Las. To takie… królewskie miejsce. Majestatyczne drzewa, górujące niczym
strażnicy po obu stronach wydeptanej ścieżki, którą szedłem. Mówi się,
że nocą wszystkie dźwięki zamierają, a nie jest to prawdą. A
przynajmniej na pewno nie w lesie. Po zmroku usłyszeć chyba można nawet
więcej odgłosów niż za dnia. Pohukiwanie sowy, inne wilki wyjące do
księżyca, czy nawet hałas wywoływany przez moje kroki. Piski nietoperzy,
cykanie owadów, śpiew… Śpiew? Zatrzymałem się, rozglądając dookoła.
Zastrzygłem uszami, próbując wyłapać, skąd pochodzi muzyka. Obróciłem
łeb w stronę źródła dźwięku. Zrobiłem kilka kroków, upewniając się co do
kierunku, po czym ruszyłem za śpiewem. Z każdym mijanym drzewem głos
stawał się wyraźniejszy i już po chwili mogłem stwierdzić, że należy on
do wadery. Zaintrygowany poszedłem dalej. Przypomniałem sobie o tym, że
moja sierść jest aż nadto widoczna, zwłaszcza w nocy, dlatego od tamtej
pory poruszałem się już tylko w cieniu, gdzie moc pozwalała mi się
kamuflować. Bądź co bądź nie obawiałem się wadery – po prostu to raczej
rzadkość spotykać SAMOTNĄ waderę w środku lasu, mniej więcej o północy,
stwierdziłem, patrząc na położenie księżyca. Pogrążony w myślach i w
pewnym stopniu zasłuchany w śpiew nadepnąłem na gałązkę. Patyk złamał
się z trzaskiem, na co głos nieznajomej ustał. Skoro go usłyszała,
musiała znajdować się blisko. Rozgarnąłem łapą najbliższe zarośla,
odsłaniając leśną polanę. Naprawdę nie pytałem co ona robiła tam w
środku nocy, sama, śpiewając. Biała wadera z czarnymi znaczeniami na
pysku, spojrzała prosto na mnie. Zrobiłem kilka kroków, lustrując z
zaciekawieniem ruchy nieznajomej. Najpierw poderwała się z ziemi, na
której chyba wcześniej leżała, po czym stanęła wyprostowana. Okrążyłem
ją dwa razy, po czym usiadłem naprzeciwko niej, również się prostując.
-Jestem Demeter – powiedziała neutralnym tonem, uśmiechając się lekko.
-Ides – przedstawiłem się krótko. Sam fakt, że postanowiłem do niej
podejść był niecodzienny, a co dopiero to, że zacząłem z nią
konwersację. No dobrze, jak na razie wypowiedziałem jedno słowo, ona
dwa, ale jakieś podstawy rozmowy są – Masz… melodyjny głos – dodałem
niepewnie.
Brawo Ides. MELODYJNY?! Naprawdę?!
-Znaczy… ładny – poprawiłem się zimnym tonem, żeby choć trochę ukryć
wstyd. Najchętniej zrobiłbym w tamtym momencie facepalm’a, jednak nie
chciałem kompromitować się jeszcze bardziej.
Demeter się zaśmiała. Spojrzałem na nią zaskoczony – albo próbowała
stworzyć mniej niezręczną atmosferę, albo szczerze ją to bawiło.
Obstawiałem to drugie.
-Mieszkasz na tych terenach? – spytałem, chcą zejść z tematu śpiewania i zamaskować jakoś moją poprzednią gafę.
< Demeter, wilkełko? :3 >
... xd
OdpowiedzUsuń