Jakiś taki strasznie zamyślony wydawał się ten nowy wilk, dziwne.
Obojętny, tajemniczy i milczący, ciekawe... Jednak z doświadczenia wiem,
że to, że ktoś milczy nie oznacza wcale, że nie ma nic do powiedzenia.
Nie mogłam pozwolić mu odejść bez poznania jego zapewne fascynującej
historii, co to, to nie. Kiedy dostrzegłam, że Ides ma już zamiar
odejść, w ostatniej chwili zagrodziłam mu drogę.
- O co chodzi? - spytał zupełnie bez emocji. Jego opanowanie było godne podziwu.
- Nie znam Cię, ani nie wiem dokąd zmierzasz, ale zanim odejdziesz, może
oprowadzę Cię po okolicy? - zaproponowałam, uśmiechając się niezwykle
przekonująco, jednocześnie wpatrując z nadzieją w oczy wilka.
Potrzebowałam inspiracji do tworzenia nowych iluzji, a cóż może mnie
lepiej natchnąć artystycznie, niż opowieść podróżnika zza nieznanych
gór? Postanowiłam, że przedstawię mu swój świat, z nadzieją, że on
opowie mi choć trochę o swoim. Nadal nie potrafiłam odgadnąć emocji
basiora, był zupełnie jak skała.
- Zgoda. - odpowiedział po dłuższym namyśle. W innych okolicznościach
rzuciłabym się pędem do biegu, niczym dziki mustang, lecz nie znałam
natury przybysza, a na pierwszy rzut oka nie wyglądał na fana dzikich
skoków (choć kto go tam wie?). Postanowiłam nie ryzykować, dlatego
ruszyliśmy dostojnym, spacerowym krokiem naprzód. Siłą rzeczy, pierwszym
punktem wycieczki okazał się być las. Mimo wczesnej, wiosennej pory,
przyroda była nader aktywna. Czas umilały nam przyjemny szum liści,
wesoły świergot ptaków, od czasu do czasu porykiwanie jelenia czy
chrumkanie dzika. Byłam zachwycona naturalnym pięknem przyrody, mogłabym
tu spędzić wieczność. Nie umiałam powiedzieć, jak ma się mój towarzysz -
choć rozglądał się w te i wewte, jego wyraz pyska pozostawał
nienaruszony. Nie miałam pojęcia, czy zachwyca się krajobrazem, czy
planuje ucieczkę byle dalej ode mnie.
- Jak Ci się tu podoba? - postanowiłam rozpocząć niezobowiązującą konwersację, dołączając firmowy, delikatny uśmiech.
- Całkiem tu ładnie. - odpowiedział oschle. Zero emocji, zero!
Popatrzyłam w niebo, po czym pokręciłam głową z rozczarowaniem.
"Widzisz, a nie grzmisz." - pomyślałam, po czym... Całkiem niechcący
rąbnęłam w drzewo. Na szczęście z powodu niewielkiej prędkości nie stało
się nic poważnego, szybko podniosłam się, potrząsnęłam gwałtownie łbem i
wszystko było okej.
- Em... Nic ci nie jest? - spytał mój towarzysz. Wow, czy to prawda, czy
aby za mocno uderzyłam w pień? Czyżby Ides odezwał się pełnym zdaniem z
własnej, nieprzymuszonej woli? Byłam pełna podziwu.
- Nie, jest dobrze. - zaśmiałam się sama z siebie. - Legenda mówi, że
zderzenie z drzewem przynosi szczęście. - oznajmiłam tajemniczym tonem.
- Doprawdy? - jego głos nadal pozostawał obojętny, ale albo mi się zdawało, albo wyczułam nutkę zainteresowania.
- Niee, wymyśliłam to na poczekaniu. - jednym zdaniem zniszczyłam
niezwykłą aurę, jaka powstała wokół rośliny. - Po prostu dość często na
coś wpadam podczas hasania i uznałam, że będzie zabawnie wierzyć w coś
takiego. - zaczęłam się gęsto tłumaczyć - Kiedyś uderzyłam się tak
mocno, że nie wiedziałam, czy jestem jabłkiem czy bananem, ale po chwili
mi przeszło. - ponownie wybuchłam śmiechem uświadamiając sobie, że
coraz bardziej się kompromituję. Ale oj tam, to tylko cała ja.
- Zatem lubisz szybko biegać i skakać, czy jak ty to tam nazywasz, hm? -
Na Kryształową Władczynię, czy to już można było nazwać rozmową? Byłam w
szoku, jednak w gruncie rzeczy cieszyłam się, że nieznajomy nie jest aż
taki oschły. Nie chciałabym gadać z kolejną skałą, z resztą i tak robię
to co rano z braku towarzystwa. Zastanowiłam się nad pytaniem wilka,
odpowiedź była bardzo prosta i sama nasuwała mi się na język.
- Owszem, wtedy czuję się wolna. - odrzekłam, na zapatrując się w
przestrzeń i zatapiając w głębokich przemyśleniach. Po krótkiej chwili
ruszyłam niezbyt szybkim krokiem przed siebie, Ides dołączył do mnie.
Nie lubię zastojów, poza tym miałam jeszcze inne plany na dzisiaj, jak
na przykład... Tresura mrówek.
- Wiesz już coś o mnie, może o sobie też trochę opowiesz? -
zaproponowałam, wesoło merdając ogonem. Pysk basiora na chwilę ponownie
skamieniał. - Dobra dobra, jak nie chcesz, to nie musisz nic mówić. -
dodałam naprędce, nie chcąc siłą wnikać w niczyją prywatność. - Następny
przystanek: Wschodnia granica. - wróciłam do neutralnej rozmowy. Nie
chciałam być wścibska, ale ilustrowanie drzew, jeleni i pozorne zmiany
koloru futra dawno przestały mnie bawić, potrzebowałam nowych
inspiracji. Podobno cierpliwość jest cnotą, toteż postanowiłam nie
drążyć tematu.
<Ides?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz