Którą ścieżkę wybierasz?

piątek, 15 maja 2015

Od Bigby'ego

- Więc... Jak się nazywasz? - alfa uniosła brew. Widać było, że jest potomkiem Ametyst. Miała podobny pysk, z charakteru też była podobna.
Westchnąłem.
- Bigby Wolf.
- Umm... To nazwisko? - uniosła brwi jeszcze wyżej. Westchnąłem po raz kolejny. Wilczyca szybko się zreflektowała i zadała kolejne pytanie. - Twierdzisz, że należałeś do Three Ways of Life już wcześniej... przed ,,reaktywacją'?
- Owszem.
- Ciekawe. No ale dobrze, nie zagłębiajmy się w ten temat.
Okrążyła mnie kilka razy, przypatrując się mi dokładniej. Obecnie byłem trochę wyższy od niej, można by rzec, że sięgała mi do szyi. Usiadłem na zadzie czekając cierpliwie aż skończy. Po obejrzeniu mnie podeszła do drugiej alfy siedzącej nieopodal. Obca przyglądała się nam cały czas i uważnie słuchała. Miała czarne umaszczenie, poprzetykane błękitem i piórami. Z oczu patrzyło jej dobrze, była chyba moją osobą zaciekawiona. Skinąłem do niej głową na co odpowiedziała delikatnym uśmiechem. Zwróciłem głowę przed siebie, patrząc w las, gdyż wiedziałem, że obydwie wadery patrzą na mnie i rozmawiają na temat ,,wziąć go czy nie?".
W końcu obydwie podeszły, potomkini Ametyst odrobinę bliżej od drugiej alfy, która trzymała się nadal z tyłu.
- Hmm... Nadajesz się na wojownika, atakującego, obrońcę albo... mordercę.
Dla pewności okrążyła mnie jeszcze jeden raz.
- Mógłbym zostać wojownikiem - stwierdziłem beznamiętnie.
- Dobrze. Zapamiętam. Pozostaje jeszcze pytanie, a mianowicie - do którego klanu chcesz należeć?
Odwróciłem głowę w jej stronę.
- Mamy tu trzy klany: Saltantem cum vita - gdzie alfą jestem ja. Właśnie, nie przedstawiłam się. Me imię brzmi Demeter.
- Miło mi - skinąłem głową.
Demeter posłała mi uśmiech po czym kontynuowała:
- Drugi klan to klan Szklanych Wodospadów, którego alfą jest Nightmere. Wskazała łapą na drugą alfę, właśnie tę, która siedziała bardziej z tyłu. Mamy też trzeci klan. Cóż... są to Wolne Wilki.
- Wolne Wilki? - zainteresowałem się.
- Właśnie tak - westchnęła Nightmere tym samym włączając się do rozmowy. - Te wilki przybyły tu znacznie później, nie chciały dołączyć do naszych klanów. Cóż, zrobiłyśmy im ich własny klan - zachichotała.
Skinąłem głową na znak, że rozumiem.
- Chyba dołączę do Wolnych Wilków.
- Ale... twoje stanowisko! - oburzyła się Demeter.
- Gdy zajdzie potrzebna oczywiście, że będę walczył. Za całą watahę! Jednak mam za sobą dużo i... hmm... - zdziwiłem się sam na dźwięk moich słów. - potrzebuję chyba odpoczynku. Nie wiem czy jest szansa, ale może kiedyś zmieniłbym klan.
Demeter wzruszyła obojętnie ,,ramionami".
- Hmm... sam zbadasz tereny? - zapytała Nightmere.
- Poradzę sobie, nie musi się o mnie alfa martwić - uśmiechnąłem się.
Wadera o ciemnym umaszczeniu odwzajemniła uśmiech.
  Na raziewszystko szło dobrze.
Wstałem, skinąłem alfom na pożegnanie i odwróciłem się. Nasze małe spotkanie trwało na polanie. Otaczał ją las, gdzieniegdzie rosły brzozy. Przez chwilę miałem ochote się odwrócić, ale to by tylko zdziałało tyle, iż alfy myślałyby, że nie jestem niezdecydowany a do tego potrzebuję pomocy w obczajaniu terenów watahy. Parsknąłem cicho i zagłębiłem się w gąszcz.
Przez chwilę moje oczy nic nie widziały, zbyt długo siedziałem na odkrytej przestrzeni, gdzie światło słoneczne waliło po oczach. W końcu źrenice przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia i teraz widziałem już zieloną ściółkę, liczne patyki i kłody leżące na ziemi oraz cienki strumyczek wijący się niczym wąż między długimi źdźbłami trawy. Do mych uszu dobiegło śpiewanie leśnych ptaków. rozpoznałem między innymi kukułkę, sójkę oraz skowronka. Do koncertu dołączył także dzięcioł. Zaciągnąłem się świeżym, leśnym powietrzem. Jak ja kocham las. Mógłbym się rozciągnąć na ściółce i leżeć tak do zimy. Miesiąc przed wyruszeniem z terenów dawnego Three Ways of Life urządziłem sobie miesięczną wycieczkę do miasta. Hmm... tak. Zmieniłem się w człowieka, bo wydawało mi się, że powinienem znów powrócić do życia między ludźmi.
Oczywiście wtedy powtórzyło się motto " Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta". Pamiętam, że gdy wróciłem z hałaśliwego miasta, w lesie poczułem się jak w raju. Jak w ojczystym domu.
Obudziłem się, powracając do rzeczywistości.
Słyszałem rozmowy. Wyłoniłem się na chwilę z gąszczu na kolejną polanę. Ta była większa, wyglądała jakby tu właśnie działy się rozprawy i ogłoszenia prowadzone przez alfy. zebrała się tu grupa wilków, dyskutująca o czymś zajadle. Wolałem nie wnikać, więc znów powróciłęm w gąszcz.
Z spokojnego chodu przeszedłem w trucht. Zapach lasu uderzył mi do głowy. Był zdrowy, żwieży, orzeźwiający!!! Tylko tego mi trzeba!
Przeskoczyłem sporą kłodę, tym samym przechodząc do biegu. Wykręcałem na ostrych zakrętach, wspinałem się po nielicznych głazach lub przeskakiwałem strumienie.
W końcu zatrzymałem się na ogormnej polanie. Południowa granica jak mniemam. Odetchnąłem głęboko i rozejrzałem się czy ktoś mnie obserwuje. Nikogo nie widziałem. Wciągnąłem powietrze do nozdrzy i począłem węszyć. No tak, czuć było wilkami, w końcu to wataha. Zamknąłem oczy i dałem się ponieść. Tak... teraz wszystko widziałem. Zapachy. Widziałem zapachy. Cóż... godzinę wcześniej przebiegło tędy stado jeleni, po czym przekroczyło południową granicę. Szkoda żarcia. Przeszły tędy dwa wilki... wadery... może to te alfy? Hmm... a teraz tędy szłem ja. A tam?! Ktoś tam jest...
  Otworzyłemoczy. Faktycznie... Zmrużyłem oczy. Dalej w lesie majaczyła sylwetka jakiegoś wilka. Z tej odległości nie byłem w stanie powiedzieć czy to basior czy wadera, w każdym razie szedł w inną stronę. Może będę miał spokój.
Udeptałem sobie miejsce na soczyście zielonej trawie w cieniu sporego krzaka. Ułożyłem łeb na wyciągniętych przed siebie przednich łapach. Ziewnąłem cicho i zapadłem w drzemkę.

< Kto odpisze? ;_; któraś z alf? jakieś inne wilki? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez Jill