Którą ścieżkę wybierasz?

wtorek, 12 maja 2015

Od Yatoshi CD Ethana (Pierwsze opowiadanie)

Minęły 3 dni, odkąd udało mi się znaleźć brata. Wciąż nie mogłam wybić sobie tego dnia z głowy. Ciągle widziałem jego twarz, rozciągniętą w uśmiechu na widok siostry, ale przedtem... była tylko wrogość. Spojrzał na mnie, tym swoim obcym wzrokiem. Nie poznał mnie, gorzej - warknął na mnie!
Czułam jak serce łomocze mi w piersi. Odwróciłam wzrok aby rzucić go na pustą i ciemną ścianę jaskini.
Daniel, nie mógł mnie od razu zabrać do Alfy, dlatego zarządził, że muszę zostać tu na dłużej. Na potrzeby tego zarządzenia, oddał mi w połowie swoją jaskinię. Położyłam łeb na łapach starając się nie wsłuchiwać w radosne śmiechy innych wilków. One wszystkie znały się nawzajem, znały to miejsce, potrafiły żyć pełnią siebie - nie to co ja... Wiecznie zagubiona w własnym ciele. Ciepłe promienie słońca przebijały się przez otwór prowadzący do jaskini, oświetlając moją lokalizację. Jednak w tym momencie przysłonił je częściowo cień.
- Yatoshi? Co tak siedzisz sama? Chodź dołącz do nas! - usłyszałam radosny głos mojego brata. Poczułam uniesienie, słysząc go. Bardzo chciałam wyjść na zewnątrz, pobawić się z nimi, jednak zbyt bardzo się wstydziłam... Odwróciłam tylko głowę jak oparzona.
- Ugh...Gomene, Dan... - spuściłam głowę, przyzwyczajając język do używania zdrobnień. - Nie wiem, czy powinnam.
"Powinnaś!"
- No chodź, nie bądź taka.. - westchnął z uśmiechem. - Poznam cię z wszystkimi!
"Nie zaakceptują cię"
- No nie wiem... - spuściłam wzrok, ale nie dawałam się prosić. Wstałam powoli i wynurzyłam z jaskini.
-Przestań być taka nieśmiała!
- Nie jestem nieśmiała! - odburknęłam. - Jestem tylko...niepewna.
Daniel prychnął. Zanim zdołałam całkowicie wynurzyć się z jaskini, brat chwycił mnie za kark. Był silniejszy, a ja lżejsza, więc z łatwością uniósł mnie do góry. Piszczałam, kręciłam się i wymachiwałam nogami, jednak on siłą wyciągnął mnie z jaskini wyrzucając na zbity pysk.
- Skoro tak bardzo się opierasz, zanim zabiorę cię do Alfy, ciesz się wolnością i idź poznać trochę wilków z watahy.
Odwróciłam pysk, wypluwając trawę z buzi.
- Nani?!- zapytałam jak głupia. Przewrócił oczami.
- Przestań napitalać do mnie po japońsku bo i tak nic nie zrozumiem. Poznaj kogoś. Martwię się o twoje życie towarzyskie.
- I tak nie masz w tym nic do rzeczy - zmarszczyłam brwi po czym podeszłam i pocałowałam go w policzek. - Pójdę pozwiedzać tereny. Te drzewa zdają się wywierać zbyt dużą ilość energii naturalnej, co mnie niesamowicie ciekawi.
Brat rzucił mi niezrozumiałe spojrzenie, po czym uniósł łapy w geście poddania.
- A no tak, zapomniałem. Studia w Japonii - powiedział to takim kpiącym tonem, że nie mogłam się powstrzymać aby rzucić mu jedno z swoich morderczych spojrzeń.
Machnęłam ogonem i zapuściłam się w jedną z od-dróg. Pogoda była dzisiaj piękna: Ptaki śpiewały, drzewa szumiały, słońce świeciło... Do tego ten cudowny zapach! Zaciągnęłam się naturą. Aż szkoda było pomyśleć, że pół dnia zasiedziałam w jaskini. Mimo wszystko, czegoś mi tu brakowało... A no tak. Spadających płatków wiśni zerwanych przez wiatr, za którymi tak bardzo tęskniłam. Powiew natury urwał jednego z zielonych listków brzozy, który wirując zataczał kręgi, opadając. Chwyciłam go w locie. U nas, w Japonii, nie było brzóz. Tak jasny kolor liści był niedopuszczalny. Odrzuciłam go na bok i zapuściłam się głębiej w las.
Mój ogon wirował, oznaczając zadowolenie. Obserwowałam kwiaty, drzewa, trawę... No cóż... Miałam 5+ z ogrodnictwa, więc nie było co się dziwić, że nie potrafiłam nazwać odmiennych roślin.
Spacerkiem przeszłam z lasu w polanę. Zmrużyłam powieki odgradzając się od mocnego źródła światła.Kiedy korony przestały zakrywać niebo, zdałam sobie sprawę jak jest olśniewająco niebieskie.
Zaśmiałam się z głębi serca, po czym ruszyłam podskokami w stronę wysokiej trawy. Walnęłam się na nią, jak na łóżko, zaczęłam machać łapami w powietrzu, tarzać się, i wyładowywać na niej wszystkie czynniki szczęścia. Urwałam sobie kawałek płaskiej kory z brzozy, po czym zaczęłam skrobać pazurem, pisząc opis krajobrazu i położenie terenu. W Japonii nauczyli mnie, rysować przeróżne kształty - każda kreska oznaczała co innego. W ten sposób pradawne plemiona japońskie porozumiewały się nawzajem. Dobry wojownik musi wiedzieć, jak wykorzystać położenie terenu na swoją korzyść. Wymościłam się na wzgórzu, przyglądając się otaczającym mnie widokom.
Przed moim pyskiem przeleciał motyl, parsknęłam gdy skrzydłem musnął mi nos.
Skupiałam się wyłącznie na pisaniu, co jakiś czas zerkałam na pola. Rozkoszowałam się światłem dziennym, pogodą i naturą..
Nagły szelest przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nastroszyłam sierść, po czym zbeształam się w myślach za własną głupotę. To jest las! Tu wszystko szeleści! Postanowiłam ignorować dźwięki buszu i zając się sobą. Słońce powoli wędrowało ku horyzontowi, malując niebo na rudo.
I wtedy zdarzyło się coś niesamowitego - a raczej niesamowicie przerażającego. Nagła siła uderzyła mnie w tył pleców zwalając z łap. Wypuściłam tabliczkę z objęć. Ziemia gwałtownie zbliżyła się mi do twarzy, a ja znowu posmakowałam trawy. Potoczyłam się z górki, po trawie, czując czyiś ciężar na plecach.
- Co tam cukiereczku? - zaszczebiotał obcy głos. Ogarnęła mnie panika. Czułam na sobie obcą istotę - po głosie i ciężarze poznałam, że to basior w rówieśniczym wieku. Jednak studiowanie rozpoznawania cech charakterystycznych zwierzyny na coś się przydały. Ale musiałam się skupić - miałam jakiegoś pedofila na grzbiecie! Zaczęłam się skręcać i szarpać, ale był o wiele cięższy ode mnie - albo ja za lekka.
- Proszę ze mnie zejść! - zapiszczałam. - Ostrzegam, że byłam szkolona na najwyższym stopniu licealnym, gimnazjalnym i studiach, więc radzę ci uważać, kogo bierzesz sobie jako obiekt gw...
- I co mi zrobisz? Pobijesz mnie dzienniczkiem? - zaśmiał się bezczelnie. Wciąż nie wiedziałam jego twarzy, co trochę mnie onieśmielało. Westchnęłam.
- Zejdziesz, ze mnie? Chciałabym dokończyć moją rozprawkę - poprosiłam, próbując aby w głosie nie zabrzmiała panika. Jednak on ją chyba wyczuł,
- Przestraszyłem cię? - w jego tonie wyczułam samozadowolenie.
- Tak... I nie - próbowałam się przekręcić. - Bawi cię nękanie innych?
- Nie - wyczułam jak kręci głową. - Ale siedzenie na innych tak.
Prychnęłam. Ku mojej uldze, poczułam, aż ciężar robi się lżejszy, a ja znowu mogę oddychać, bo klatka piersiowa nie naciska mi na płuca. Kiedy tylko ze mnie zszedł, podniosłam się gwałtownie, aż prawie wywróciłam się znowu. Wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz w całości.
Był to biały basior o rozwalonej grzywce i podniesionych uszach. Oczy miał przenikliwie niebieskie, nos różowy. Był mniej więcej w moim wieku, co mnie trochę zaniepokoiło. Kiedy wreszcie poznałam bliżej mojego napastnika, stara umiejętność "nie prowadzenia normalnych rozmów z chłopakami" wróciła. Zmieszałam się, opuściłam uszy, na mój pysk wpełzł rumieniec.
- No to...ten tego...
<Ethan?>

1 komentarz:

  1. Umieram xDDDD
    ETHAN GWAŁCICIELEM.

    ~ osoba wymieniona powyżej xD

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez Jill