Którą ścieżkę wybierasz?

sobota, 9 maja 2015

Od Cheshire CD Ethan'a

Hasałam niczym narąbany jednorożec po terenach całej watahy, napawając się atmosferą wolności, równości, braterstwa, ładu, porządku, dyscypliny i ogólnie takich takich. W sumie to nie działo się nic szczególnego, aczkolwiek dzisiejszy dzień zachwycał mnie właśnie tą prostotą. Nie zamierzałam dłużej wychwalać licznymi epitetami tej cudownej "pohasanki", moje myśli brzmiały aktualnie mniej-więcej w ten sposób: "WDECH-WYDECH-WDECH-WYDECH-oczy suche-mrugnąć". W natłoku tych skomplikowanych dysput z własnym umysłem w ostatniej chwili dostrzegłam leżącego jak kłoda, białego wilka tuż na mojej trasie. Wykonałam zgrabny sus nad przeszkodą, jak na prawdziwego jednorożca przystało, lecz koniuszek mojego długaśnego *aż za bardzo*, puchatego ogona musnął basiora w ucho, wywołując u niego gwałtowną reakcję w postaci przekręcenia się z boku na bok. Próbowałam kontynuować wykonywanie mojego ulubionego, jakże absorbującego zajęcia. Podskoki nadal szły mi całkiem nieźle, zatem nadeszła pora na głębokie przemyślenia: "WDECH-WY...WY..." Zaraz, co było po wdechu?! Chyba zgubiłam wątek po drugiej stronie wilka. Pisnęłam cicho i ponownie przeskoczyłam śpiącego, znów niefortunnie zahaczając ogonem o jego pysk. Na szczęście kontrowersyjna metoda odnajdywania myśli zadziałała, lecz w chwili gdy przypomniałam sobie, że po wdechu następuje wydech, wilk obudził się, zaklął, choć niezbyt wulgarnie i zaczął się trząść jakby miał pchły. Parsknęłam, przerażona nie na żarty straszliwą perspektywą swędzącego futerka i czmychnęłam w gęstą trawę, nim osobnik mnie dostrzegł, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zastrzygłam uszami, starając się wychwycić jakikolwiek dźwięk, jednak daremnie - żadnego sapania, chrapania, dyszenia, drapania i innych dzikich odgłosów, jakich można by się spodziewać po śpiącym. Chciałam wyjrzeć zza roślin, ale mój nikczemny plan zniweczyło...Agresywne powietrze! Zaraz, nie powietrze, wilk! Krzyknęłam szczerze zaskoczona, bo choć turlałam się ze wszystkich sił, to zbój mnie nie chciał puścić. W końcu jego siła wygrała z kreatywnymi próbami ratunku.
- Co tam cukiereczku? - spytał nieznajomy ze śmiechem, patrząc na mnie z góry. Czułam się dość niezręcznie, więc jeszcze raz przeturlałam się, aby zająć dominującą pozycję. Wilk wyglądał sympatycznie, więc postanowiłam przyłączyć się do żartów.
- Wszystko w porządku, gościu malinowy. Co u Ciebie? - zapytałam z uśmiechem na pysku, jednocześnie patrząc w neonowo-błękitne, niezwykłe oczy rozmówcy. Spojrzenie miał nawet inteligentne, nie powiem - konwersowałabym.
- A może porozmawialibyśmy w normalnej pozycji, która nie naruszałaby niczyjej sfery prywatności? - zasugerował, ponownie się turlając.Znów patrzył na mnie z góry, niech to.
Przeturlałam się.
- Niech pomyślę. - zawahałam się chwilę - Nie! - odparłam, uśmiechając się zaczepnie.
- Nalegam. - zaśmiał się, znowu turlanie. Toczyliśmy się tak jeszcze dosyć długo, aż do brutalnego zderzenia z kłodą. Każdą wypowiedź wilka kontrowałam bez dłuższego namysłu, krótkim wyrazem "nie".
- Znasz jakieś inne słowo poza "nie"? - zapytał, schodząc ze mnie. Po jego minie wywnioskowałam, że na chwilę zwątpił w mój intelekt.
- Prestidigitator. - odparłam dumnie, po czym wybuchnęłam śmiechem. - A tak w ogólne to Cheshire jestem, i nie, nie mów na mnie Chester. - oznajmiłam, puszczając oczko do towarzysza.

<Ethan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez Jill