Szedłem po kamienistym zboczu, uważnie stawiając każdy krok. Naprawdę
nie miałem ochoty skończyć jako pokarm dla sępów, roztrzaskany na
skałach w dole. Rzuciłem spojrzenie na przepaść, szybko odwracając wzrok
z powrotem. Że też musiałem wybrać akurat tą drogę! Kolejny raz
przekląłem swoją upartość, po czym stanąłem wreszcie na pewniejszy
gruncie. Ruszyłem dalej wąską ścieżką, biegnącą tuż przy skalnej
ścianie. Co chwila spod moich łap osuwały się drobne kamienie,
sprawiając, że moje serce zatrzymywało się na kilka sekund. Góry.
Dlaczego akurat na mojej drodze do szczęścia muszą stać góry?! Nie no,
żartuję. Droga do szczęścia to może nie była, ale nazwijmy ją „drogą do
innego życia”. I tej wersji się trzymajmy. W niektórych momentach
musiałem iść przyciśnięty do chłodnej powierzchni, żeby nie zakończyć
swojego żywota na dnie rwącej rzeki i ostrych skałach, które sprawiały
mało pozytywne wrażenie. Odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu przełęcz
zaczęła się obniżać, a ja znalazłem sią na rozległej łące. Przez jej
środek biegła wydeptana dróżka, którą od razu podążyłem. Stopniowo
przechodziłem do lekkiego truchtu, a już po chwili biegłem najszybciej
jak mogłem. Wysoka trawa smagała moje boki, ale nie zwracałem na to
większej uwagi. Przymknąłem oczy, rozkoszując się silnym powiewem
targającym moją sierść. To właśnie moja definicja wolności – robienie
tego, co się kocha, gdzie się chce i kiedy się chce. Nagle gwałtownie
wyhamowałem. Zatrzymałem się tuż przed zdziwionym pyskiem rudej wadery,
do złudzenia przypominającej lisicę. Wydawała się równie zaskoczona co
ja. Zamrugałem kilka razy, po czym zdezorientowałem się jeszcze
bardziej. Wilczyca stojąca przede mną miała bardziej kasztanowe futro
oraz zdecydowanie pewniejszą postawę. Szybko z powrotem przywołałem na
pysk obojętny wyraz, zmącony wcześniej na ułamek sekundy przez
zdziwienie.
-Kim jesteś? – spytałem sucho. Obchodziło mnie to tylko tyle, że chciałem się dowiedzieć, gdzie właściwie jestem.
-Cheshire – odparła samica wesołym tonem – A ty? – zmierzyłem ją
spojrzeniem od góry do dołu, po czym zdecydowałem się odpowiedzieć. W
sumie, co mi szkodzi?
-Ides – rzuciłem krótko, odsuwając się kilka kroków – Co to za tereny?
Nie chciałem się wdawać w rozmowę, dlatego starałem się, żeby mój głos
brzmiał jak najbardziej obojętnie. Informacje o położeniu. I tyle.
-Jesteśmy przy Północnej Granicy – wadera przeniosła wzrok na coś za
moimi plecami – A tam są Odległe Góry – jakby na krótką chwilę
odleciała, zatopiła się w myślach. Może wyobrażała sobie, jak tam jest?
Za tymi Odległymi Górami, zza których, swoją drogą, właśnie przychodzę?
Odwróciłem się. Rzeczywiście, z oddali ośnieżone szczyty prezentowały
się godnie i majestatycznie, jakby były dużo starsze, niż nam się
wydaje.
-Wcale nie jest tam tak cudownie, jak myślisz – powiedziałem, sam nie wiem dlaczego.
-Skąd możesz to wiedzieć? – zwróciła na mnie swoje niebieskie oczy – Nie byłeś tam.
Popatrzyłem na nią ironicznie.
-Nie? W takim razie powiem ci tylko, że ty raczej się do nich nie zbliżaj.
Ruszyłem w kierunku lasu rozciągającego się naprzeciwko. Zmierzałem
prosto do cienia, jaki dawały drzewa. Wtedy przynajmniej mógłbym wtopić
się w tło, a ta Che… coś tam nie zobaczyłaby mnie więcej na oczy.
-O co chodzi? – spytałem sucho, kiedy niespodziewanie zagrodziła mi drogę. Zastrzygłem uszami.
< Cheshire? c; >
...
OdpowiedzUsuńOj naprawdę?
Tak c; *udaje, że wcale nie jest lamą i wie o co chodzi*
UsuńCholera, Ethan jaki masz problem?
OdpowiedzUsuń~Demeter
Chodzi mi o to, że kozaczy że przeszedł przez te góry xD
UsuńNo sorry bardzo.
Aha xD Rzeczywiście tak to trochę brzmi, ale cóż ;p
OdpowiedzUsuńNo widzisz xD
UsuńKurczę, ale masz problemy XDD
UsuńNie mam xD
OdpowiedzUsuńJa po prostu lubię wypatrywać niedopatrzenia xD
Ale to nie jest niedopatrzenie xD
UsuńJakby ci to wytłumaczyć... dobra w ciul z tym xD nie che mi się xD
UsuńJest dobrze i tej wersji się trzymajmy... xd
UsuńOk xDD
Usuń