Którą ścieżkę wybierasz?

piątek, 8 maja 2015

Od Ethan'a

Alfa dała mi jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty na moje towarzystwo, zapewne ze względu na to, że podczas oprowadzania mnie po terenach (robiła to z czystej uprzejmości, choć mówiła, że ma wiele na głowie) rzuciłem w nią myszą, co spowodowało nagły upadek alfy do rzeki.
Przemierzałem truchtem las, rozglądając się przy tym bacznie, aby zapamiętać każdy szczegół. Pewnie prędzej czy później się zgubię, więc warto by było cokolwiek zapamiętać.
Moje białe futro wyraźnie odznaczało się pośród zielonej roślinności. W lesie było cicho i spokojnie, słychać było gdzieniegdzie ćwierkanie jakiegoś ptaka, szum drzew ciągle mi towarzyszył, tak samo jak miarowe uderzanie mych łap o ściółkę. Na drodze stanęło mi powalone drzewo. Kora była spróchniała i porośnięta mchem. Grzyby okalały rozkładającą się roślinę. Przybliżyłem pysk aby się lepiej przyjrzeć. Niby nie miało to sensu, ale zawsze jakieś zajęcie. Teraz dokładnie widziałem chropowatą korę, usianą licznymi plamkami oraz mchem. Miękkim, zielonym mchem. Czerwony muchomor dumnie zdobił bok kłody. Ślimak winniczek zajadał skrawek jego kapelusza. Dziwne było to, ile życia dzieje się niżej pod nami. Nawet tego nie zauważamy, biegnąc gdzieś. Tymczasem w trawie małe stworzonka prowadzą własne życie, walkę o przetrwanie.
Ziewnąłem przeciągle. Wyprostowałem się i znów rozejrzałem.
Rozległo się donośne kukanie kukułki, echo odbijało jej głos daleko w las. Ruszyłem w stronę dźwięku. Nie musiałem długo iść. Na gałęzi sosny siedział szaroniebieski ptak o białym brzuchu i długim ogonie. Kukułka kukała co chwilę, łypiąc swoimi paciorkowatymi oczkami w moją stronę.
Wyszczerzyłem zęby w czymś na rodzaj uśmiechu. Odwróciłem się i pobiegłem dalej.
Łapa za łapą, łapa za łapą. Zaczynałem wpadać w rutynę. Czy w tym lesie nic się nie dzieje? Wynurzyłem się z leśnego gąszczu na łąkę. Była zielona, jak przystało na tę porę roku i daleko się rozciągała.
Wskoczyłem w wysoką trawę i padłem na plecy. Rozkoszowałem się słońcem, które przyjemnie muskało mój pysk i sierść na brzuchu. Podwinąłem przednie łapy i zamknąłem oczy. Zapadłem w głęboki, leniwy sen.
Poruszyłem uchem. Coś strasznie łaskotało mnie w sierść na uchu. Znów nim poruszyłem. Pewnie jakaś mucha, pomyślałem. Przekręciłem się na bok. Usłyszałem ciche piśnięcie. Zapewne zgniotłem mysz, zaśmiałem się w duchu.
Och, jak bardzo nie chciało mi się wstawać. Ciepłe promienie słońca, miękka trawa i zapach polnych kwiatów.
Znowu to łaskotanie.
Z cichym warknięciem otworzyłem zaspane oczy.
- Do jasnej cholewy czy nie można pospać? - warknąłem bardziej do siebie niż do kogoś innego.
Zamrugałem powiekami aby całkiem się rozbudzić. Podniosłem się z mocno wygniecionej trway, w której odcisnąłem swój kształt. Otrzepałem się jakbym wychodził z wody a następnie ziewnąłem i przeciągnąłem się.
Ktoś parsknął.
Odwróciłem głowę w stronę głosu, już całkiem rozbudzony. Dalej z trawy wystawały czyjeś uszy. Uszy wilka.
Uśmiechnąłem się zawadiacko.
Skuliłem się w wysokiej trawie aby nie było mnie widać. Skupiłem się i przybrałem kolor otoczenia. Zacząłem powoli się skradać, równocześnie starając się zbytnio nie szurać trawą. Gdy byłem już wystarczająco blisko obcego, zakołysałem lekko tyłem, naprężyłem mięśnie i skoczyłem.
Rozległ się cichy okrzyk zdumienia, który został szybko stłumiony. Wywróciłem wilka na ziemię. Przez chwilę się turlaliśmy aż w końcu przyparłem intruza do podłoża. Odsunąłem się na długość łap, którymi nadal trzymałem wilka.
- Co tam cukiereczku? - zapytałem ze śmiechem.

<Ktośkolwiek? XD>

1 komentarz:

Szablon wykonany przez Jill