Minęły 3 dni, odkąd udało mi się znaleźć brata. Wciąż nie mogłam wybić
sobie tego dnia z głowy. Ciągle widziałem jego twarz, rozciągniętą w
uśmiechu na widok siostry, ale przedtem... była tylko wrogość. Spojrzał
na mnie, tym swoim obcym wzrokiem. Nie poznał mnie, gorzej - warknął na
mnie!
Czułam jak serce łomocze mi w piersi. Odwróciłam wzrok aby rzucić go na pustą i ciemną ścianę jaskini.
Daniel, nie mógł mnie od razu zabrać do Alfy, dlatego zarządził, że
muszę zostać tu na dłużej. Na potrzeby tego zarządzenia, oddał mi w
połowie swoją jaskinię. Położyłam łeb na łapach starając się nie
wsłuchiwać w radosne śmiechy innych wilków. One wszystkie znały się
nawzajem, znały to miejsce, potrafiły żyć pełnią siebie - nie to co
ja... Wiecznie zagubiona w własnym ciele. Ciepłe promienie słońca
przebijały się przez otwór prowadzący do jaskini, oświetlając moją
lokalizację. Jednak w tym momencie przysłonił je częściowo cień.
- Yatoshi? Co tak siedzisz sama? Chodź dołącz do nas! - usłyszałam
radosny głos mojego brata. Poczułam uniesienie, słysząc go. Bardzo
chciałam wyjść na zewnątrz, pobawić się z nimi, jednak zbyt bardzo się
wstydziłam... Odwróciłam tylko głowę jak oparzona.
- Ugh...Gomene, Dan... - spuściłam głowę, przyzwyczajając język do używania zdrobnień. - Nie wiem, czy powinnam.
"Powinnaś!"
- No chodź, nie bądź taka.. - westchnął z uśmiechem. - Poznam cię z wszystkimi!
"Nie zaakceptują cię"
- No nie wiem... - spuściłam wzrok, ale nie dawałam się prosić. Wstałam powoli i wynurzyłam z jaskini.
-Przestań być taka nieśmiała!
- Nie jestem nieśmiała! - odburknęłam. - Jestem tylko...niepewna.
Daniel prychnął. Zanim zdołałam całkowicie wynurzyć się z jaskini, brat
chwycił mnie za kark. Był silniejszy, a ja lżejsza, więc z łatwością
uniósł mnie do góry. Piszczałam, kręciłam się i wymachiwałam nogami,
jednak on siłą wyciągnął mnie z jaskini wyrzucając na zbity pysk.
- Skoro tak bardzo się opierasz, zanim zabiorę cię do Alfy, ciesz się wolnością i idź poznać trochę wilków z watahy.
Odwróciłam pysk, wypluwając trawę z buzi.
- Nani?!- zapytałam jak głupia. Przewrócił oczami.
- Przestań napitalać do mnie po japońsku bo i tak nic nie zrozumiem. Poznaj kogoś. Martwię się o twoje życie towarzyskie.
- I tak nie masz w tym nic do rzeczy - zmarszczyłam brwi po czym
podeszłam i pocałowałam go w policzek. - Pójdę pozwiedzać tereny. Te
drzewa zdają się wywierać zbyt dużą ilość energii naturalnej, co mnie
niesamowicie ciekawi.
Brat rzucił mi niezrozumiałe spojrzenie, po czym uniósł łapy w geście poddania.
- A no tak, zapomniałem. Studia w Japonii - powiedział to takim kpiącym
tonem, że nie mogłam się powstrzymać aby rzucić mu jedno z swoich
morderczych spojrzeń.
Machnęłam ogonem i zapuściłam się w jedną z od-dróg. Pogoda była dzisiaj
piękna: Ptaki śpiewały, drzewa szumiały, słońce świeciło... Do tego ten
cudowny zapach! Zaciągnęłam się naturą. Aż szkoda było pomyśleć, że pół
dnia zasiedziałam w jaskini. Mimo wszystko, czegoś mi tu brakowało... A
no tak. Spadających płatków wiśni zerwanych przez wiatr, za którymi tak
bardzo tęskniłam. Powiew natury urwał jednego z zielonych listków
brzozy, który wirując zataczał kręgi, opadając. Chwyciłam go w locie. U
nas, w Japonii, nie było brzóz. Tak jasny kolor liści był
niedopuszczalny. Odrzuciłam go na bok i zapuściłam się głębiej w las.
Mój ogon wirował, oznaczając zadowolenie. Obserwowałam kwiaty, drzewa,
trawę... No cóż... Miałam 5+ z ogrodnictwa, więc nie było co się dziwić,
że nie potrafiłam nazwać odmiennych roślin.
Spacerkiem przeszłam z lasu w polanę. Zmrużyłam powieki odgradzając się
od mocnego źródła światła.Kiedy korony przestały zakrywać niebo, zdałam
sobie sprawę jak jest olśniewająco niebieskie.
Zaśmiałam się z głębi serca, po czym ruszyłam podskokami w stronę
wysokiej trawy. Walnęłam się na nią, jak na łóżko, zaczęłam machać
łapami w powietrzu, tarzać się, i wyładowywać na niej wszystkie czynniki
szczęścia. Urwałam sobie kawałek płaskiej kory z brzozy, po czym
zaczęłam skrobać pazurem, pisząc opis krajobrazu i położenie terenu. W
Japonii nauczyli mnie, rysować przeróżne kształty - każda kreska
oznaczała co innego. W ten sposób pradawne plemiona japońskie
porozumiewały się nawzajem. Dobry wojownik musi wiedzieć, jak
wykorzystać położenie terenu na swoją korzyść. Wymościłam się na
wzgórzu, przyglądając się otaczającym mnie widokom.
Przed moim pyskiem przeleciał motyl, parsknęłam gdy skrzydłem musnął mi nos.
Skupiałam się wyłącznie na pisaniu, co jakiś czas zerkałam na pola. Rozkoszowałam się światłem dziennym, pogodą i naturą..
Nagły szelest przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nastroszyłam sierść, po
czym zbeształam się w myślach za własną głupotę. To jest las! Tu
wszystko szeleści! Postanowiłam ignorować dźwięki buszu i zając się
sobą. Słońce powoli wędrowało ku horyzontowi, malując niebo na rudo.
I wtedy zdarzyło się coś niesamowitego - a raczej niesamowicie
przerażającego. Nagła siła uderzyła mnie w tył pleców zwalając z łap.
Wypuściłam tabliczkę z objęć. Ziemia gwałtownie zbliżyła się mi do
twarzy, a ja znowu posmakowałam trawy. Potoczyłam się z górki, po
trawie, czując czyiś ciężar na plecach.
- Co tam cukiereczku? - zaszczebiotał obcy głos. Ogarnęła mnie panika.
Czułam na sobie obcą istotę - po głosie i ciężarze poznałam, że to
basior w rówieśniczym wieku. Jednak studiowanie rozpoznawania cech
charakterystycznych zwierzyny na coś się przydały. Ale musiałam się
skupić - miałam jakiegoś pedofila na grzbiecie! Zaczęłam się skręcać i
szarpać, ale był o wiele cięższy ode mnie - albo ja za lekka.
- Proszę ze mnie zejść! - zapiszczałam. - Ostrzegam, że byłam szkolona
na najwyższym stopniu licealnym, gimnazjalnym i studiach, więc radzę ci
uważać, kogo bierzesz sobie jako obiekt gw...
- I co mi zrobisz? Pobijesz mnie dzienniczkiem? - zaśmiał się
bezczelnie. Wciąż nie wiedziałam jego twarzy, co trochę mnie
onieśmielało. Westchnęłam.
- Zejdziesz, ze mnie? Chciałabym dokończyć moją rozprawkę - poprosiłam,
próbując aby w głosie nie zabrzmiała panika. Jednak on ją chyba wyczuł,
- Przestraszyłem cię? - w jego tonie wyczułam samozadowolenie.
- Tak... I nie - próbowałam się przekręcić. - Bawi cię nękanie innych?
- Nie - wyczułam jak kręci głową. - Ale siedzenie na innych tak.
Prychnęłam. Ku mojej uldze, poczułam, aż ciężar robi się lżejszy, a ja
znowu mogę oddychać, bo klatka piersiowa nie naciska mi na płuca. Kiedy
tylko ze mnie zszedł, podniosłam się gwałtownie, aż prawie wywróciłam
się znowu. Wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz w całości.
Był to biały basior o rozwalonej grzywce i podniesionych uszach. Oczy
miał przenikliwie niebieskie, nos różowy. Był mniej więcej w moim wieku,
co mnie trochę zaniepokoiło. Kiedy wreszcie poznałam bliżej mojego
napastnika, stara umiejętność "nie prowadzenia normalnych rozmów z
chłopakami" wróciła. Zmieszałam się, opuściłam uszy, na mój pysk wpełzł
rumieniec.
- No to...ten tego...
<Ethan?>