Którą ścieżkę wybierasz?

niedziela, 24 maja 2015

Od Arcadii

W pewnym momencie zwiedzania terenów, namierzyłam zagubioną młodą sarnę. Samica niespokojnie strzygła uszami, stojąc na środku małej kotlinki. Ja sama, siedziałam na pagórku i obserwowałam zwierzę. W słońcu połyskiwało złotą sierścią. Rozglądało się niespokojnie, odłączyła się od stada. Sarna "zaszczekała kilka razy" po czym kręcąc głową ruszyła do przodu. Śledziłam ją, choć byłam najedzona. Robiłam to dla zachcianki.
W końcu zwierzę dostrzegło mnie i ruszyło pędzem przez polanę. Z uśmiechem przyklejonym do pyska, gnałam za nią. Coraz szybciej przebierając łapami skęciłam w prawo i zbiegłam po zboczu. W końcu natrafiłam na ten sam to co sarna, a teraz jej kopyta prawie uderzały mnie w pysk. Przyspieszyłam jeszcze raz i zrównałam się z sarną. Tamta wydała wz siebie wystraszony pisk i skręciła. Zrobiłam to samo. Mignęłam jak strzała i teraz to ona biegła za mną. Przez chwilę była zdezorientowana, lecz prawie natychmiast zawróciła. 
Ze śmiechem zrobiłam to samo. Jak ja lubię wyścigi.
W oczach sarny dostrzegałam panikę. Nie miała się czego bać, przecież nie miałam złych zamiarów. 
Nagle jednak zwierzę zaczynało się męczyć. I tak już czułam dla niej podziw, że umiała wytrzymać taki długi dystans. 
Nagle mignął przed moim pyskiem jakiś zygzak i już po chwili sarnę przygniótł inny wilk. Przywaliłabym w niego z niesamowitą prędkością, gdyby nie to, że w porę wbiłąm łapy w ziemię. Zatrzymałam się strasznie blisko.
Basior siedział na sarnie, ale sam był oszołomiony moją osobą. Zwierzę leżało przywalone i wyglądało na martwe. Szkoda, bowiem zaczynałam już tę sarnę lubić.
Teraz zdałam sobie sprawę, jak długo biegłam bez zatrzymania. Mój oddech stał się nierówny a w łapach poczułam silny ból. 
- Uh! Emm... chyba podprowadziłem ci zwierzynę - zakłopotał się obcy.
Złapałam oddech i wysiliłam się na odpowiedź.
- Oh... Umm... To było... niespodziewane - przełknęłam ślinę - wyskoczyłeś tak nagle... eee... długo tam byłeś? - zapytałam, chociaż nawet nie wiedziałam gdzie przedtem wilk stał.
- Niezbyt... Ahhh... ta sarna... - wyciągnął pazury z ofiary i powoli wstał. 
Teraz dostrzegłam długie ślady na złotym boku sarny i przegryzione gardło.
- Cóż... to ty ją upolowałeś - oznajmiłam siląc się na uśmiech.
- No... chyba tak - on też się uśmiechnął. - mogę poznać twoje imię? Może kiedyś ci się zrekompensuję. 
- Arcadia, ale nie trzeba, naprawdę. Nawet nie miałam zamiaru tej sarny...umm... -zawachałam się. - skrzywdzić. 
- Ee... doprawdy? - uniósł "brew".
- Cóż... - omiotłam wzrokiem pocharataną kopytami ziemię. - wydaje się, że bawiłam się z sarną w wyścigi.
Otworzył pysk i zaraz go zamknął. Zrobił niezrozumiały gest łapą.
- No ten... zjesz ze mną? Bo chyba...
Zaśmiałam się.
- Zrobiło się dosyć niezręcznie nieprawdaż? No cóż, nie chcę ci przeszkadzać w "uczcie", jedz sam, to twoja zdobycz.
Owinęłam się ogonem i zmierzyłam wzrokiem wilka. Ze zdziwieniem stwierdziłam, iż miał podobne umaszczenie do mojego. Może inne ułożenie plam, ale ich barwa była identyczna jak moja. Może byliśy spokrewnieni? Możliwe. Uśmiechnęłam się pod nosem.

< Daniel James Christopher? Wybacz, że takie krótkie ;___; >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez Jill