rację, nie była to wapienna jaskinia. Widok, który ujrzałem, był jednak wystarczającą rekompensatą. W jaskini, wisiała w powietrzu jakiś człowiek. Unosił się na anielskich skrzydłach, miał na głowie dwa, pomarańczowe rogi, a odziany był w togę w kolorach flagi Włoch.
- Czekałem na ciebie - powiedział, sfruwając z podestu w formie gigantycznego, karmazynowego muchomora - To ty jesteś wybrańcem, tylko Ty masz prawo do Jednego Życzenia, które mogę spełnić.
"Jednego życzenia, które mogę spełnić" - te słowa, odbijały się echem w mojej głowie, od czasu do czasu przerywane innymi głosami, które naturalnie w niej przebywały, namawiając mnie do rzeczy o jakich śmiertelnikom się nie śniło.
Od początku wiedziałem czego chcę. Przyłożyć nos do ścian tej jaskini i wdychać ile tylko można.
Telepatycznie, porozumieliśmy się w kwestii Jednego Życzenia i już po chwili, zbliżałem nozdrza do ściany. Już miałem zaciągnąć się tą iście boską wonią, kiedy nagle usłyszałem czyjeś wołanie. Było odległe, ale i tak mogłem je dosłyszeć.
- Żyjesz? Hej, żyjesz? - głosiło
Po tym, wszystko co było dookoła mnie, zaczęło się rozpadać. Niebo przełamało się na pół, podłoże przecięła wstęga prowadząca do samego wnętrza ziemi, w którą za pomocą jakiejś nieznanej mi siły, zostałem wciągnięty.*
Otworzyłem oczy i ujrzałem stojącą nade mną waderę pokrytą piórami.
'Nie, to nie mógł być sen! Wszystko było takie prawdziwe. Ta jaskinia...' pomyślałem
- No, nareszcie się obudziłeś - powiedziała
- Kim jesteś? - zdołałem wydukać pytanie.
- Nightmare - przedstawiła się - a i musisz uważać na drzewa, w jedno jakiś czas temu ostro przyłożyłeś
A więc jednak, to BYŁ sen. Byłem bliski załamania nerwowego, właśni przepuściłem okazję powąchania najwspanialszej jaskini w całym moim życiu.
- Wszystko ok? - zapytała zdezorientowana
- Nie. Nie jest ok! - z moich oczu wyciekła pojedyncza. Tylko jedna, ponieważ zły świat nie uznaje słoików po majonezie jako domeny płatniczej. W sumie to i dobrze, będę miał je wszystkie tylko dla siebie.
<Nightmare?>
*'Co za cudowny dzień!' pomyślałem. Nie dość, że mam przy sobie dokładnie 240 umytych, zrobionych z kolorowego szkła słoików, to jeszcze za chwilę będę mógł powąchać ściany jaskini! Och, jak ja kocham ich zapach. Lekka woń wapna, zmieszana z mchem i kości to coś, za co mógłby skoczyć w ogień, a nawet rzucić się na Kolektora (mógłbym to zrobić i bez tego, ale to szczegół), chociaż ten pomiot piekielny, zasługuje na znacznie większą karę, za swe niegodziwe czyny!
Szybko otrząsnąłem się z niepotrzebnych myśli i zacząłem węszyć.
Kiedy już udało ustalić mi się kierunek skąd dochodziła ta cudna woń, pobiegłem w jego stronę niczym tęczowa strzała. Czułem jak mnie wzywa, jak właśnie spełnia się moje
najskrytsze pragnienie, a zarazem przeznaczenie. Powąchać ściany.
Maksymalnie przyśpieszyłem, aż iskry w kolorze najbardziej tęczowej tęczy, zaczęły się sypać za moją pędzącą postacią. Po tych kilku chwilach szaleńczego biegu, znalazłem się na skraju lasu. W mojej głowie, zaczęły kłębić się nowe myśli.
'A co jeśli to wapienna jaskinia?!' Moje źrenice zwiększyły się do rozmiarów dorodnej pięciogroszówki, a z pyska zaczęła kapać ślina. Nie, na pewno nie. Nie jestem godzien dostąpić takiego zaszczytu i to w jeszcze jednym dniu! Moje serce biło jak oszalałe. Postanowiłem wreszcie ukrócić całą tą niepewność i wejść do jaskini.
No cóż, miałem rację, nie była to wapienna jaskinia. Widok, który ujrzałem, był jednak wystarczającą rekompensatą. W jaskini, wisiała w powietrzu jakiś człowiek. Unosił się na anielskich skrzydłach, miał na głowie dwa, pomarańczowe rogi, a odziany był w togę w kolorach flagi Włoch.
- Czekałem na ciebie - powiedział, sfruwając z podestu w formie gigantycznego, karmazynowego muchomora - To ty jesteś wybrańcem, tylko Ty masz prawo do Jednego Życzenia, które mogę spełnić.
"Jednego życzenia, które mogę spełnić" - te słowa, odbijały się echem w mojej głowie, od czasu do czasu przerywane innymi głosami, które naturalnie w niej przebywały, namawiając mnie do rzeczy o jakich śmiertelnikom się nie śniło.
Od początku wiedziałem czego chcę. Przyłożyć nos do ścian tej jaskini i wdychać ile tylko można.
Telepatycznie, porozumieliśmy się w kwestii Jednego Życzenia i już po chwili, zbliżałem nozdrza do ściany. Już miałem zaciągnąć się tą iście boską wonią, kiedy nagle usłyszałem czyjeś wołanie. Było odległe, ale i tak mogłem je dosłyszeć.
- Żyjesz? Hej, żyjesz? - głosiło
Po tym, wszystko co było dookoła mnie, zaczęło się rozpadać. Niebo przełamało się na pół, podłoże przecięła wstęga prowadząca do samego wnętrza ziemi, w którą za pomocą jakiejś nieznanej mi siły, zostałem wciągnięty.*
Otworzyłem oczy i ujrzałem stojącą nade mną waderę pokrytą piórami.
'Nie, to nie mógł być sen! Wszystko było takie prawdziwe. Ta jaskinia...' pomyślałem
- No, nareszcie się obudziłeś - powiedziała
- Kim jesteś? - zdołałem wydukać pytanie.
- Nightmare - przedstawiła się - a i musisz uważać na drzewa, w jedno jakiś czas temu ostro przyłożyłeś
A więc jednak, to BYŁ sen. Byłem bliski załamania nerwowego, właśni przepuściłem okazję powąchania najwspanialszej jaskini w całym moim życiu.
- Wszystko ok? - zapytała zdezorientowana
- Nie. Nie jest ok! - z moich oczu wyciekła pojedyncza. Tylko jedna, ponieważ zły świat nie uznaje słoików po majonezie jako domeny płatniczej. W sumie to i dobrze, będę miał je wszystkie tylko dla siebie.
<Nightmare?>
wtorek, 12 maja 2015
Od Yatoshi CD Ethana (Pierwsze opowiadanie)
Minęły 3 dni, odkąd udało mi się znaleźć brata. Wciąż nie mogłam wybić
sobie tego dnia z głowy. Ciągle widziałem jego twarz, rozciągniętą w
uśmiechu na widok siostry, ale przedtem... była tylko wrogość. Spojrzał
na mnie, tym swoim obcym wzrokiem. Nie poznał mnie, gorzej - warknął na
mnie!
Czułam jak serce łomocze mi w piersi. Odwróciłam wzrok aby rzucić go na pustą i ciemną ścianę jaskini.
Daniel, nie mógł mnie od razu zabrać do Alfy, dlatego zarządził, że muszę zostać tu na dłużej. Na potrzeby tego zarządzenia, oddał mi w połowie swoją jaskinię. Położyłam łeb na łapach starając się nie wsłuchiwać w radosne śmiechy innych wilków. One wszystkie znały się nawzajem, znały to miejsce, potrafiły żyć pełnią siebie - nie to co ja... Wiecznie zagubiona w własnym ciele. Ciepłe promienie słońca przebijały się przez otwór prowadzący do jaskini, oświetlając moją lokalizację. Jednak w tym momencie przysłonił je częściowo cień.
- Yatoshi? Co tak siedzisz sama? Chodź dołącz do nas! - usłyszałam radosny głos mojego brata. Poczułam uniesienie, słysząc go. Bardzo chciałam wyjść na zewnątrz, pobawić się z nimi, jednak zbyt bardzo się wstydziłam... Odwróciłam tylko głowę jak oparzona.
- Ugh...Gomene, Dan... - spuściłam głowę, przyzwyczajając język do używania zdrobnień. - Nie wiem, czy powinnam.
"Powinnaś!"
- No chodź, nie bądź taka.. - westchnął z uśmiechem. - Poznam cię z wszystkimi!
"Nie zaakceptują cię"
- No nie wiem... - spuściłam wzrok, ale nie dawałam się prosić. Wstałam powoli i wynurzyłam z jaskini.
-Przestań być taka nieśmiała!
- Nie jestem nieśmiała! - odburknęłam. - Jestem tylko...niepewna.
Daniel prychnął. Zanim zdołałam całkowicie wynurzyć się z jaskini, brat chwycił mnie za kark. Był silniejszy, a ja lżejsza, więc z łatwością uniósł mnie do góry. Piszczałam, kręciłam się i wymachiwałam nogami, jednak on siłą wyciągnął mnie z jaskini wyrzucając na zbity pysk.
- Skoro tak bardzo się opierasz, zanim zabiorę cię do Alfy, ciesz się wolnością i idź poznać trochę wilków z watahy.
Odwróciłam pysk, wypluwając trawę z buzi.
- Nani?!- zapytałam jak głupia. Przewrócił oczami.
- Przestań napitalać do mnie po japońsku bo i tak nic nie zrozumiem. Poznaj kogoś. Martwię się o twoje życie towarzyskie.
- I tak nie masz w tym nic do rzeczy - zmarszczyłam brwi po czym podeszłam i pocałowałam go w policzek. - Pójdę pozwiedzać tereny. Te drzewa zdają się wywierać zbyt dużą ilość energii naturalnej, co mnie niesamowicie ciekawi.
Brat rzucił mi niezrozumiałe spojrzenie, po czym uniósł łapy w geście poddania.
- A no tak, zapomniałem. Studia w Japonii - powiedział to takim kpiącym tonem, że nie mogłam się powstrzymać aby rzucić mu jedno z swoich morderczych spojrzeń.
Machnęłam ogonem i zapuściłam się w jedną z od-dróg. Pogoda była dzisiaj piękna: Ptaki śpiewały, drzewa szumiały, słońce świeciło... Do tego ten cudowny zapach! Zaciągnęłam się naturą. Aż szkoda było pomyśleć, że pół dnia zasiedziałam w jaskini. Mimo wszystko, czegoś mi tu brakowało... A no tak. Spadających płatków wiśni zerwanych przez wiatr, za którymi tak bardzo tęskniłam. Powiew natury urwał jednego z zielonych listków brzozy, który wirując zataczał kręgi, opadając. Chwyciłam go w locie. U nas, w Japonii, nie było brzóz. Tak jasny kolor liści był niedopuszczalny. Odrzuciłam go na bok i zapuściłam się głębiej w las.
Mój ogon wirował, oznaczając zadowolenie. Obserwowałam kwiaty, drzewa, trawę... No cóż... Miałam 5+ z ogrodnictwa, więc nie było co się dziwić, że nie potrafiłam nazwać odmiennych roślin.
Spacerkiem przeszłam z lasu w polanę. Zmrużyłam powieki odgradzając się od mocnego źródła światła.Kiedy korony przestały zakrywać niebo, zdałam sobie sprawę jak jest olśniewająco niebieskie.
Zaśmiałam się z głębi serca, po czym ruszyłam podskokami w stronę wysokiej trawy. Walnęłam się na nią, jak na łóżko, zaczęłam machać łapami w powietrzu, tarzać się, i wyładowywać na niej wszystkie czynniki szczęścia. Urwałam sobie kawałek płaskiej kory z brzozy, po czym zaczęłam skrobać pazurem, pisząc opis krajobrazu i położenie terenu. W Japonii nauczyli mnie, rysować przeróżne kształty - każda kreska oznaczała co innego. W ten sposób pradawne plemiona japońskie porozumiewały się nawzajem. Dobry wojownik musi wiedzieć, jak wykorzystać położenie terenu na swoją korzyść. Wymościłam się na wzgórzu, przyglądając się otaczającym mnie widokom.
Przed moim pyskiem przeleciał motyl, parsknęłam gdy skrzydłem musnął mi nos.
Skupiałam się wyłącznie na pisaniu, co jakiś czas zerkałam na pola. Rozkoszowałam się światłem dziennym, pogodą i naturą..
Nagły szelest przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nastroszyłam sierść, po czym zbeształam się w myślach za własną głupotę. To jest las! Tu wszystko szeleści! Postanowiłam ignorować dźwięki buszu i zając się sobą. Słońce powoli wędrowało ku horyzontowi, malując niebo na rudo.
I wtedy zdarzyło się coś niesamowitego - a raczej niesamowicie przerażającego. Nagła siła uderzyła mnie w tył pleców zwalając z łap. Wypuściłam tabliczkę z objęć. Ziemia gwałtownie zbliżyła się mi do twarzy, a ja znowu posmakowałam trawy. Potoczyłam się z górki, po trawie, czując czyiś ciężar na plecach.
- Co tam cukiereczku? - zaszczebiotał obcy głos. Ogarnęła mnie panika. Czułam na sobie obcą istotę - po głosie i ciężarze poznałam, że to basior w rówieśniczym wieku. Jednak studiowanie rozpoznawania cech charakterystycznych zwierzyny na coś się przydały. Ale musiałam się skupić - miałam jakiegoś pedofila na grzbiecie! Zaczęłam się skręcać i szarpać, ale był o wiele cięższy ode mnie - albo ja za lekka.
- Proszę ze mnie zejść! - zapiszczałam. - Ostrzegam, że byłam szkolona na najwyższym stopniu licealnym, gimnazjalnym i studiach, więc radzę ci uważać, kogo bierzesz sobie jako obiekt gw...
- I co mi zrobisz? Pobijesz mnie dzienniczkiem? - zaśmiał się bezczelnie. Wciąż nie wiedziałam jego twarzy, co trochę mnie onieśmielało. Westchnęłam.
- Zejdziesz, ze mnie? Chciałabym dokończyć moją rozprawkę - poprosiłam, próbując aby w głosie nie zabrzmiała panika. Jednak on ją chyba wyczuł,
- Przestraszyłem cię? - w jego tonie wyczułam samozadowolenie.
- Tak... I nie - próbowałam się przekręcić. - Bawi cię nękanie innych?
- Nie - wyczułam jak kręci głową. - Ale siedzenie na innych tak.
Prychnęłam. Ku mojej uldze, poczułam, aż ciężar robi się lżejszy, a ja znowu mogę oddychać, bo klatka piersiowa nie naciska mi na płuca. Kiedy tylko ze mnie zszedł, podniosłam się gwałtownie, aż prawie wywróciłam się znowu. Wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz w całości.
Był to biały basior o rozwalonej grzywce i podniesionych uszach. Oczy miał przenikliwie niebieskie, nos różowy. Był mniej więcej w moim wieku, co mnie trochę zaniepokoiło. Kiedy wreszcie poznałam bliżej mojego napastnika, stara umiejętność "nie prowadzenia normalnych rozmów z chłopakami" wróciła. Zmieszałam się, opuściłam uszy, na mój pysk wpełzł rumieniec.
- No to...ten tego...
<Ethan?>
Czułam jak serce łomocze mi w piersi. Odwróciłam wzrok aby rzucić go na pustą i ciemną ścianę jaskini.
Daniel, nie mógł mnie od razu zabrać do Alfy, dlatego zarządził, że muszę zostać tu na dłużej. Na potrzeby tego zarządzenia, oddał mi w połowie swoją jaskinię. Położyłam łeb na łapach starając się nie wsłuchiwać w radosne śmiechy innych wilków. One wszystkie znały się nawzajem, znały to miejsce, potrafiły żyć pełnią siebie - nie to co ja... Wiecznie zagubiona w własnym ciele. Ciepłe promienie słońca przebijały się przez otwór prowadzący do jaskini, oświetlając moją lokalizację. Jednak w tym momencie przysłonił je częściowo cień.
- Yatoshi? Co tak siedzisz sama? Chodź dołącz do nas! - usłyszałam radosny głos mojego brata. Poczułam uniesienie, słysząc go. Bardzo chciałam wyjść na zewnątrz, pobawić się z nimi, jednak zbyt bardzo się wstydziłam... Odwróciłam tylko głowę jak oparzona.
- Ugh...Gomene, Dan... - spuściłam głowę, przyzwyczajając język do używania zdrobnień. - Nie wiem, czy powinnam.
"Powinnaś!"
- No chodź, nie bądź taka.. - westchnął z uśmiechem. - Poznam cię z wszystkimi!
"Nie zaakceptują cię"
- No nie wiem... - spuściłam wzrok, ale nie dawałam się prosić. Wstałam powoli i wynurzyłam z jaskini.
-Przestań być taka nieśmiała!
- Nie jestem nieśmiała! - odburknęłam. - Jestem tylko...niepewna.
Daniel prychnął. Zanim zdołałam całkowicie wynurzyć się z jaskini, brat chwycił mnie za kark. Był silniejszy, a ja lżejsza, więc z łatwością uniósł mnie do góry. Piszczałam, kręciłam się i wymachiwałam nogami, jednak on siłą wyciągnął mnie z jaskini wyrzucając na zbity pysk.
- Skoro tak bardzo się opierasz, zanim zabiorę cię do Alfy, ciesz się wolnością i idź poznać trochę wilków z watahy.
Odwróciłam pysk, wypluwając trawę z buzi.
- Nani?!- zapytałam jak głupia. Przewrócił oczami.
- Przestań napitalać do mnie po japońsku bo i tak nic nie zrozumiem. Poznaj kogoś. Martwię się o twoje życie towarzyskie.
- I tak nie masz w tym nic do rzeczy - zmarszczyłam brwi po czym podeszłam i pocałowałam go w policzek. - Pójdę pozwiedzać tereny. Te drzewa zdają się wywierać zbyt dużą ilość energii naturalnej, co mnie niesamowicie ciekawi.
Brat rzucił mi niezrozumiałe spojrzenie, po czym uniósł łapy w geście poddania.
- A no tak, zapomniałem. Studia w Japonii - powiedział to takim kpiącym tonem, że nie mogłam się powstrzymać aby rzucić mu jedno z swoich morderczych spojrzeń.
Machnęłam ogonem i zapuściłam się w jedną z od-dróg. Pogoda była dzisiaj piękna: Ptaki śpiewały, drzewa szumiały, słońce świeciło... Do tego ten cudowny zapach! Zaciągnęłam się naturą. Aż szkoda było pomyśleć, że pół dnia zasiedziałam w jaskini. Mimo wszystko, czegoś mi tu brakowało... A no tak. Spadających płatków wiśni zerwanych przez wiatr, za którymi tak bardzo tęskniłam. Powiew natury urwał jednego z zielonych listków brzozy, który wirując zataczał kręgi, opadając. Chwyciłam go w locie. U nas, w Japonii, nie było brzóz. Tak jasny kolor liści był niedopuszczalny. Odrzuciłam go na bok i zapuściłam się głębiej w las.
Mój ogon wirował, oznaczając zadowolenie. Obserwowałam kwiaty, drzewa, trawę... No cóż... Miałam 5+ z ogrodnictwa, więc nie było co się dziwić, że nie potrafiłam nazwać odmiennych roślin.
Spacerkiem przeszłam z lasu w polanę. Zmrużyłam powieki odgradzając się od mocnego źródła światła.Kiedy korony przestały zakrywać niebo, zdałam sobie sprawę jak jest olśniewająco niebieskie.
Zaśmiałam się z głębi serca, po czym ruszyłam podskokami w stronę wysokiej trawy. Walnęłam się na nią, jak na łóżko, zaczęłam machać łapami w powietrzu, tarzać się, i wyładowywać na niej wszystkie czynniki szczęścia. Urwałam sobie kawałek płaskiej kory z brzozy, po czym zaczęłam skrobać pazurem, pisząc opis krajobrazu i położenie terenu. W Japonii nauczyli mnie, rysować przeróżne kształty - każda kreska oznaczała co innego. W ten sposób pradawne plemiona japońskie porozumiewały się nawzajem. Dobry wojownik musi wiedzieć, jak wykorzystać położenie terenu na swoją korzyść. Wymościłam się na wzgórzu, przyglądając się otaczającym mnie widokom.
Przed moim pyskiem przeleciał motyl, parsknęłam gdy skrzydłem musnął mi nos.
Skupiałam się wyłącznie na pisaniu, co jakiś czas zerkałam na pola. Rozkoszowałam się światłem dziennym, pogodą i naturą..
Nagły szelest przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nastroszyłam sierść, po czym zbeształam się w myślach za własną głupotę. To jest las! Tu wszystko szeleści! Postanowiłam ignorować dźwięki buszu i zając się sobą. Słońce powoli wędrowało ku horyzontowi, malując niebo na rudo.
I wtedy zdarzyło się coś niesamowitego - a raczej niesamowicie przerażającego. Nagła siła uderzyła mnie w tył pleców zwalając z łap. Wypuściłam tabliczkę z objęć. Ziemia gwałtownie zbliżyła się mi do twarzy, a ja znowu posmakowałam trawy. Potoczyłam się z górki, po trawie, czując czyiś ciężar na plecach.
- Co tam cukiereczku? - zaszczebiotał obcy głos. Ogarnęła mnie panika. Czułam na sobie obcą istotę - po głosie i ciężarze poznałam, że to basior w rówieśniczym wieku. Jednak studiowanie rozpoznawania cech charakterystycznych zwierzyny na coś się przydały. Ale musiałam się skupić - miałam jakiegoś pedofila na grzbiecie! Zaczęłam się skręcać i szarpać, ale był o wiele cięższy ode mnie - albo ja za lekka.
- Proszę ze mnie zejść! - zapiszczałam. - Ostrzegam, że byłam szkolona na najwyższym stopniu licealnym, gimnazjalnym i studiach, więc radzę ci uważać, kogo bierzesz sobie jako obiekt gw...
- I co mi zrobisz? Pobijesz mnie dzienniczkiem? - zaśmiał się bezczelnie. Wciąż nie wiedziałam jego twarzy, co trochę mnie onieśmielało. Westchnęłam.
- Zejdziesz, ze mnie? Chciałabym dokończyć moją rozprawkę - poprosiłam, próbując aby w głosie nie zabrzmiała panika. Jednak on ją chyba wyczuł,
- Przestraszyłem cię? - w jego tonie wyczułam samozadowolenie.
- Tak... I nie - próbowałam się przekręcić. - Bawi cię nękanie innych?
- Nie - wyczułam jak kręci głową. - Ale siedzenie na innych tak.
Prychnęłam. Ku mojej uldze, poczułam, aż ciężar robi się lżejszy, a ja znowu mogę oddychać, bo klatka piersiowa nie naciska mi na płuca. Kiedy tylko ze mnie zszedł, podniosłam się gwałtownie, aż prawie wywróciłam się znowu. Wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz w całości.
Był to biały basior o rozwalonej grzywce i podniesionych uszach. Oczy miał przenikliwie niebieskie, nos różowy. Był mniej więcej w moim wieku, co mnie trochę zaniepokoiło. Kiedy wreszcie poznałam bliżej mojego napastnika, stara umiejętność "nie prowadzenia normalnych rozmów z chłopakami" wróciła. Zmieszałam się, opuściłam uszy, na mój pysk wpełzł rumieniec.
- No to...ten tego...
<Ethan?>
Od Cheshire CD Ides'a
Jakiś taki strasznie zamyślony wydawał się ten nowy wilk, dziwne.
Obojętny, tajemniczy i milczący, ciekawe... Jednak z doświadczenia wiem,
że to, że ktoś milczy nie oznacza wcale, że nie ma nic do powiedzenia.
Nie mogłam pozwolić mu odejść bez poznania jego zapewne fascynującej
historii, co to, to nie. Kiedy dostrzegłam, że Ides ma już zamiar
odejść, w ostatniej chwili zagrodziłam mu drogę.
- O co chodzi? - spytał zupełnie bez emocji. Jego opanowanie było godne podziwu.
- Nie znam Cię, ani nie wiem dokąd zmierzasz, ale zanim odejdziesz, może oprowadzę Cię po okolicy? - zaproponowałam, uśmiechając się niezwykle przekonująco, jednocześnie wpatrując z nadzieją w oczy wilka. Potrzebowałam inspiracji do tworzenia nowych iluzji, a cóż może mnie lepiej natchnąć artystycznie, niż opowieść podróżnika zza nieznanych gór? Postanowiłam, że przedstawię mu swój świat, z nadzieją, że on opowie mi choć trochę o swoim. Nadal nie potrafiłam odgadnąć emocji basiora, był zupełnie jak skała.
- Zgoda. - odpowiedział po dłuższym namyśle. W innych okolicznościach rzuciłabym się pędem do biegu, niczym dziki mustang, lecz nie znałam natury przybysza, a na pierwszy rzut oka nie wyglądał na fana dzikich skoków (choć kto go tam wie?). Postanowiłam nie ryzykować, dlatego ruszyliśmy dostojnym, spacerowym krokiem naprzód. Siłą rzeczy, pierwszym punktem wycieczki okazał się być las. Mimo wczesnej, wiosennej pory, przyroda była nader aktywna. Czas umilały nam przyjemny szum liści, wesoły świergot ptaków, od czasu do czasu porykiwanie jelenia czy chrumkanie dzika. Byłam zachwycona naturalnym pięknem przyrody, mogłabym tu spędzić wieczność. Nie umiałam powiedzieć, jak ma się mój towarzysz - choć rozglądał się w te i wewte, jego wyraz pyska pozostawał nienaruszony. Nie miałam pojęcia, czy zachwyca się krajobrazem, czy planuje ucieczkę byle dalej ode mnie.
- Jak Ci się tu podoba? - postanowiłam rozpocząć niezobowiązującą konwersację, dołączając firmowy, delikatny uśmiech.
- Całkiem tu ładnie. - odpowiedział oschle. Zero emocji, zero! Popatrzyłam w niebo, po czym pokręciłam głową z rozczarowaniem. "Widzisz, a nie grzmisz." - pomyślałam, po czym... Całkiem niechcący rąbnęłam w drzewo. Na szczęście z powodu niewielkiej prędkości nie stało się nic poważnego, szybko podniosłam się, potrząsnęłam gwałtownie łbem i wszystko było okej.
- Em... Nic ci nie jest? - spytał mój towarzysz. Wow, czy to prawda, czy aby za mocno uderzyłam w pień? Czyżby Ides odezwał się pełnym zdaniem z własnej, nieprzymuszonej woli? Byłam pełna podziwu.
- Nie, jest dobrze. - zaśmiałam się sama z siebie. - Legenda mówi, że zderzenie z drzewem przynosi szczęście. - oznajmiłam tajemniczym tonem.
- Doprawdy? - jego głos nadal pozostawał obojętny, ale albo mi się zdawało, albo wyczułam nutkę zainteresowania.
- Niee, wymyśliłam to na poczekaniu. - jednym zdaniem zniszczyłam niezwykłą aurę, jaka powstała wokół rośliny. - Po prostu dość często na coś wpadam podczas hasania i uznałam, że będzie zabawnie wierzyć w coś takiego. - zaczęłam się gęsto tłumaczyć - Kiedyś uderzyłam się tak mocno, że nie wiedziałam, czy jestem jabłkiem czy bananem, ale po chwili mi przeszło. - ponownie wybuchłam śmiechem uświadamiając sobie, że coraz bardziej się kompromituję. Ale oj tam, to tylko cała ja.
- Zatem lubisz szybko biegać i skakać, czy jak ty to tam nazywasz, hm? - Na Kryształową Władczynię, czy to już można było nazwać rozmową? Byłam w szoku, jednak w gruncie rzeczy cieszyłam się, że nieznajomy nie jest aż taki oschły. Nie chciałabym gadać z kolejną skałą, z resztą i tak robię to co rano z braku towarzystwa. Zastanowiłam się nad pytaniem wilka, odpowiedź była bardzo prosta i sama nasuwała mi się na język.
- Owszem, wtedy czuję się wolna. - odrzekłam, na zapatrując się w przestrzeń i zatapiając w głębokich przemyśleniach. Po krótkiej chwili ruszyłam niezbyt szybkim krokiem przed siebie, Ides dołączył do mnie. Nie lubię zastojów, poza tym miałam jeszcze inne plany na dzisiaj, jak na przykład... Tresura mrówek.
- Wiesz już coś o mnie, może o sobie też trochę opowiesz? - zaproponowałam, wesoło merdając ogonem. Pysk basiora na chwilę ponownie skamieniał. - Dobra dobra, jak nie chcesz, to nie musisz nic mówić. - dodałam naprędce, nie chcąc siłą wnikać w niczyją prywatność. - Następny przystanek: Wschodnia granica. - wróciłam do neutralnej rozmowy. Nie chciałam być wścibska, ale ilustrowanie drzew, jeleni i pozorne zmiany koloru futra dawno przestały mnie bawić, potrzebowałam nowych inspiracji. Podobno cierpliwość jest cnotą, toteż postanowiłam nie drążyć tematu.
<Ides?>
- O co chodzi? - spytał zupełnie bez emocji. Jego opanowanie było godne podziwu.
- Nie znam Cię, ani nie wiem dokąd zmierzasz, ale zanim odejdziesz, może oprowadzę Cię po okolicy? - zaproponowałam, uśmiechając się niezwykle przekonująco, jednocześnie wpatrując z nadzieją w oczy wilka. Potrzebowałam inspiracji do tworzenia nowych iluzji, a cóż może mnie lepiej natchnąć artystycznie, niż opowieść podróżnika zza nieznanych gór? Postanowiłam, że przedstawię mu swój świat, z nadzieją, że on opowie mi choć trochę o swoim. Nadal nie potrafiłam odgadnąć emocji basiora, był zupełnie jak skała.
- Zgoda. - odpowiedział po dłuższym namyśle. W innych okolicznościach rzuciłabym się pędem do biegu, niczym dziki mustang, lecz nie znałam natury przybysza, a na pierwszy rzut oka nie wyglądał na fana dzikich skoków (choć kto go tam wie?). Postanowiłam nie ryzykować, dlatego ruszyliśmy dostojnym, spacerowym krokiem naprzód. Siłą rzeczy, pierwszym punktem wycieczki okazał się być las. Mimo wczesnej, wiosennej pory, przyroda była nader aktywna. Czas umilały nam przyjemny szum liści, wesoły świergot ptaków, od czasu do czasu porykiwanie jelenia czy chrumkanie dzika. Byłam zachwycona naturalnym pięknem przyrody, mogłabym tu spędzić wieczność. Nie umiałam powiedzieć, jak ma się mój towarzysz - choć rozglądał się w te i wewte, jego wyraz pyska pozostawał nienaruszony. Nie miałam pojęcia, czy zachwyca się krajobrazem, czy planuje ucieczkę byle dalej ode mnie.
- Jak Ci się tu podoba? - postanowiłam rozpocząć niezobowiązującą konwersację, dołączając firmowy, delikatny uśmiech.
- Całkiem tu ładnie. - odpowiedział oschle. Zero emocji, zero! Popatrzyłam w niebo, po czym pokręciłam głową z rozczarowaniem. "Widzisz, a nie grzmisz." - pomyślałam, po czym... Całkiem niechcący rąbnęłam w drzewo. Na szczęście z powodu niewielkiej prędkości nie stało się nic poważnego, szybko podniosłam się, potrząsnęłam gwałtownie łbem i wszystko było okej.
- Em... Nic ci nie jest? - spytał mój towarzysz. Wow, czy to prawda, czy aby za mocno uderzyłam w pień? Czyżby Ides odezwał się pełnym zdaniem z własnej, nieprzymuszonej woli? Byłam pełna podziwu.
- Nie, jest dobrze. - zaśmiałam się sama z siebie. - Legenda mówi, że zderzenie z drzewem przynosi szczęście. - oznajmiłam tajemniczym tonem.
- Doprawdy? - jego głos nadal pozostawał obojętny, ale albo mi się zdawało, albo wyczułam nutkę zainteresowania.
- Niee, wymyśliłam to na poczekaniu. - jednym zdaniem zniszczyłam niezwykłą aurę, jaka powstała wokół rośliny. - Po prostu dość często na coś wpadam podczas hasania i uznałam, że będzie zabawnie wierzyć w coś takiego. - zaczęłam się gęsto tłumaczyć - Kiedyś uderzyłam się tak mocno, że nie wiedziałam, czy jestem jabłkiem czy bananem, ale po chwili mi przeszło. - ponownie wybuchłam śmiechem uświadamiając sobie, że coraz bardziej się kompromituję. Ale oj tam, to tylko cała ja.
- Zatem lubisz szybko biegać i skakać, czy jak ty to tam nazywasz, hm? - Na Kryształową Władczynię, czy to już można było nazwać rozmową? Byłam w szoku, jednak w gruncie rzeczy cieszyłam się, że nieznajomy nie jest aż taki oschły. Nie chciałabym gadać z kolejną skałą, z resztą i tak robię to co rano z braku towarzystwa. Zastanowiłam się nad pytaniem wilka, odpowiedź była bardzo prosta i sama nasuwała mi się na język.
- Owszem, wtedy czuję się wolna. - odrzekłam, na zapatrując się w przestrzeń i zatapiając w głębokich przemyśleniach. Po krótkiej chwili ruszyłam niezbyt szybkim krokiem przed siebie, Ides dołączył do mnie. Nie lubię zastojów, poza tym miałam jeszcze inne plany na dzisiaj, jak na przykład... Tresura mrówek.
- Wiesz już coś o mnie, może o sobie też trochę opowiesz? - zaproponowałam, wesoło merdając ogonem. Pysk basiora na chwilę ponownie skamieniał. - Dobra dobra, jak nie chcesz, to nie musisz nic mówić. - dodałam naprędce, nie chcąc siłą wnikać w niczyją prywatność. - Następny przystanek: Wschodnia granica. - wróciłam do neutralnej rozmowy. Nie chciałam być wścibska, ale ilustrowanie drzew, jeleni i pozorne zmiany koloru futra dawno przestały mnie bawić, potrzebowałam nowych inspiracji. Podobno cierpliwość jest cnotą, toteż postanowiłam nie drążyć tematu.
<Ides?>
poniedziałek, 11 maja 2015
Nowy członek! (WKS)
Mamy dziś możliwość powitania nowego członka! To nowy ( i pierwszy^^) basior! Na start życzę ci wielu wspaniałych chwil.
Oto on:
"Żyjemy w świecie, który nie ma przyszłości, chyba, że wszyscy przejdą na religię LPS"
Ogórek lub Hitler
(Pełne: Stefaniusz Korniszon Kamczatka Wielki Mozart Hyde Adolf Kiełbasa Jechowa Sernik von sznycel III)
Stanowisko: Lepiej nie dawać mu żadnego stanowiska, gdyż może zranić siebie, lub kogoś
Właściciel: kisasi
Powodzenia,
#Nightmare
niedziela, 10 maja 2015
Od Vox'a
Biegłem szybko przez las. Strażnicy byli coraz bliżej, na wyciągnięcie łapy.
- Stój!- krzyczeli chórem.- Zatrzymaj się!
Nie reagowałem na ich okrzyki i pędziłem przed siebie, wiedziałem, że nie mają dobrych zamiarów. Biegłem w stronę watahy, którą zdarzyło mi się raz obserwować. Gdy oddaliłem się nieco od strażników, wskoczyłem na drzewo czekając na ognistych. Kiedy tylko się zbliżyli zacząłem trząść gałęzią, by zwrócić uwagę wilków. Strażnicy zrozumieli co robię i pobiegli tam skąd przybyli. Zeskoczyłem z drzewa i udałem się w stronę mojej jaskini. Grota nie była duża, ukryta wśród krzewów, by nikt jej nie znalazł. Wszedłem do niej i położyłem się na ziemi. Obudziłem się dopiero po ok. dwóch godzinach. Wstałem i ziewając wyszedłem z jaskini. Rozciągnąłem się i rozejrzałem po terenie.
-Może, by coś podjeść?- zapytałem sam siebie i ruszyłem w stronę lasu.
Było tam dużo zwierzyny, więc znalezienie czegokolwiek nie było problemem. Moim oczom od razu ukazała się młoda sarna. Oblizałem się i podszedłem do jak najbliżej zwierzęcia. Już miałem skoczyć, ale poczułem, że ktoś idzie za mną. Obróciłem się i ujrzałem białą waderę z czarnymi szczegółami.
- Kim jesteś?- zapytała nieznajoma.
Lekko spanikowałem, nie przejmowałem się sarną, która uciekła słysząc głos wilczycy.
- Jestem Voxnonius del Selvaggio, w skrócie Vox- przedstawiłem się niepewnie.
- Nie widziałam cię tu wcześniej, skąd jesteś?- wadera raczej nie miała złych zamiarów.
- Jestem z Podziemi, wywodzę się z rodu Lupus Deserti Igneus- odparłem.
- Cóż, nie przypominasz takiego wilka. Co prawda żadnego z tego rodu jeszcze nie widziałam, ale wyobrażałam sobie was trochę inaczej- wilczyca uśmiechnęła się.- A w ogóle, to jestem Demeter. Moja rasa to Confusa Dea, może słyszałeś.
- Nie wyglądam na takiego, bo jestem inny. Oni są poważni, mocni i baardzo nudni- odwzajemniłem jej uśmiech.- A co do twojej rasy, to słyszałem. Nawet w Podziemiach o was wiedzą. Ponoć nasze rasy zostały założone w tym samym czasie.
- A może Voxno... Vox, dołączysz do mojej watahy?- zapytała Demeter.
- Z chęcią!- prawie krzyknąłem z radości.
Demeter?
Od Ides'a
Las. To takie… królewskie miejsce. Majestatyczne drzewa, górujące niczym
strażnicy po obu stronach wydeptanej ścieżki, którą szedłem. Mówi się,
że nocą wszystkie dźwięki zamierają, a nie jest to prawdą. A
przynajmniej na pewno nie w lesie. Po zmroku usłyszeć chyba można nawet
więcej odgłosów niż za dnia. Pohukiwanie sowy, inne wilki wyjące do
księżyca, czy nawet hałas wywoływany przez moje kroki. Piski nietoperzy,
cykanie owadów, śpiew… Śpiew? Zatrzymałem się, rozglądając dookoła.
Zastrzygłem uszami, próbując wyłapać, skąd pochodzi muzyka. Obróciłem
łeb w stronę źródła dźwięku. Zrobiłem kilka kroków, upewniając się co do
kierunku, po czym ruszyłem za śpiewem. Z każdym mijanym drzewem głos
stawał się wyraźniejszy i już po chwili mogłem stwierdzić, że należy on
do wadery. Zaintrygowany poszedłem dalej. Przypomniałem sobie o tym, że
moja sierść jest aż nadto widoczna, zwłaszcza w nocy, dlatego od tamtej
pory poruszałem się już tylko w cieniu, gdzie moc pozwalała mi się
kamuflować. Bądź co bądź nie obawiałem się wadery – po prostu to raczej
rzadkość spotykać SAMOTNĄ waderę w środku lasu, mniej więcej o północy,
stwierdziłem, patrząc na położenie księżyca. Pogrążony w myślach i w
pewnym stopniu zasłuchany w śpiew nadepnąłem na gałązkę. Patyk złamał
się z trzaskiem, na co głos nieznajomej ustał. Skoro go usłyszała,
musiała znajdować się blisko. Rozgarnąłem łapą najbliższe zarośla,
odsłaniając leśną polanę. Naprawdę nie pytałem co ona robiła tam w
środku nocy, sama, śpiewając. Biała wadera z czarnymi znaczeniami na
pysku, spojrzała prosto na mnie. Zrobiłem kilka kroków, lustrując z
zaciekawieniem ruchy nieznajomej. Najpierw poderwała się z ziemi, na
której chyba wcześniej leżała, po czym stanęła wyprostowana. Okrążyłem
ją dwa razy, po czym usiadłem naprzeciwko niej, również się prostując.
-Jestem Demeter – powiedziała neutralnym tonem, uśmiechając się lekko.
-Ides – przedstawiłem się krótko. Sam fakt, że postanowiłem do niej podejść był niecodzienny, a co dopiero to, że zacząłem z nią konwersację. No dobrze, jak na razie wypowiedziałem jedno słowo, ona dwa, ale jakieś podstawy rozmowy są – Masz… melodyjny głos – dodałem niepewnie.
Brawo Ides. MELODYJNY?! Naprawdę?!
-Znaczy… ładny – poprawiłem się zimnym tonem, żeby choć trochę ukryć wstyd. Najchętniej zrobiłbym w tamtym momencie facepalm’a, jednak nie chciałem kompromitować się jeszcze bardziej.
Demeter się zaśmiała. Spojrzałem na nią zaskoczony – albo próbowała stworzyć mniej niezręczną atmosferę, albo szczerze ją to bawiło. Obstawiałem to drugie.
-Mieszkasz na tych terenach? – spytałem, chcą zejść z tematu śpiewania i zamaskować jakoś moją poprzednią gafę.
< Demeter, wilkełko? :3 >
-Jestem Demeter – powiedziała neutralnym tonem, uśmiechając się lekko.
-Ides – przedstawiłem się krótko. Sam fakt, że postanowiłem do niej podejść był niecodzienny, a co dopiero to, że zacząłem z nią konwersację. No dobrze, jak na razie wypowiedziałem jedno słowo, ona dwa, ale jakieś podstawy rozmowy są – Masz… melodyjny głos – dodałem niepewnie.
Brawo Ides. MELODYJNY?! Naprawdę?!
-Znaczy… ładny – poprawiłem się zimnym tonem, żeby choć trochę ukryć wstyd. Najchętniej zrobiłbym w tamtym momencie facepalm’a, jednak nie chciałem kompromitować się jeszcze bardziej.
Demeter się zaśmiała. Spojrzałem na nią zaskoczony – albo próbowała stworzyć mniej niezręczną atmosferę, albo szczerze ją to bawiło. Obstawiałem to drugie.
-Mieszkasz na tych terenach? – spytałem, chcą zejść z tematu śpiewania i zamaskować jakoś moją poprzednią gafę.
< Demeter, wilkełko? :3 >
sobota, 9 maja 2015
Od Cheshire CD Ethan'a
Hasałam niczym narąbany jednorożec po terenach całej watahy, napawając
się atmosferą wolności, równości, braterstwa, ładu, porządku, dyscypliny
i ogólnie takich takich. W sumie to nie działo się nic szczególnego,
aczkolwiek dzisiejszy dzień zachwycał mnie właśnie tą prostotą. Nie
zamierzałam dłużej wychwalać licznymi epitetami tej cudownej
"pohasanki", moje myśli brzmiały aktualnie mniej-więcej w ten sposób:
"WDECH-WYDECH-WDECH-WYDECH-oczy suche-mrugnąć". W natłoku tych
skomplikowanych dysput z własnym umysłem w ostatniej chwili dostrzegłam
leżącego jak kłoda, białego wilka tuż na mojej trasie. Wykonałam zgrabny
sus nad przeszkodą, jak na prawdziwego jednorożca przystało, lecz
koniuszek mojego długaśnego *aż za bardzo*, puchatego ogona musnął
basiora w ucho, wywołując u niego gwałtowną reakcję w postaci
przekręcenia się z boku na bok. Próbowałam kontynuować wykonywanie
mojego ulubionego, jakże absorbującego zajęcia. Podskoki nadal szły mi
całkiem nieźle, zatem nadeszła pora na głębokie przemyślenia:
"WDECH-WY...WY..." Zaraz, co było po wdechu?! Chyba zgubiłam wątek po
drugiej stronie wilka. Pisnęłam cicho i ponownie przeskoczyłam śpiącego,
znów niefortunnie zahaczając ogonem o jego pysk. Na szczęście
kontrowersyjna metoda odnajdywania myśli zadziałała, lecz w chwili gdy
przypomniałam sobie, że po wdechu następuje wydech, wilk obudził się,
zaklął, choć niezbyt wulgarnie i zaczął się trząść jakby miał pchły.
Parsknęłam, przerażona nie na żarty straszliwą perspektywą swędzącego
futerka i czmychnęłam w gęstą trawę, nim osobnik mnie dostrzegł, a
przynajmniej tak mi się wydawało. Zastrzygłam uszami, starając się
wychwycić jakikolwiek dźwięk, jednak daremnie - żadnego sapania,
chrapania, dyszenia, drapania i innych dzikich odgłosów, jakich można by
się spodziewać po śpiącym. Chciałam wyjrzeć zza roślin, ale mój
nikczemny plan zniweczyło...Agresywne powietrze! Zaraz, nie powietrze,
wilk! Krzyknęłam szczerze zaskoczona, bo choć turlałam się ze wszystkich
sił, to zbój mnie nie chciał puścić. W końcu jego siła wygrała z
kreatywnymi próbami ratunku.
- Co tam cukiereczku? - spytał nieznajomy ze śmiechem, patrząc na mnie z góry. Czułam się dość niezręcznie, więc jeszcze raz przeturlałam się, aby zająć dominującą pozycję. Wilk wyglądał sympatycznie, więc postanowiłam przyłączyć się do żartów.
- Wszystko w porządku, gościu malinowy. Co u Ciebie? - zapytałam z uśmiechem na pysku, jednocześnie patrząc w neonowo-błękitne, niezwykłe oczy rozmówcy. Spojrzenie miał nawet inteligentne, nie powiem - konwersowałabym.
- A może porozmawialibyśmy w normalnej pozycji, która nie naruszałaby niczyjej sfery prywatności? - zasugerował, ponownie się turlając.Znów patrzył na mnie z góry, niech to.
Przeturlałam się.
- Niech pomyślę. - zawahałam się chwilę - Nie! - odparłam, uśmiechając się zaczepnie.
- Nalegam. - zaśmiał się, znowu turlanie. Toczyliśmy się tak jeszcze dosyć długo, aż do brutalnego zderzenia z kłodą. Każdą wypowiedź wilka kontrowałam bez dłuższego namysłu, krótkim wyrazem "nie".
- Znasz jakieś inne słowo poza "nie"? - zapytał, schodząc ze mnie. Po jego minie wywnioskowałam, że na chwilę zwątpił w mój intelekt.
- Prestidigitator. - odparłam dumnie, po czym wybuchnęłam śmiechem. - A tak w ogólne to Cheshire jestem, i nie, nie mów na mnie Chester. - oznajmiłam, puszczając oczko do towarzysza.
<Ethan?>
- Co tam cukiereczku? - spytał nieznajomy ze śmiechem, patrząc na mnie z góry. Czułam się dość niezręcznie, więc jeszcze raz przeturlałam się, aby zająć dominującą pozycję. Wilk wyglądał sympatycznie, więc postanowiłam przyłączyć się do żartów.
- Wszystko w porządku, gościu malinowy. Co u Ciebie? - zapytałam z uśmiechem na pysku, jednocześnie patrząc w neonowo-błękitne, niezwykłe oczy rozmówcy. Spojrzenie miał nawet inteligentne, nie powiem - konwersowałabym.
- A może porozmawialibyśmy w normalnej pozycji, która nie naruszałaby niczyjej sfery prywatności? - zasugerował, ponownie się turlając.Znów patrzył na mnie z góry, niech to.
Przeturlałam się.
- Niech pomyślę. - zawahałam się chwilę - Nie! - odparłam, uśmiechając się zaczepnie.
- Nalegam. - zaśmiał się, znowu turlanie. Toczyliśmy się tak jeszcze dosyć długo, aż do brutalnego zderzenia z kłodą. Każdą wypowiedź wilka kontrowałam bez dłuższego namysłu, krótkim wyrazem "nie".
- Znasz jakieś inne słowo poza "nie"? - zapytał, schodząc ze mnie. Po jego minie wywnioskowałam, że na chwilę zwątpił w mój intelekt.
- Prestidigitator. - odparłam dumnie, po czym wybuchnęłam śmiechem. - A tak w ogólne to Cheshire jestem, i nie, nie mów na mnie Chester. - oznajmiłam, puszczając oczko do towarzysza.
<Ethan?>
Od Ides'a
Szedłem po kamienistym zboczu, uważnie stawiając każdy krok. Naprawdę
nie miałem ochoty skończyć jako pokarm dla sępów, roztrzaskany na
skałach w dole. Rzuciłem spojrzenie na przepaść, szybko odwracając wzrok
z powrotem. Że też musiałem wybrać akurat tą drogę! Kolejny raz
przekląłem swoją upartość, po czym stanąłem wreszcie na pewniejszy
gruncie. Ruszyłem dalej wąską ścieżką, biegnącą tuż przy skalnej
ścianie. Co chwila spod moich łap osuwały się drobne kamienie,
sprawiając, że moje serce zatrzymywało się na kilka sekund. Góry.
Dlaczego akurat na mojej drodze do szczęścia muszą stać góry?! Nie no,
żartuję. Droga do szczęścia to może nie była, ale nazwijmy ją „drogą do
innego życia”. I tej wersji się trzymajmy. W niektórych momentach
musiałem iść przyciśnięty do chłodnej powierzchni, żeby nie zakończyć
swojego żywota na dnie rwącej rzeki i ostrych skałach, które sprawiały
mało pozytywne wrażenie. Odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu przełęcz
zaczęła się obniżać, a ja znalazłem sią na rozległej łące. Przez jej
środek biegła wydeptana dróżka, którą od razu podążyłem. Stopniowo
przechodziłem do lekkiego truchtu, a już po chwili biegłem najszybciej
jak mogłem. Wysoka trawa smagała moje boki, ale nie zwracałem na to
większej uwagi. Przymknąłem oczy, rozkoszując się silnym powiewem
targającym moją sierść. To właśnie moja definicja wolności – robienie
tego, co się kocha, gdzie się chce i kiedy się chce. Nagle gwałtownie
wyhamowałem. Zatrzymałem się tuż przed zdziwionym pyskiem rudej wadery,
do złudzenia przypominającej lisicę. Wydawała się równie zaskoczona co
ja. Zamrugałem kilka razy, po czym zdezorientowałem się jeszcze
bardziej. Wilczyca stojąca przede mną miała bardziej kasztanowe futro
oraz zdecydowanie pewniejszą postawę. Szybko z powrotem przywołałem na
pysk obojętny wyraz, zmącony wcześniej na ułamek sekundy przez
zdziwienie.
-Kim jesteś? – spytałem sucho. Obchodziło mnie to tylko tyle, że chciałem się dowiedzieć, gdzie właściwie jestem.
-Cheshire – odparła samica wesołym tonem – A ty? – zmierzyłem ją spojrzeniem od góry do dołu, po czym zdecydowałem się odpowiedzieć. W sumie, co mi szkodzi?
-Ides – rzuciłem krótko, odsuwając się kilka kroków – Co to za tereny?
Nie chciałem się wdawać w rozmowę, dlatego starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej obojętnie. Informacje o położeniu. I tyle.
-Jesteśmy przy Północnej Granicy – wadera przeniosła wzrok na coś za moimi plecami – A tam są Odległe Góry – jakby na krótką chwilę odleciała, zatopiła się w myślach. Może wyobrażała sobie, jak tam jest? Za tymi Odległymi Górami, zza których, swoją drogą, właśnie przychodzę?
Odwróciłem się. Rzeczywiście, z oddali ośnieżone szczyty prezentowały się godnie i majestatycznie, jakby były dużo starsze, niż nam się wydaje.
-Wcale nie jest tam tak cudownie, jak myślisz – powiedziałem, sam nie wiem dlaczego.
-Skąd możesz to wiedzieć? – zwróciła na mnie swoje niebieskie oczy – Nie byłeś tam.
Popatrzyłem na nią ironicznie.
-Nie? W takim razie powiem ci tylko, że ty raczej się do nich nie zbliżaj.
Ruszyłem w kierunku lasu rozciągającego się naprzeciwko. Zmierzałem prosto do cienia, jaki dawały drzewa. Wtedy przynajmniej mógłbym wtopić się w tło, a ta Che… coś tam nie zobaczyłaby mnie więcej na oczy.
-O co chodzi? – spytałem sucho, kiedy niespodziewanie zagrodziła mi drogę. Zastrzygłem uszami.
< Cheshire? c; >
-Kim jesteś? – spytałem sucho. Obchodziło mnie to tylko tyle, że chciałem się dowiedzieć, gdzie właściwie jestem.
-Cheshire – odparła samica wesołym tonem – A ty? – zmierzyłem ją spojrzeniem od góry do dołu, po czym zdecydowałem się odpowiedzieć. W sumie, co mi szkodzi?
-Ides – rzuciłem krótko, odsuwając się kilka kroków – Co to za tereny?
Nie chciałem się wdawać w rozmowę, dlatego starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej obojętnie. Informacje o położeniu. I tyle.
-Jesteśmy przy Północnej Granicy – wadera przeniosła wzrok na coś za moimi plecami – A tam są Odległe Góry – jakby na krótką chwilę odleciała, zatopiła się w myślach. Może wyobrażała sobie, jak tam jest? Za tymi Odległymi Górami, zza których, swoją drogą, właśnie przychodzę?
Odwróciłem się. Rzeczywiście, z oddali ośnieżone szczyty prezentowały się godnie i majestatycznie, jakby były dużo starsze, niż nam się wydaje.
-Wcale nie jest tam tak cudownie, jak myślisz – powiedziałem, sam nie wiem dlaczego.
-Skąd możesz to wiedzieć? – zwróciła na mnie swoje niebieskie oczy – Nie byłeś tam.
Popatrzyłem na nią ironicznie.
-Nie? W takim razie powiem ci tylko, że ty raczej się do nich nie zbliżaj.
Ruszyłem w kierunku lasu rozciągającego się naprzeciwko. Zmierzałem prosto do cienia, jaki dawały drzewa. Wtedy przynajmniej mógłbym wtopić się w tło, a ta Che… coś tam nie zobaczyłaby mnie więcej na oczy.
-O co chodzi? – spytałem sucho, kiedy niespodziewanie zagrodziła mi drogę. Zastrzygłem uszami.
< Cheshire? c; >
piątek, 8 maja 2015
Od Nightmare Cd. Hinshi
- Oczywiście - powiedziałam. - Możesz wybrać stanowisko i jaskinię.
- To ja będę Atakującą - odparła.
- Pomóc ci znaleźć jaskinię? - zapytałam.
- Pewnie!
Poszłyśmy na poszukiwanie jaskini. Przy okazji oprowadziłam ją po terenach. Po jakimś czasie znalazłyśmy odpowiednią jaskinię.
- To ja cię zostawiam - powiedziałam. - Jak coś, to przyjdź.
I odleciałam, nie czekając na reakcję Hinshi.
Hinshi? (Sory, brak weny ;-; )
- To ja będę Atakującą - odparła.
- Pomóc ci znaleźć jaskinię? - zapytałam.
- Pewnie!
Poszłyśmy na poszukiwanie jaskini. Przy okazji oprowadziłam ją po terenach. Po jakimś czasie znalazłyśmy odpowiednią jaskinię.
- To ja cię zostawiam - powiedziałam. - Jak coś, to przyjdź.
I odleciałam, nie czekając na reakcję Hinshi.
Hinshi? (Sory, brak weny ;-; )
Od Ethan'a
Alfa dała mi jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty na moje towarzystwo, zapewne ze względu na to, że podczas oprowadzania mnie po terenach (robiła to z czystej uprzejmości, choć mówiła, że ma wiele na głowie) rzuciłem w nią myszą, co spowodowało nagły upadek alfy do rzeki.
Przemierzałem truchtem las, rozglądając się przy tym bacznie, aby zapamiętać każdy szczegół. Pewnie prędzej czy później się zgubię, więc warto by było cokolwiek zapamiętać.
Moje białe futro wyraźnie odznaczało się pośród zielonej roślinności. W lesie było cicho i spokojnie, słychać było gdzieniegdzie ćwierkanie jakiegoś ptaka, szum drzew ciągle mi towarzyszył, tak samo jak miarowe uderzanie mych łap o ściółkę. Na drodze stanęło mi powalone drzewo. Kora była spróchniała i porośnięta mchem. Grzyby okalały rozkładającą się roślinę. Przybliżyłem pysk aby się lepiej przyjrzeć. Niby nie miało to sensu, ale zawsze jakieś zajęcie. Teraz dokładnie widziałem chropowatą korę, usianą licznymi plamkami oraz mchem. Miękkim, zielonym mchem. Czerwony muchomor dumnie zdobił bok kłody. Ślimak winniczek zajadał skrawek jego kapelusza. Dziwne było to, ile życia dzieje się niżej pod nami. Nawet tego nie zauważamy, biegnąc gdzieś. Tymczasem w trawie małe stworzonka prowadzą własne życie, walkę o przetrwanie.
Ziewnąłem przeciągle. Wyprostowałem się i znów rozejrzałem.
Rozległo się donośne kukanie kukułki, echo odbijało jej głos daleko w las. Ruszyłem w stronę dźwięku. Nie musiałem długo iść. Na gałęzi sosny siedział szaroniebieski ptak o białym brzuchu i długim ogonie. Kukułka kukała co chwilę, łypiąc swoimi paciorkowatymi oczkami w moją stronę.
Wyszczerzyłem zęby w czymś na rodzaj uśmiechu. Odwróciłem się i pobiegłem dalej.
Łapa za łapą, łapa za łapą. Zaczynałem wpadać w rutynę. Czy w tym lesie nic się nie dzieje? Wynurzyłem się z leśnego gąszczu na łąkę. Była zielona, jak przystało na tę porę roku i daleko się rozciągała.
Wskoczyłem w wysoką trawę i padłem na plecy. Rozkoszowałem się słońcem, które przyjemnie muskało mój pysk i sierść na brzuchu. Podwinąłem przednie łapy i zamknąłem oczy. Zapadłem w głęboki, leniwy sen.
Poruszyłem uchem. Coś strasznie łaskotało mnie w sierść na uchu. Znów nim poruszyłem. Pewnie jakaś mucha, pomyślałem. Przekręciłem się na bok. Usłyszałem ciche piśnięcie. Zapewne zgniotłem mysz, zaśmiałem się w duchu.
Och, jak bardzo nie chciało mi się wstawać. Ciepłe promienie słońca, miękka trawa i zapach polnych kwiatów.
Znowu to łaskotanie.
Z cichym warknięciem otworzyłem zaspane oczy.
- Do jasnej cholewy czy nie można pospać? - warknąłem bardziej do siebie niż do kogoś innego.
Zamrugałem powiekami aby całkiem się rozbudzić. Podniosłem się z mocno wygniecionej trway, w której odcisnąłem swój kształt. Otrzepałem się jakbym wychodził z wody a następnie ziewnąłem i przeciągnąłem się.
Ktoś parsknął.
Odwróciłem głowę w stronę głosu, już całkiem rozbudzony. Dalej z trawy wystawały czyjeś uszy. Uszy wilka.
Uśmiechnąłem się zawadiacko.
Skuliłem się w wysokiej trawie aby nie było mnie widać. Skupiłem się i przybrałem kolor otoczenia. Zacząłem powoli się skradać, równocześnie starając się zbytnio nie szurać trawą. Gdy byłem już wystarczająco blisko obcego, zakołysałem lekko tyłem, naprężyłem mięśnie i skoczyłem.
Rozległ się cichy okrzyk zdumienia, który został szybko stłumiony. Wywróciłem wilka na ziemię. Przez chwilę się turlaliśmy aż w końcu przyparłem intruza do podłoża. Odsunąłem się na długość łap, którymi nadal trzymałem wilka.
- Co tam cukiereczku? - zapytałem ze śmiechem.
<Ktośkolwiek? XD>
Przemierzałem truchtem las, rozglądając się przy tym bacznie, aby zapamiętać każdy szczegół. Pewnie prędzej czy później się zgubię, więc warto by było cokolwiek zapamiętać.
Moje białe futro wyraźnie odznaczało się pośród zielonej roślinności. W lesie było cicho i spokojnie, słychać było gdzieniegdzie ćwierkanie jakiegoś ptaka, szum drzew ciągle mi towarzyszył, tak samo jak miarowe uderzanie mych łap o ściółkę. Na drodze stanęło mi powalone drzewo. Kora była spróchniała i porośnięta mchem. Grzyby okalały rozkładającą się roślinę. Przybliżyłem pysk aby się lepiej przyjrzeć. Niby nie miało to sensu, ale zawsze jakieś zajęcie. Teraz dokładnie widziałem chropowatą korę, usianą licznymi plamkami oraz mchem. Miękkim, zielonym mchem. Czerwony muchomor dumnie zdobił bok kłody. Ślimak winniczek zajadał skrawek jego kapelusza. Dziwne było to, ile życia dzieje się niżej pod nami. Nawet tego nie zauważamy, biegnąc gdzieś. Tymczasem w trawie małe stworzonka prowadzą własne życie, walkę o przetrwanie.
Ziewnąłem przeciągle. Wyprostowałem się i znów rozejrzałem.
Rozległo się donośne kukanie kukułki, echo odbijało jej głos daleko w las. Ruszyłem w stronę dźwięku. Nie musiałem długo iść. Na gałęzi sosny siedział szaroniebieski ptak o białym brzuchu i długim ogonie. Kukułka kukała co chwilę, łypiąc swoimi paciorkowatymi oczkami w moją stronę.
Wyszczerzyłem zęby w czymś na rodzaj uśmiechu. Odwróciłem się i pobiegłem dalej.
Łapa za łapą, łapa za łapą. Zaczynałem wpadać w rutynę. Czy w tym lesie nic się nie dzieje? Wynurzyłem się z leśnego gąszczu na łąkę. Była zielona, jak przystało na tę porę roku i daleko się rozciągała.
Wskoczyłem w wysoką trawę i padłem na plecy. Rozkoszowałem się słońcem, które przyjemnie muskało mój pysk i sierść na brzuchu. Podwinąłem przednie łapy i zamknąłem oczy. Zapadłem w głęboki, leniwy sen.
Poruszyłem uchem. Coś strasznie łaskotało mnie w sierść na uchu. Znów nim poruszyłem. Pewnie jakaś mucha, pomyślałem. Przekręciłem się na bok. Usłyszałem ciche piśnięcie. Zapewne zgniotłem mysz, zaśmiałem się w duchu.
Och, jak bardzo nie chciało mi się wstawać. Ciepłe promienie słońca, miękka trawa i zapach polnych kwiatów.
Znowu to łaskotanie.
Z cichym warknięciem otworzyłem zaspane oczy.
- Do jasnej cholewy czy nie można pospać? - warknąłem bardziej do siebie niż do kogoś innego.
Zamrugałem powiekami aby całkiem się rozbudzić. Podniosłem się z mocno wygniecionej trway, w której odcisnąłem swój kształt. Otrzepałem się jakbym wychodził z wody a następnie ziewnąłem i przeciągnąłem się.
Ktoś parsknął.
Odwróciłem głowę w stronę głosu, już całkiem rozbudzony. Dalej z trawy wystawały czyjeś uszy. Uszy wilka.
Uśmiechnąłem się zawadiacko.
Skuliłem się w wysokiej trawie aby nie było mnie widać. Skupiłem się i przybrałem kolor otoczenia. Zacząłem powoli się skradać, równocześnie starając się zbytnio nie szurać trawą. Gdy byłem już wystarczająco blisko obcego, zakołysałem lekko tyłem, naprężyłem mięśnie i skoczyłem.
Rozległ się cichy okrzyk zdumienia, który został szybko stłumiony. Wywróciłem wilka na ziemię. Przez chwilę się turlaliśmy aż w końcu przyparłem intruza do podłoża. Odsunąłem się na długość łap, którymi nadal trzymałem wilka.
- Co tam cukiereczku? - zapytałem ze śmiechem.
<Ktośkolwiek? XD>
czwartek, 7 maja 2015
Od Nightmare Cd. Dark Soul
- A jednak - powiedziałam dumnie. - Jestem z bardzo starego i królewskiego rodu wilków. Z rasy zwanej Darkness Deass. Może mówi ci coś ta nazwa?
- Nie - odparła Dark Soul. - To mogę dołączyć.
- Tak, pewnie - odparłam. - Kim będziesz?
- Obrońcą - zadecydowała.
- To idź znaleźć jakąś jaskinię, ja mam inne rzeczy do roboty - zmieniłam pióra w skrzydła i odleciałam.
- Nie - odparła Dark Soul. - To mogę dołączyć.
- Tak, pewnie - odparłam. - Kim będziesz?
- Obrońcą - zadecydowała.
- To idź znaleźć jakąś jaskinię, ja mam inne rzeczy do roboty - zmieniłam pióra w skrzydła i odleciałam.
***********
Załatwiłam wszystkie sprawy i wróciłam do jaskini. Zastałam w niej... Dark.
- Sory... To maja jaskinia - powiedziałam jakoś sama nie wiem czemu jak wredota.
- Ja się stąd nie ruszam! - oznajmiła wadera.
- Wynocha! - krzyknęłam już naprawdę zła.
Dark Soul?
Od Hinshi
Siedziałam nad jakimś wodospadem. Woda miała delikatnie złotawy kolor i przyjemnie szumiała. Zamknęłam oczy i zatraciłam się w tym dźwięku. Nie wiem ile czasu tam spędziłam, ale gdy otworzyłam oczy wszystko wydawało się inne. Takie… bajeczne. Rozejrzałam się, zdezorientowana. Zauważyłam biały błysk w krzakach. Wstałam i ruszyłam w ich kierunku. Coś białego znowu błysnęło, przemieszczając się między drzewami. Pobiegłam za białym kształtem. Biegałam parę minut za białą istotą, aż wypadłam na jakąś dróżkę. Stała na niej jakaś czarno-niebieska wadera.
- Witaj. – grzecznie się przywitałam, kłaniając się lekko. Czarno-niebieska skinęła głową, trochę zdziwiona, i również mnie powitała.
- Em… To kim jesteś? – spytała po chwili.
- Nazywam się Hinshi. – odpowiedziałam.
- Aha. A czego tu szukasz? – spytała znów wadera.
- Nie wiem. – odpowiedziałam. – Pewnie domu, rodziny… - mówiłam, wpatrując się w słońce, które akurat znajdowało się nisko nad głową wadery. Było już późno.
- A ty, – z powrotem spojrzałam na waderę. – Jak się nazywasz?
- Nightmare.
- Night-mare, Night-mare - nuciłam sobie pod nosem przez chwilę. - Ładne imię. A kim właściwie jesteś?
- Jestem alfą Klanu Szklanych Wodospadów.
- Hm... Wydajesz się dobrą osobą. Może mogłabym dołączyć? - spytałam.
Nightmare?
- Witaj. – grzecznie się przywitałam, kłaniając się lekko. Czarno-niebieska skinęła głową, trochę zdziwiona, i również mnie powitała.
- Em… To kim jesteś? – spytała po chwili.
- Nazywam się Hinshi. – odpowiedziałam.
- Aha. A czego tu szukasz? – spytała znów wadera.
- Nie wiem. – odpowiedziałam. – Pewnie domu, rodziny… - mówiłam, wpatrując się w słońce, które akurat znajdowało się nisko nad głową wadery. Było już późno.
- A ty, – z powrotem spojrzałam na waderę. – Jak się nazywasz?
- Nightmare.
- Night-mare, Night-mare - nuciłam sobie pod nosem przez chwilę. - Ładne imię. A kim właściwie jesteś?
- Jestem alfą Klanu Szklanych Wodospadów.
- Hm... Wydajesz się dobrą osobą. Może mogłabym dołączyć? - spytałam.
Nightmare?
Od Dark Soul
Uciekając, zabierając ze sobą kryształ. Przedzierałam się przez dzikie
krzewy i zarośla. Nieprzyzwyczajona do niewygodnego życia pokaleczyłam
sobie delikatnie łapki. Biegłam jednak przed siebie obawiając się
karawany puszczonej za mną.
***
Dotarcie tutaj zabrało mi kilka miesięcy. Jednak nareszcie dotarłam to watahy której szukałam. Kiedy zawitałam na tereny usłyszałam szybkie kroki w oddali. Obejrzałam się za siebie. Stała tam wilczyca o dziwnych łapach i piórach na grzbiecie.
-Witam.
-Witam jestem Dark Soul.
-Czego tu szukasz?
-Chciałam tu dołączyć.
Zapadła cisza.
-Kim jesteś?
-Nightmare.
-Nie znam cię jakoś. Nie odznaczasz się żadnymi cechami wielkich rodów. Skąd jesteś?
Nightmare?
***
Dotarcie tutaj zabrało mi kilka miesięcy. Jednak nareszcie dotarłam to watahy której szukałam. Kiedy zawitałam na tereny usłyszałam szybkie kroki w oddali. Obejrzałam się za siebie. Stała tam wilczyca o dziwnych łapach i piórach na grzbiecie.
-Witam.
-Witam jestem Dark Soul.
-Czego tu szukasz?
-Chciałam tu dołączyć.
Zapadła cisza.
-Kim jesteś?
-Nightmare.
-Nie znam cię jakoś. Nie odznaczasz się żadnymi cechami wielkich rodów. Skąd jesteś?
Nightmare?
środa, 6 maja 2015
Od Kejli
Po zapoznaniu się z Alfą i panującymi w watasze zasadami ,postanowiłam pójść trochę pozwiedzać. Było ciepło,słońce grzało ,w końcu lato.Szłam ścieżką ,po chwili trafiłam do lasu. Wszędzie słyszałam odgłosy ptaków ,szelest drzew i lekki wiatr. Po długiej podróży ,jaką przeżyłam zanim tu trafiłam ,jeszcze nic nie jadłam. Wyszukałam zdobycz, była to niewielka sarna,która jadła kępę trawy. Zaczęłam się skradać ,byłam już blisko,nagle zza krzaków wyskoczył nieznajomy mi basior ,również polujący na tę sarnę.
Zaczęliśmy pogoń, dogoniłam go i przegoniłam tym samym łapiąc sarnę, basior pomógł mi ją zabić,co nie było konieczne. Spojrzał na mnie.
-Witaj-powiedział z uśmiechem.
-Cześć ,kim jesteś?-zapytałam siadając przy zdobyczy.
Basior również usiadł.
<Ktoś?>
! :3
Witamy nowych członków :3
Stare mordki pod nową postacią <3
Yatoshi
Kejla
Daniel James Christopher
~Demeter
Nowe członkinie! (KSW)
Dziś mam zaszczyt powitać dwie nowe (i pierwsze) wadery w Klanie Szklanych Wodospadów! Mam nadzieję, że będą się tu dobrze bawić i spędzą tu dużo czasu.
Oto one:
Hinshi
Stanowisko: Atakująca
Właściciel: Howrse: luna mia || E-mail: hinshi.howaito@o2.pl
Dark Soul
Stanowisko: Obrońca
Właściciel: nelka2002 - Howrse
Jednocześnie przypominam, że na napisanie opowiadania macie 2 dni.
~Nightmare
poniedziałek, 4 maja 2015
OTWIERAMY!!!!
Wprowadziłam już ostatnie poprawki (chyba, że Demeter ma coś jeszcze do zrobienia). Oficjalnie otwieram Klan Szklanych Wodospadów i Wolne Wilki, a nieoficjalnie Saltantem cum vita! Możecie już wysyłać formularze! (co do wolnych wilków, obojętnie czy do mnie czy do Demeter)
~Nightmare
Subskrybuj:
Posty (Atom)