- Więc... Jak się nazywasz? - alfa uniosła brew. Widać było, że jest
potomkiem Ametyst. Miała podobny pysk, z charakteru też była podobna.
Westchnąłem.
- Bigby Wolf.
- Umm... To nazwisko? - uniosła brwi jeszcze wyżej. Westchnąłem po raz
kolejny. Wilczyca szybko się zreflektowała i zadała kolejne pytanie. -
Twierdzisz, że należałeś do Three Ways of Life już wcześniej... przed
,,reaktywacją'?
- Owszem.
- Ciekawe. No ale dobrze, nie zagłębiajmy się w ten temat.
Okrążyła mnie kilka razy, przypatrując się mi dokładniej. Obecnie byłem
trochę wyższy od niej, można by rzec, że sięgała mi do szyi. Usiadłem na
zadzie czekając cierpliwie aż skończy. Po obejrzeniu mnie podeszła do
drugiej alfy siedzącej nieopodal. Obca przyglądała się nam cały czas i
uważnie słuchała. Miała czarne umaszczenie, poprzetykane błękitem i
piórami. Z oczu patrzyło jej dobrze, była chyba moją osobą zaciekawiona.
Skinąłem do niej głową na co odpowiedziała delikatnym uśmiechem.
Zwróciłem głowę przed siebie, patrząc w las, gdyż wiedziałem, że obydwie
wadery patrzą na mnie i rozmawiają na temat ,,wziąć go czy nie?".
W końcu obydwie podeszły, potomkini Ametyst odrobinę bliżej od drugiej alfy, która trzymała się nadal z tyłu.
- Hmm... Nadajesz się na wojownika, atakującego, obrońcę albo... mordercę.
Dla pewności okrążyła mnie jeszcze jeden raz.
- Mógłbym zostać wojownikiem - stwierdziłem beznamiętnie.
- Dobrze. Zapamiętam. Pozostaje jeszcze pytanie, a mianowicie - do którego klanu chcesz należeć?
Odwróciłem głowę w jej stronę.
- Mamy tu trzy klany: Saltantem cum vita - gdzie alfą jestem ja. Właśnie, nie przedstawiłam się. Me imię brzmi Demeter.
- Miło mi - skinąłem głową.
Demeter posłała mi uśmiech po czym kontynuowała:
- Drugi klan to klan Szklanych Wodospadów, którego alfą jest Nightmere.
Wskazała łapą na drugą alfę, właśnie tę, która siedziała bardziej z
tyłu. Mamy też trzeci klan. Cóż... są to Wolne Wilki.
- Wolne Wilki? - zainteresowałem się.
- Właśnie tak - westchnęła Nightmere tym samym włączając się do rozmowy.
- Te wilki przybyły tu znacznie później, nie chciały dołączyć do
naszych klanów. Cóż, zrobiłyśmy im ich własny klan - zachichotała.
Skinąłem głową na znak, że rozumiem.
- Chyba dołączę do Wolnych Wilków.
- Ale... twoje stanowisko! - oburzyła się Demeter.
- Gdy zajdzie potrzebna oczywiście, że będę walczył. Za całą watahę!
Jednak mam za sobą dużo i... hmm... - zdziwiłem się sam na dźwięk moich
słów. - potrzebuję chyba odpoczynku. Nie wiem czy jest szansa, ale może
kiedyś zmieniłbym klan.
Demeter wzruszyła obojętnie ,,ramionami".
- Hmm... sam zbadasz tereny? - zapytała Nightmere.
- Poradzę sobie, nie musi się o mnie alfa martwić - uśmiechnąłem się.
Wadera o ciemnym umaszczeniu odwzajemniła uśmiech.
Na raziewszystko szło dobrze.
Wstałem, skinąłem alfom na pożegnanie i odwróciłem się. Nasze małe
spotkanie trwało na polanie. Otaczał ją las, gdzieniegdzie rosły brzozy.
Przez chwilę miałem ochote się odwrócić, ale to by tylko zdziałało
tyle, iż alfy myślałyby, że nie jestem niezdecydowany a do tego
potrzebuję pomocy w obczajaniu terenów watahy. Parsknąłem cicho i
zagłębiłem się w gąszcz.
Przez chwilę moje oczy nic nie widziały, zbyt długo siedziałem na
odkrytej przestrzeni, gdzie światło słoneczne waliło po oczach. W końcu
źrenice przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia i teraz widziałem
już zieloną ściółkę, liczne patyki i kłody leżące na ziemi oraz cienki
strumyczek wijący się niczym wąż między długimi źdźbłami trawy. Do mych
uszu dobiegło śpiewanie leśnych ptaków. rozpoznałem między innymi
kukułkę, sójkę oraz skowronka. Do koncertu dołączył także dzięcioł.
Zaciągnąłem się świeżym, leśnym powietrzem. Jak ja kocham las. Mógłbym
się rozciągnąć na ściółce i leżeć tak do zimy. Miesiąc przed wyruszeniem
z terenów dawnego Three Ways of Life urządziłem sobie miesięczną
wycieczkę do miasta. Hmm... tak. Zmieniłem się w człowieka, bo wydawało
mi się, że powinienem znów powrócić do życia między ludźmi.
Oczywiście wtedy powtórzyło się motto " Im bardziej poznaję ludzi, tym
bardziej kocham zwierzęta". Pamiętam, że gdy wróciłem z hałaśliwego
miasta, w lesie poczułem się jak w raju. Jak w ojczystym domu.
Obudziłem się, powracając do rzeczywistości.
Słyszałem rozmowy. Wyłoniłem się na chwilę z gąszczu na kolejną polanę.
Ta była większa, wyglądała jakby tu właśnie działy się rozprawy i
ogłoszenia prowadzone przez alfy. zebrała się tu grupa wilków,
dyskutująca o czymś zajadle. Wolałem nie wnikać, więc znów powróciłęm w
gąszcz.
Z spokojnego chodu przeszedłem w trucht. Zapach lasu uderzył mi do
głowy. Był zdrowy, żwieży, orzeźwiający!!! Tylko tego mi trzeba!
Przeskoczyłem sporą kłodę, tym samym przechodząc do biegu. Wykręcałem na
ostrych zakrętach, wspinałem się po nielicznych głazach lub
przeskakiwałem strumienie.
W końcu zatrzymałem się na ogormnej polanie. Południowa granica jak
mniemam. Odetchnąłem głęboko i rozejrzałem się czy ktoś mnie obserwuje.
Nikogo nie widziałem. Wciągnąłem powietrze do nozdrzy i począłem węszyć.
No tak, czuć było wilkami, w końcu to wataha. Zamknąłem oczy i dałem
się ponieść. Tak... teraz wszystko widziałem. Zapachy. Widziałem
zapachy. Cóż... godzinę wcześniej przebiegło tędy stado jeleni, po czym
przekroczyło południową granicę. Szkoda żarcia. Przeszły tędy dwa
wilki... wadery... może to te alfy? Hmm... a teraz tędy szłem ja. A
tam?! Ktoś tam jest...
Otworzyłemoczy. Faktycznie... Zmrużyłem oczy. Dalej w lesie majaczyła
sylwetka jakiegoś wilka. Z tej odległości nie byłem w stanie powiedzieć
czy to basior czy wadera, w każdym razie szedł w inną stronę. Może będę
miał spokój.
Udeptałem sobie miejsce na soczyście zielonej trawie w cieniu sporego
krzaka. Ułożyłem łeb na wyciągniętych przed siebie przednich łapach.
Ziewnąłem cicho i zapadłem w drzemkę.
< Kto odpisze? ;_; któraś z alf? jakieś inne wilki? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz